Teatr na deskach? Na szczęście to pierwsze liczenie!

Redaktor Michał Szewczyk nie zawiódł. Jego mogący być wzorem dziennikarskiej rzetelności tekst „Teatr na deskach” (http://www.24gliwice.pl/wiadomosci/teatr-na-deskach-dokad-zmierza-gtm-tak-tragicznej-sytuacji-nie-spotkalem/) pojawił się w samą porę, poprzedzony materiałem o tym, że nie odbędą się Gliwickie Spotkania Teatralne.

 

Z całą pewnością wkrótce w wielu innych mediach pojawią się podobne, być może jeszcze bardziej rozszerzające wiedzę opinii publicznej materiały. Bo że ta jest co najwyżej mizerna, świadczą najlepiej niektóre komentarze. Tym bardziej ważne jest, aby artykułować opinie i głosy wskazujące na ważkie okoliczności, o których często zwyczajnie nie wiedzą dziennikarze, nie zajmujący się teatrem od środka, lub też zwyczajnie nie docierający do niektórych, czasem skrzętnie ukrywanych faktów.

Pora odkrywać karty…

Taki właśnie materiał opublikuję we wtorek, być może w poniedziałek wieczorem. Ważny, bo wskazujący na niektóre nieznane szerokiej opinii okoliczności, a także przypominający fakty, o których piszę od wielu lat. Tak, koniecznie trzeba je przypomnieć, bowiem mam do moich kolegów po piórze także pewien żal. Oto na przykład o zwietrzałej formule Gliwickich Spotkań Teatralnych pisałem już w 2010 roku w Gazecie Gliwickiej. Powtórzyłem to później na prowadzonym przed Info-Posterem blogu, gdzie tekst można przeczytać nadal. A nosił tytuł „Quo vadis GTM?” (https://darjez.wordpress.com/2011/01/05/quo-vadis-gtm/). Postawiłem zatem pytanie, które teraz stawia redaktor Szewczyk. Mam nadzieję, że Michał nie będzie miał mi tego za złe, ale robi to trochę poniewczasie. GTM, jak sam zauważył, jest na deskach. Ja mniej więcej od 2010/2011 roku ostrzegałem, że bliski jest upadku, wskazując na bardzo ważne, sprawdzalne, ekonomiczne wskaźniki. Wskazywałem także wielokrotnie na jego marniejącą pozycję na krajowym rynku teatralnym, na jego artystyczną niewydolność (podkreślając za każdym razem, że nie jest to bynajmniej wina artystów, tylko sposobu zarządzania teatrem). Bo raz jeszcze podkreślę, GTM ma ogromny potencjał, a ostatni sukces „Rodziny Addamsów” w reżyserii Jacka Mikołajczyka może nas o tym przekonać. Nie dajmy się jednak zwieść – o sile tej produkcji decydują znowu „kadry zaciężne”. Wskazywałem imiennie tych, którzy moim zdaniem są temu niebezpiecznemu trendowi winni. Bez efektów, niestety. Zwraca natomiast uwagę fakt, że także w chwili obecnej ci winni wskazywani są przez regionalne i lokalne media nadzwyczaj ostrożnie, jeśli w ogóle. Czas to skończyć i wydaje mi się, że mam moralny obowiązek opublikować teksty, które będą miały na celu właśnie to, żeby motywem przewodnim rozpoczynającej się dyskusji była PRAWDA.

Kozioł ofiarny nie jest rozwiązaniem

Nie będzie mojej zgody na to, aby wykreować wspólnie ofiarę zastępczą, którą będzie obecny dyrektor GTM Grzegorz Krawczyk. Bo byłby to fakt, i owszem, wygodny dla wszystkich, ale będący skrajną nieuczciwością. Oczywiście, pojawiają się, czasem między wierszami, głosy osób zwolnionych przez Krawczyka, ale z natury rzeczy nie są one, niestety, bezstronne. To jasne – nie mogą być w takiej sytuacji. Ale część z tych osób została zwolniona w naturalnej konsekwencji poprzednich decyzji poprzedniego dyrektora Pawła Gabary, a część z powodu brutalnego cięcia finansowego ze strony gliwickiego samorządu, rzeczywistego ojca dramatu GTM. I jest jeszcze oczywiście inny powód zwolnienia niektórych osób. Część z nich zwolniłbym sam, będąc w sytuacji Krawczyka. Czy naprawdę mam się rozpisywać o tych powodach, o zbędności niektórych, o niewydolności w pracy, o sprzeczności interesów i nieuzasadnionym wydawaniu publicznych środków? Mam od wielu lat odpowiednią wiedzę, z której praktycznie nie korzystałem, głęboko przeświadczony o tym, że walczyć należy z przyczynami systemowymi, a sprawy personalne załatwiane będą po prostu w wyniku działań naprawczych. Oczywiście wiele zwolnionych osób wykonywało swoją pracę bardzo solidnie, w miarę swoich możliwości. Bardzo ich szkoda, naprawdę. Ale przecież niezależnie od rodzaju działalności, zmniejszenie budżetu o milion złotych naprawdę wymusza natychmiastowe oszczędności. Osobie kierującej samorządową jednostką kultury zwyczajnie nie wolno jej zadłużyć. „Pero, pero…”. Właśnie tak, bilans musi wyjść na zero. Pisałem już wcześniej, absolutnie nie żal mi Krawczyka. Wiedział na co się decyduje. Podjął się zadania wymagającego konkretnej, całościowej koncepcji. Zgadzam się z nim całkowicie w tej kwestii, że w takiej formule jak zostawił go dyrektor Gabara, GTM nadal funkcjonować nie mógł. Deficyt tylko by się powiększał. Z przyczyn oczywistych dla wszystkich, którzy na sprawie się znają. Wierzę, naprawdę wierzę w to, że Krawczyk ma koncepcję i pomysł na to, jak teatr funkcjonować powinien w przyszłości. Mam do tego podstawy, bo był przez wiele lat jedyną w tym mieście osobą, z którą o teatrze sensownie mogłem porozmawiać. Wydaje mi się, że rozumiem do czego zmierza. Ale prorokować nie będę. Pytać też nie. Będę oceniać. Mam do tego nie tylko prawo. To mój obowiązek. Czy tego chcemy, czy nie Gliwicki Teatr Muzyczny właśnie wchodzi w okres głębokiej transformacji. Ona z definicji dla wielu osób zawsze jest bolesna. Zawsze są także ofiary niewinne. Rzeczą podstawową jest to, aby było ich jak najmniej i aby maksymalnie złagodzić ich trudną sytuację. O tę drugą rzecz się boję. Przede wszystkim ze względu na całkowicie bezduszne podejście rządców naszej kultury. Zatrudnianie zwolnionych muzyków do konkretnego przedsięwzięcia jest tu tylko jedną z możliwości. Inna sprawa, że jeżdżąc do wielu różnych teatrów w różnych krajach mogę stwierdzić, że często jest to normą. Znak czasu.

Kto jest bez winy?

Mam jeszcze jedno spostrzeżenie, jeśli chodzi o sytuację orkiestry, zwolnienia muzyków i nie tylko. Czytam opinie tych, którzy niestety zostali zwolnieni. I rodzi się we mnie pytanie… Gdzie byliście, kiedy z GTM pozbywano się za poprzedniego kierownictwa tak wiele osób, często świetnych artystów, którzy teraz radzą sobie znakomicie w innych zespołach, lub działając prywatnie? Gdzie były wasze głosy w ich obronie? A to właśnie wtedy sprowadzano do kadłubowej postaci zespół artystyczny. Tak, właśnie do tej, w której się znalazł. O szczegółach również innym razem, bo mam wrażenie, że okazji będzie jeszcze sporo. Milczeliście, kiedy wyrzynano Tomasza Biernackiego, byliście cicho gdy likwidowano Gliwicki Magazyn Kulturalny. Przecież nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, że to właśnie wtedy decydowały się losy redaktor Małgorzaty Zemły, którą tak bardzo cenię i lubię. Nawet ona sama zadowoliła się krótkim „stanem zawieszenia” przy periodyku powstałym dla zamknięcia ust, dla nikogo i o niczym. Gdzie wasze mocne głosy artyści GTM, takie jak te, które słyszymy w wielu teatrach kraju? Teraz? Teraz się pali, Szanowni Państwo! Teraz już trochę za późno. Powtórzę znowu publicznie – sporo z Was zwracało się do mnie, najchętniej zrobiliby to po cichu, boczkiem, zza węgła. Wiele osób w Gliwicach zna mnie już jednak z tego – nigdy bym się na to nie zgodził! A pytani o autoryzację wycofywaliście się raczkiem. Nauczyliście się szeptać, szemrać po kątach, milczeć zadowoleni, że tym razem nie wy. Pisaliśmy o drażliwych sprawach w nieistniejącej już niestety Gazecie Gliwickiej. O ciężkiej sytuacji muzyków, o sposobie zatrudniania, o pretensjach do dyrekcji. Pamiętacie tę aferę na pewno. Przynajmniej niektórzy z Was. I wtedy nagle zapadło milczenie. „Układ zbiorowy”, ale taki niepisany, obgadany po garderobach i w gabinetach imć dyrektorów? Stchórzyliście! Jak napisałem, wyrżnięto winowajców „rokoszu”, sprawa przyschła… Niestety, tak się spraw nie da załatwić. Wrzód nabrzmiewał. I wypada się cieszyć, choć zapewne wielu z Was nie przyzna mi racji, że za terapię wzięto się teraz. Będzie bolesna, ale ma szansę uzdrowić tkankę. Po złośliwym zrakowaceniu władze sięgnęłyby być może po medycynę radykalną. Przypominam tym, którzy nie wiedzą: organizator jakiejkolwiek samorządowej instytucji kultury może ją w każdej chwili, z zachowaniem należnych procedur, zlikwidować. Uwierzcie, nikt na Śląsku – mówię o świecie teatralnym – zapewne by nie płakał. Walka o byt jest tu zadaniem numer jeden. Oczywiście, też byłyby głosy, itd… Krótkotrwałe i nieliczne. Jak zawsze. Dzięki temu, co teraz będzie zrobione, teatr w Gliwicach ma szansę przetrwać. Czy mam pewność? Nie, niestety. Ale wierzę, że dzięki tej dyskusji, która właśnie się zaczyna, zwiększamy wszyscy szansę na to, że nie dojdzie do najgorszego – do likwidacji.

Dariusz Jezierski

6 Comments on "Teatr na deskach? Na szczęście to pierwsze liczenie!"

  1. Musztarda po obiedzie Redaktorze. Namiestnik Krawczyk zwolnił dziś cały zespół baletowy i zespół wokalny. Żegnaj GTM…

     

    • Dziękuję za informację. Dopytam w tej sprawie. Jeśli się nie mylę, to było 7 + 7 osób. Interesuje mnie, czy będą nowe angaże. Sprawę zatrudnienia w GTM analizowałem dość dokładnie w ostatnich tygodniach. Wiem np., że jak na balet – nikomu niczego nie ujmując, średnia wieku była dość wysoka, co w tej branży jest istotne. Jeśli się mylę, proszę o dodatkowe informacje.
      Mam też wrażenie, że koniec Gliwickiego Teatru Muzycznego, czyli teatru pracującego w tej formule, nie oznacza bynajmniej końca Gliwickiego Teatru. Zaryzykuję twierdzenie, że utrzymanie go w obecnej formule, wiodłoby wprost do całkowitej likwidacji tej instytucji.

  2. przy środowisku | 20 kwietnia 2016 at 5:23 pm | Odpowiedz

    To dziwne panie Jezierski, że pan tak strasznie broni Krawczyka i nagle dziękuje za informacje, które już dawno ma, bo ludzie widzieli dzisiaj pana w GTM. Czyżby zmiany miały wyjść panu w jakikolwiek sposób personalnie na plus? Pisze pan o balecie. Zapewne pan nie wie, że jedna z tancerek miała możliwość angażu w innym teatrze muzycznym (czyżby sędziwy wiek był tak dobrze widziany w takowych teatrach?), nie chciała zostawać zespołu, dzisiaj dostała wypowiedzenie i została na lodzie. A to tylko jeden z przykładów. Tak się nie robi. Może pan powie, panie Jezierski swojemu koledze Krawczykowi, że tak się z ludźmi nie postępuje. Że skoro zmienia się formułe i takie zmiany są potrzebne i zapadają decyzje to w dobrym tonie, myśląc o ludziach, informuje się ich o tym wcześniej. Bo czytając pana artykuły nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już od dawna wiedział pan co się szykuje. Trudno było na początku roku powiedzieć ludziom, że będą takie zwolnienia? Żeby wiedzieli, że mogą chodzić na castingi i szukać innej pracy? Rzeczywiście, biedny Krawczyk na którego spadnie teraz całe zło zrobione przez Gabarę. Czyja wina, że teatr jest zadłużony – wiedzą już wszyscy. Czyja, że ludzie zostali w taki sposób potraktowani? Chyba każdy też już potrafi odpowiedzieć na to pytanie…

    • Zacznijmy od jednej podstawowej rzeczy – nie pomawiajmy się, kiedy dyskutujemy o domniemane korzyści.  To absolutna podstawa. A teraz po kolei:

      1. Nie, nie mam dawno tych informacji, bo nawet nie rozmawiałem dziś z p. Krawczykiem. Wczoraj GTM poinformował mnie, że przygotowano dla mnie dokumenty, o które wystąpiłem 6 kwietnia w trybie dostępu do informacji publicznej. Dziś minął po prostu 14, czyli ostatni dzień, w którym zgodnie z prawem informację mogę otrzymać. Zatem także tu nie ma dla mnie żadnych przywilejów. Inna sprawa, że znając trochę lepiej zagadnienia, wiem o co pytać chyba częściej niż inni dziennikarze. Inna sprawa, że nie wszyscy chcą pytać. 😉

      2. Pisze Pani, że ludzie widzieli mnie dzisiaj w teatrze. Mam pytania pomocnicze – wchodziłem od zaplecza? W masce? A może chociaż po godzinach pracy? Szanowna Pani, nie mam nic do ukrycia, a tym bardziej kwestii moich wizyt w teatrze. Sam o nich piszę.

      3. Co do estetyki restrukturyzacji zatrudnienia, naprawdę nie jestem właściwym adresatem tych uwag. Nie wypowiadam się w tej sprawie inaczej, jak już się wypowiedziałem. I nikogo nie bronię. A już na pewno nie dyrektora i jeśli w którymś momencie coś zrobił nie tak jak powinien, albo nawet złamał prawo – są odpowiednie środki. Dostrzegłem jednak, że najwyraźniej mamy do czynienia z restrukturyzacją Teatru Gliwickiego. Celowo nie dopisuję już „Muzycznego”, bo wiele wskazuje na to, że nie będzie już „muzyczny” w sensie dosłownym. I, aby nie było wątpliwości, jestem tego zwolennikiem. Nie, nie wiedziałem co się szykuje. Proszę sięgnąć do artykułów od 2010 roku – byłem jeynym dziennikarzem który wiedział i pisał, co „się szykuje” z GTM. Gdzie Państwo byliście wtedy? I gdzie byliście kiedy wcześniej wyrzynano pracownikó, nieelegancko, by nie powiedzieć okrutnie? Zwolnienia bolą zawsze, ale w przypadku GTM są niezbędne, aby ocalić chociaż GT.

      4. „Sędziwy wiek” – proszę jednak uważniej czytać moje komentarze, jeśli polemizujemy. Bowiem nie o „jednej z tancerek” napisałem ale o średniej wieku.

      5. Zapewniam, że zmiany nie wyjdą mi w żaden sposób personalnie na plus. Wierzę, że jeszcze kiedyś będę coś realizował na gliwickich deskach. Z całą pewnością jednak nie będzie się to odbywało „za tej władzy” (mam na myśli samorząd miasta).

      Pozdrawiam

  3. W tym teatrze zawsze mówiono, że o ewentualnych zwolnieniach będzie się informowało z wyprzedzeniem, by ludzie mogli sobie coś znaleźć i zawsze zwalniano bez uprzedzenia… tak, jakby dyrekcji sprawiało to ogromną radość, co było zrozumiałe poniekąd z racji proweniencji poprzedniego naczelnego… Ale dokładnie ten sam schemat działania prezentuje G. Krawczyk…. Z jaką wizją przyszedłeś dyrektorze naczelniku? .Z wizją zatrudnienia dyrektora artystycznego, który będzie miał jakąś wizję? Tak wynika z dzisiejszych pana wypowiedzi… Póki co, zarabia KK Piotrowski, bo tylko jego sztuczki i koncerciki są na afiszu i "chłopiec z Gliwic" – mega produkcja autorstwa dyrektora Krawczyka… Do najbliższych koncercików, które zdają się nie sprzedawać znów zatrudnia się konferansjerki – redaktorki TVP Katowice i RMF Classic… i oczywiście KK Piotrowskiego – ojca wszystkich sukcesów…

    Obudźcie się Państwo!!!

    Nie mamy waszego płaszcza. I co nam zrobicie?

    • O tym jak zatrudniało się w GTM szykuję tekst. Kolejny, trzeci z cyklu. Jeśli komentator jest ze środowiska, doskonale wie, że prezentuje się teraz to, co w ogóle można prezentować. GTM wszedł w sezon całkowicie nieprzygotowany do realizacji nowego, dużego repertuaru. I nie było chyba sensu „na chybcika” robić „produkcję”. Ten okres trzeba przetrwać i określić w tym czasie kierunki zmian. Zapewne tak się stanie. Szanowny Komentatorze, jak to się stało, że dopuszczono do tego, aby zatrudnionych na umowę było… 3 AKTORÓW ŚPIEWAKÓW. W teatrze muzycznym!!! Doskonale Pan wie, jakie są składy na innych scenach. Jedną z przyczyn dorżnięcia GTM było to, że każdy spektakl, to armia zaciężna. Kosztowna. I pytanie pomocnicze – ilu z tych zatrudnionych aktorów zagrało w rzeczywistym sukcesie – Adamsach? Miasto nie daje kasy, Rada Miejska nie potrafi go przycisnąć. Za to co daje, zwyczajnie nie da się utrzymać zespołu w tej kaleczno-pokracznej formule. Na to lata pracowała poprzednia dyrekcja, wy wszyscy lata przypieczętowywaliście swoim milczeniem. Ja mogę pisać. Nie milczałem.

      Rzeczywiście pora się obudzić i dobrze, że zaczęła się dyskusja. Konsekwentnie będę przedstawiał prawdę na temat rzeczywistych winowajców obecnej sytuacji. Po każdej stronie. Zapewniam.

       

Leave a comment

Your email address will not be published.


*