Tadeusz Różewicz nie żyje

Jeden komentarz

W wieku 93 lat zmarł Tadeusz Różewicz, jeden z najwyżej cenionych polskich poetów współczesnych, prozaik, dramaturg i eseista.

Był Honorowym Obywatelem Gliwic. Miasto nadawszy mu tytuł stale zapominało jednak o jego urodzinach (http://info-poster.eu/92-urodziny-tadeusza-rozewicza/). Info-Poster pisał o tym wielokrotnie. Nie zdążymy już się poprawić…

Jeden z jego wierszy w wykonaniu Anny Maksym:

red.

1 Comment on "Tadeusz Różewicz nie żyje"

  1. Czy zastanawia, dlaczego każdy znaczący, czy choćby tylko dobrze zapowiadający się twórca stąd wyjeżdża, kiedy tylko ma okazję? I jakoś Gliwic chętnie nie wspomina, z melancholią nie opisuje, nigdy nie wraca nawet na starość. Gliwice w życiu Różewicza, chociaż twórczo bogaty, to jednak tylko epizod i nieopisany. Niemniej, jak to u nas, do świętowania i lamentów każdy pretekst jest dobry, więc tylko patrzeć urzędniczej kichy z cyklu "honorowania wcześniej docenionych gdzieś indziej gliwiczan". Może nie od razu, bo przecież na "Aleję Sławnych Gliwiczan" trzeba czekać aż do ukończenia wielkiej hali kiepskich widowisk i słabego sportu dla odmóżdżonych konsumentów. Do tego czasu wyjedzie stąd niejeden, a i zemrzeć ktoś wcześniej gdzieś indziej wywyższony może. Zresztą "Aleja" też nie jest taka pewna, bo pomysł naszego ziomka-szaraka, który chciał jej w centrum miasta, zdechł zanim na dobre rozkwitł, chociaż magistrat swego czasu twierdził ustami znanego z nieprawdomówności kurdupla, że idea jest bardzo ciekawa, jednak lokalizację trzeba zmienić na zadupie okołohalowe. Widać jednak od lat bez mała dwudziestu, że nasze konserwatywne władze mają ogromną trudność w honorowaniu sławnych gliwiczan. I nie tylko ich. Z materialnymi śladami ich wielkości też nie mogą sobie poradzić. Widać to choćby po iście śmiertelnie powolnym tempie restauracji Teatru Victoria, czy Domu Przedpogrzebowego, zabytków górnośląskiej techniki i wspaniałych willi, bo jak bezczelnie twierdzi miejska konserwator zabytków, stać nas na to, bo mamy tego (w domyśle barachła) dużo. Pan Troplowizt też nie może doczekać się należnej mu pamięci, zamiast Gliwic pamięta o nim niemiecka firma kosmetyczna.

    Na zarzut niepamięci, czy zwykłej sklerozy niezwykle kreatywnych i olśniewająco błyskotliwych urzędników wiadomych wydziałów U.M. odpowiem pytaniem: a jakimż to cudem ma ktoś pamiętać o pisarzu, którego nie czyta, o twórcy, którego nie zna? Może gdyby napisał piosenkę o Gliwicach, którą by można wykorzystać w reklamówce, czy grałyby najpodlejsze nawet stacje radiowe, to może. A tak… A ilu z zamieszczających dziś anons o śmierci Różewicza czytał i oglądał jego dzieła? 

    A propos, czy kiedykolwiek zadumał się ktoś nad brakiem piosenek o Gliwicach, tym "najwspanialszym" z miast Górnego Śląska? Sam znam trzy: dwie niepochlebne, trzecią w charakterze kuriozalnego wyznania ślepej miłości do miasta, na szczęście tylko jedną z nich wydano na płycie, ale grać jej żadne radio nie chce, a autorów z Gliwicami nic nie łączy. 

    To cyk, za pisarza.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*