Sztuka na dwa głosy (4): Monika Winnicka – bezkarnie mówi prawdę…

InfoPoster:  Kobieta w sztuce. Jako podmiot – od zarania dziejów. Jako sprawca już niekoniecznie. Wydaje się, że obecnie artystka ma dokładnie te same prawa co tworzący mężczyzna. Czy na pewno? Uważasz, że wolno Ci tyle samo co Twoim kolegom? A idąc dalej – czy do oceny Twoich, kobiety, dzieł przykłada się taką samą miarę?

Monika Winnicka: A czy kobietom wolno myśleć na równi z mężczyznami? Czy kobieta może pozwolić sobie, żeby jej myśli docierały tam gdzie mogą biec myśli mężczyzn? Czy moje wnioski z tych wypraw, wnioski poznawcze, przełożone na media plastyczne mogą być oceniane na równi z artystycznymi zapiskami z męskich podróży?
Wiesz, kiedy mała dziewczynka powie światu, że się masturbuje to będzie szok? A przecież dzieci to robią i jest to naturalne… ale powiedzieć tego tej dziewczynce nie wolno. Dlaczego?

InfoPoster:  A może jest kobietom łatwiej? Może krytyka a także odbiorcy łatwiej dają się oczarowywać, szokować nawet sztuce tworzonej przez kobiety właśnie dlatego, że tworzona jest przez nie. Bo to, co w waszym przypadku jest ekstrawagancją i prowokacją, to co stworzone waszymi rękami i projektowane przez waszą wrażliwość będzie nawet skandalem – to wszystko w przypadku mężczyzny nie tyle że nie zaszokuje, ale wręcz nie zaskoczy. Nie jest właśnie tak?

Monika Winnicka: Im bardziej ograniczony umysł odbiorcy tym bardziej szokująca jest sztuka. Jeśli sztuka pokazuje prawdziwe przeżycia i szczery zachwyt, to gdzie tu jest miejsce na szokowanie? Czym? Może szokuje nie artystka (artysta płci żeńskiej) ale jej odkrycie prawdy zakazanej? Prawdy o jej seksualności na przykład. Zakazanej od wieków krainy rozkoszy? Tak bliskiej, osiągalnej na wyciągnięcie własnej dłoni… Własnej, nie męskiej… nie cudzej. Ale własnej.

InfoPoster:  Jak określiłabyś siebie samą? Co tworzysz? Co jest Twoim tematem wiodącym?

Monika Winnicka: To moja wolność. Sztuka pozwala mi bezkarnie mówić prawdę. W niej jestem sobą. Nieograniczona żadnymi zakazami i nakazami. Mogę wszystko!

InfoPoster:  Obwieszczasz światu, że Twoje ciało jest Twoim narzędziem. Narzędziem czego?

Monika Winnicka: Obwieszczam światu, że jestem sama i traktuję moje ciało jak narzędzie, nie jak świątynię zasad moralnych, niemoralnych, nakazów i zakazów. To moje narzędzie, oczy służą do patrzenia, uszy do słuchania, odbyt do srania, a cipka do rozkoszy.

InfoPoster:  A może jednak jest narzędziem służącym Ci do całkiem trywialnych celów – onieśmielenia odbiorcy, manipulacji? A może wręcz ma Ci zjednywać męską część krytyki i publiki? To byłoby przecież takie kobiece, zdaniem wielu…

Monika Winnicka: Nie onieśmielam nikogo. Nie manipuluję. Mówię prawdę o sobie. Pokazuję prawdę o sobie. Pokazując swoje ciało onieśmielam? A może onieśmiela podejście do ciała? To moje narzędzie, to moja zabawka, to mój przedmiot. Nic więcej. Żadnej świętości. Kawałek mięsa.

InfoPoster:  Zaraz, zaraz… Skoro sztuka, czy tego chcemy czy nie, przeplata się z życiem, powiedz mi czy jesteś konsekwentna w tym, co teraz powiedziałaś? Czy naprawdę chciałabyś aby mężczyźni traktowali Twoje ciało jak kawałek mięsa? Od razu uprzedzę, gdybyś chciała rozgraniczyć swoje podejście do niego (właśnie jako do swego) i podejście mężczyzn, którzy powinni je kochać, pożądać go itd. – byłoby to dla mnie jakieś mega oszustwo już w założeniu. No bo jak to? Jesteś przeświadczona, że pokazujesz kawałek mięsa i oczekujesz względem niego jakichś uczuć wyższych? Mała pętla, prawda?

Monika Winnicka: Nie oczekuję uczuć wyższych w stosunku do mojego ciała. Absolutnie. Nie wiem nawet czy myślałam o ciele w kategoriach uczuć wyższych. Badałam jego formę, funkcje… Moje poszukiwania idą dużo dalej, nie zatrzymuję się mentalnie na relacjach moich (mojego ciała) z mężczyznami. Interesują mnie relacje i ludźmi. Kobietami i mężczyznami. Moje ciało jest kawałkiem mięsa. Zbadałam je dokładnie. Interesuje mnie też ciało innych ludzi. Nie potrafię zrozumieć dlaczego wielkie systemy religijne prowadzą taką walkę z wolnością seksualną, nazywają tą sferę życia, niemoralną! Złą! Pokazuję moją cipkę między innymi dlatego, żeby udowodnić wszystkim, że nie jest brudna, nie jest zła, że jest tylko kawałkiem mięsa o określonej formie i funkcji. Jest też moim narzędziem, bywa moją zabawką, bywa zabawka innych… Dlaczego wzbudza tyle kontrowersji od wieków? Podnieca? Oczywiście, to odruch zwierzęcy. Ale co więcej? Nic. Gdzie tu jest miejsce na uczucia wyższe? Nie ma. W cipce naprawdę nie mieszka ani wielki system moralny ani religijny! Zobacz sam!

InfoPoster:  Wypada jeszcze określić jedno – w jakim zakresie w tym co tworzysz przestajesz być kobietą? Rościsz sobie pretensje do hiper obiektywnego oglądu świata?

Monika Winnicka: To ważne i trudne pytanie, bo czy można odizolować swoje doświadczenie od doświadczenia bycia tym kim się jest? Moje wnioski muszą być subiektywne. A może właśnie o to chodzi? O moje własne wnioski? O własną drogę? Może tylko w ten sposób możemy być autentyczni? Kiedy mówimy o swoim własnym doświadczeniu? System mówi mi, że nie wolno zaglądać mi pod moją własną spódnicę. Miliony kobiet nie zagląda. Ufa systemowi. A ja zajrzałam, dotknęłam, posmakowałam i powąchałam. Co więcej, chętnie zajrzę pod każdą inną!

InfoPoster:  Moniko, ważne pytanie, zadam je zatem bardzo dosłownie. Malujesz, fotografujesz akty. Dlaczego nie wykorzystujesz do nich modelki? Twój upór w używaniu jako modela własnego ciała jest wręcz zastanawiający. Czy to nie ekshibicjonizm? Spotykasz się z takim zarzutem?

Monika Winnicka: Spotykam się z takimi zarzutami, czasami jednak ja zastanawiam się nad podejściem innych do własnego ciała. Ludzie wstydzą się swojego ciała. Boją się obnażyć przed sobą i światem. To nie ja jestem ekshibicjonistką ale inni są zablokowani. Przestraszeni, że może ich własne ciało jest złe, że jest siedliskiem brudu? Może ludzie boją się, że nie zapanują nad reakcjami swojego ciała? Może boją się sami siebie?

InfoPoster: Mówisz o wolności, o rodzaju bezwstydu w tym co robisz. Kiedy ogląda się zwłaszcza Twoje fotografie trudno nie przyznać Ci racji. A jednak pojawia się wątpliwość. Tę wolność deklarujesz tak często (zresztą podobnie jak nieskrępowanie), że zaczyna to wyglądać jak rodzaj zaklinania, odczarowywania, głębokiej autosugestii. Chwilami zastanawiam się, czy nie poddajesz się jakiejś autoterapii.

Monika Winnicka: Poczucie wolności jest najważniejszą wartością dla twórcy. Od urodzenia jesteśmy bombardowani przecież cudzymi wartościami, cudzymi Bogami, cudzymi receptami na życie, walka o wolność własną jest walką przez całe życie. To nie terapia ale postawa. Nie ma się z czego leczyć, a jest o co walczyć.

InfoPoster:  Jakie masz obsesje, lęki? Co ci przeszkadza? Gdzie w Tobie jest to głębokie pękniecie, które czyni człowieka artystą?

Monika Winnicka: Mam obsesję na punkcie mojego bycia w świecie. Czasami odczuwam radość, że jestem, ale najczęściej odczuwam rozpacz. Ktoś zaprosił mnie do tej gry w życie. Dał mi narzędzie, ciało. Ale nie dał odpowiedzi po co. Dał mi wolność w moich poszukiwaniach. To inni mi ja odbierają. Codziennie, na każdym kroku słyszę: nie wolno, nie dotykaj, nie zaglądaj. A ja szukam swojej odpowiedzi codziennie. Rozpaczliwie wręcz. Sztuka stała się moją metodą poznania i nadzieją na nadanie mojemu życiu sensu.

InfoPoster:  Twierdziłaś, że to co robisz to nie autoterapia. Tymczasem rozpaczliwie szukasz odpowiedzi na swoje pytania. Czy to nie obsesja? Czy Twoje widzenie ciała i cielesności nie stanie się kiedyś pułapką dla Twojego artyzmu? Jest coś jeszcze poza ciałem, Twoim przede wszystkim, z czym chcesz się zmierzyć?

Monika Winnicka: Tak to jest obsesja. Pułapką jest samo życie. Czasami czuję się jak astronauta, który rozpaczliwie stara się dotrzeć jeszcze dalej w poszukiwaniu czegoś więcej. Nikt z nas odpowiedzi nie znalazł. Chcę poznać to coś więcej. I czy jestem czymś więcej poza tym kawałkiem mięsa.

InfoPoster:  Czy można jeszcze cokolwiek nowego o ciele powiedzieć? Dopowiedzieć?

Monika Winnicka: Ile ciał tyle odmiennych historii. Cała historia sztuki jest przecież historią podejścia do ciała między innymi. Akt kobiety jest moim zdaniem esencją mentalności epoki, w której ten akt stworzono.

InfoPoster:  Akt, cokolwiek chcesz nim pokazać, udowodnić, czego poszukujesz, być może powoli stanie się przeżytkiem? przecież kamera zawsze pokaże więcej. Czy Twoje bardzo jednak zdecydowane wychylenie w kierunku fotografii nie jest najlepszym dowodem, że kawałek płótna czy kartonu i paleta farb, węgiel czy ołówek zupełnie Ci nie wystarczają?

Monika Winnicka: Najbardziej cenię jednak prace malarskie i rysunkowe. Nic nie zastąpi trudu wykonania takiej pracy, wielu lat poświęconych na opanowanie warsztatu. Czy w dzisiejszym świecie można sobie pozwolić na poświęcanie kilku godzin dziennie na doskonaleniu warsztatu rysunkowego i studiowanie ludzkiego ciała. Robią to nieliczni. To nie jest przeżytek! Ten rodzaj sztuki staje się zbyt dużym poświęceniem dla artysty. Fotografia jest innym medium. Dla mnie mniej medytacyjnym. Szybszym.

InfoPoster:  Jaka zatem jest przyszłość aktu w plastyce? Będą to zupełnie odjechane formalne poszukiwania, prześciganie się w pogoni za „nowym ujęciem”, czy może widzisz to inaczej?

Monika Winnicka: Akt jest podstawowym tematem. I takim pozostanie. Nie mam wątpliwości. Drugie pytanie jest dla mnie za trudne. Sama jestem tego ciekawa…

InfoPoster:  Czy artystka kobieta ma jakąś powinność wobec swojej płci? Czy artystki muszą walczyć? O co Ty walczysz? I z kim?

Monika Winnicka: Oczywiście, że ma. Jeśli dotarła do miejsc niedostępnych dla innych kobiet, jeśli ma tę odwagę, jeśli nie przestraszy się groźby wykluczenia społecznego z powodu zaglądania w te zakazane miejsca, to inne kobiety pójdą za nią. Ja walczę o wolność w sferze myśli i ciała. I walczę z każdym kto stanie mi na drodze. Czasami nawet atakuję pierwsza. Buntuję się i atakuję.

InfoPoster: Gdzie jest granica między aktem a pornografią? Tylko proszę nie teoretyzuj – najlepiej powiedz, gdzie dla Ciebie jest taka granica?

Monika Winnicka: Dla mnie to proste. Nie chodzi o samo ciało ale o ciało człowieka, najważniejszy jest wyraz twarzy modela i wyraz twarzy odbiorcy. To relacja jaka zachodzi między modelem, a odbiorcą jest ważna. Medium plastyczne jest przekaźnikiem myśli, refleksji, intencji. Nie sądzę, żeby odbiorca pornografii miał wyraz twarzy bywalca galerii sztuki w trakcie konsumpcji zdjęcia czy filmu pornograficznego, chociaż może to być ten sam człowiek. Zachodzi inna relacja, inna reakcja.

InfoPoster: Czy pornografia może być sztuką? Jeśli tak, jakie warunki musi spełnić?

Monika Winnicka: To zależy gdzie i kiedy. Odpowiedzi na to pytanie każda epoka udziela innej. Może nawet bardziej zależy to od odbiorcy? Nawet w 21 wieku to samo dzieło może wywołać skrajne relacje wśród ludzi z różnych kręgów kulturowych. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

InfoPoster: Tak się składa, że bardzo wiele absolwentek uczelni kształcących plastyków ostatnio mocno eksperymentuje z własnym ciałem. Może właściwie będzie rozciągnąć to na twórców z innych dzidzin również. Skąd to się bierze? przecież odkrycie ciała, pojmowane tak dosłownie, to nie są ostatnie lata, to trwa dłużej. Czy nie jest tak, że fotografia, a przede wszystkim film odbierają wam środków do takiego artystycznego mocnego uderzenia i stąd tyle ciała, tyle prowokacji o podłożu obyczajowym i religijnym. Jeśli coś w tym jest, to gdzie granica? Kiedy przyjdzie moment, że ciało stanie się… nudne?

Monika Winnicka: Nudne? Nigdy! Ciało i stosunek do ciała to pierwsza i chyba najważniejsza fascynacja każdego człowieka. Ludzie obecnie, nie tylko artyści, odchodzą od kultu idei Boga, zwracają się ku kultowi ciała. Mamy ciało, ciało bez Boga. To dopiero początek takiego podejścia do człowieka. Nadchodzą czasy kultu człowieka. Medium wydaje się być wtórne do treści przekazywanych przez artystów. Dzisiaj zdają się mówić, jestem ja i moje ciało, nic więcej nie ma.

InfoPoster: Gdybyś miała wskazać któreś swoje koleżanki godne uwagi z tego punktu widzenia, którym dziś się zajmujemy, to które i dlaczego?

Monika Winnicka: Dla mnie zawsze Katarzyna Kozyra, za przesuwanie granic, za to, że ma odwagę, że można się od niej tej odwagi uczyć. Jest kontrowersyjna, bo zawsze uderza w czuły punkt. Ma wyczucie. To samo, Alicja Żebrowska.

Czytaj także:

http://info-poster.eu/sztuka-na-dwa-glosy-3-anna-kott-i-monika-winnicka-nago-i-w-uniformie/

http://info-poster.eu/akt-wolnosci-moniki-winnickiej/

rozmawiał: Dariusz Jezierski

3 Comments on "Sztuka na dwa głosy (4): Monika Winnicka – bezkarnie mówi prawdę…"

  1. gogol przejazdem | 23 lipca 2012 at 12:27 pm | Odpowiedz

    „…Monika Winnicka: Nie onieśmielam nikogo. Nie manipuluję. Mówię prawdę o sobie. Pokazuję prawdę o sobie. Pokazując swoje ciało onieśmielam? A może onieśmiela podejście do ciała? To moje narzędzie, to moja zabawka, to mój przedmiot. Nic więcej. Żadnej świętości. Kawałek mięsa…”

    Czas pomyśleć o przyszłości, bo zostaną tylko widokówki i pejzaże…

  2. Ani jedna z prac autorki nie pokazuje ciała ładnego, wprost przeciwnie, to ciało jest brzydkie, nieestetyczne, wydaje się poddawane torturom, przypomina chwilami ciało potwora. Mówi, że prowokuje, … onieśmiela… a może odstrasza właśnie?

  3. Miałem okazję poznać "artystkę". Jak najbardziej manipuluje otoczeniem, brak pomysłu na sztukę przykrywa pseudo-ideologią, jak to ciało jest jej narzędziem, itp. Jak nie masz nic do powiedzenia, pokaż gołą d… będą o tobie mówić. To chyba głównie ta zasada dominuje w procesie twórczym Pani "artystki". Podobnie jest z jej wypocinami literackimi, które szumnie nazywa literaturą erotyczną. Niesmaczny bełkot przyprawiający o mdłości czytelnika, opisany kiepskim językiem. Z erotyki to ma tyle, co prostytutka stojąca na Pigalaku… Cóż każdy facet powinien teraz uważać, bo może stać się bohaterem kolejnych artystycznych dokonań "narzędzia artystycznego", czyli "cipy"  artystki (sorry, ale tak sama "artystka" nazwała TO narzędzie) … Dziękuję, ale mnie TA sztuka nie porusza, nie interesuje. Jest płaska, nic nie wnosząca, przejdziemy obok niej obojętnie, a za kilka lat zapomnimy, że coś takiego w ogóle było. I to jest właśnie taki rodzaj twórczości. Szanowni Państwo nie bójmy się powiedzieć głośno NIE pseudo-sztuce!

Leave a comment

Your email address will not be published.


*