Tarzan – recenzja nadesłana

Kiedy ogłosiliśmy z okazji Dnia Dziennikarza Obywatelskiego, że chętnie opublikujemy teksty naszych czytelników, nadeszły trzy. Jeden z pomówieniami, drugi na bardzo kiepskim poziomie i trzeci – z recenzją „Tarzana”, prezentowanego na deskach Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Po kilku dniach namysłu, zgodnie z obietnicą, zdecydowałem się go opublikować. Autor nie podał nazwiska, ale zgodnie z obowiązującym prawem prasowym, ma do tego prawo. Recenzja, jak recenzja, zapewne jest subiektywna, ale dostrzeżone są w niej także pozytywy i jak najbardziej warta jest tego, aby ją zaprezentować. Oto ona:

Na Tarzana poszedłem z bardzo pozytywnym nastawieniem, zewsząd słyszałem, że show na światowym poziomie, świetne efekty, akrobaci zwisający na linach, wykonujący szalone salta itd… Pomyślałem sobie, kurcze to musi być COŚ, w końcu ten teatr zrobił piękne widowisko, wyjdę zachwycony i będę chciał przyjść jeszcze raz. Ale hmmm, no cóż, niestety trafiłem na dosyć pechowy spektakl i to nie było tylko moje zdanie. Już od początku trwania spektaklu był kłopot z nagłośnieniem, to ktoś był za cicho tak, że nie można było zrozumieć co mówi (albo wcale nie był nagłośniony i dopiero po paru sekundach akustyk się orientował, że powinien go nagłośnić), to orkiestra raz grała nagłośniona, raz nie itd. Wpłynęło to również na śpiew aktorów, intonację itd. Jak się później dowiedziałem, teatr zmienił po premierze ekipę nagłośnieniową, bo ponoć wcześniejszy sprzęt okazał się za słaby. Jak to zwykle bywa w tym teatrze,  w ostatnim momencie próba dla nowych akustyków, dużo niedopracowania i wyszło jak wyszło. Z tych moich negatywnych opinii warto również wspomnieć o nieudolnych odpinaniach się aktorów z lin – trwało kilka sekund, zanim w końcu potrafili się odpiąć i dołączyć do reszty. Dalej, grupa techniczna za wcześnie wchodziła ze zmianami scenografii, nie czekała na blackout. Choreografia dla mnie była średnia i gdyby nie to, że momentami było bardzo dużo „małp” na scenie i dużo efektownych akrobacji, co dawało fajny efekt, nie wyglądałoby to dobrze. Wszystkie choreografie tej pani choreograf moim zdaniem są do siebie podobne.
Główny bohater Tarzan, którego gra Wiktor Korszla  – MEGA PORAŻKA (ten z żenujących plakatów rozwieszonych po mieście). Jak dla mnie, zero męskości, wokal słaby i słynny okrzyk Tarzana zaintonowany w taki sposób, że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Na castingu było wielu kandydatów, męskich i wizualnie pasujących do tej roli, którzy  z pewnością bardziej by się nadawali niż ten chłopak, wokalnie pewnie też (ponoć Tarzan z drugiej obsady jest o wiele lepszy w tej roli ale ciekawe dlaczego tak namiętnie promują akurat tego? Jane dziewczyna Tarzana – Dominika Kramarczyk. Jej śpiew nie porywa, nie było chemii między nią a Tarzanem, aktorsko mogłaby się bardziej wczuć i czasem zwolnić tempo mówienia itd. Samo jej pierwsze wejście (w porównaniu z wersją z Hamburga) reżysersko słabe (za wyjątkiem kwiatów i motyli zjeżdżających na linach). Wg mnie w jej scenie wszystko za szybko „wjechało na scenę”, nie było stopniowania napięcia i dlatego już po chwili zrobiło się nudno. Choreografia też nie porwała.
Michał Musioł niestety nie podobał mi się, dla mnie nadaje się tylko do operetki z jego śpiewem i grą. (Damian Aleksander ponoć super w tej roli). Reszta nieznanych mi aktorów, prócz pana Bytnara, również nie zrobiła na mnie wrażenia – pan Kowalczyk i pan Pacanowski. Scenografia też mogłaby być lepsza i kostiumy  mogłyby bardziej przypominać małpy niż ludzi pierwotnych.
Przejdę teraz do pozytywów tego SHOW. Otóż najlepszą, najbarwniejszą i najśmieszniejszą postacią jest Terk – Andrzej Skorupa. Jest bardzo prawdziwy w tym co robi, nie kłamie, świetnie się bawi i oczywiście dobrze śpiewa. Młody Tarzan, Bartek Kaszuba, również przyciągnął moją uwagę, ładnie śpiewał, dobrze zagrał, jak na małe dziecko i był bardzo wzruszający. Wioletta Białk – Kala, także była kolejną dobrze trafioną postacią, głównie pod względem aktorskim.  Było kilka dobrych efektów, świateł, scen aktorskich, pomysłów reżyserskich  np. sam początek, kiedy tonie statek z rodzicami Tarzana. Oczywiście świetna muzyka Phila Collinsa, która jest głównym atutem tego spektaklu. Dużo kolorów i akrobacji, które  to uświetniają no i oczywiście sama historia Tarzana znana każdemu. Spektakl dobry dla małych dzieci, które najbardziej cieszyły się, gdy mogły dotknąć kogoś kto zjeżdżał na linie im nad głową. Na pewno jednak nie jest to widowisko na światowym poziomie, jak nam wpajają fani teatru i media załatwione przez Krzysztofa Piotrowskiego. Jak na taką fantastyczną kampanię reklamową to nie było pełnej sali, prawie całe piętro było puste. Niestety wychodząc ze spektaklu już nie miałem takiego dobrego nastawienia jak przed wejściem.

Foto: Jarosław Blaminsky (materiały prasowe GTM i DMiT)

2 Comments on "Tarzan – recenzja nadesłana"

  1. gogol przejazdem | 19 czerwca 2012 at 8:30 am | Odpowiedz

    „…warto również wspomnieć o nieudolnych odpinaniach się aktorów z lin – trwało kilka sekund, zanim w końcu potrafili się odpiąć i dołączyć do reszty…”

    Dzięki za opinie. Czyli „Tarzan” tak coś między cyrkiem, a kinem. To pierwsze mam gratis codziennie, to drugie no cóż, taka prawie kulturalna „Biedronka” – można przełknąć tylko czy tanio ?

  2. Ja byłam na spektaklu z drugą obsadą i byli świetni. Z dźwiękami też nie było problemu, więc chyba po prostu miałeś pecha :/ ale nie powinno tak być, bo za bilet zapłaciliśmy tak samo.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*