Telefony, Coca-Cola i bramy

Dopasowany do dłoni, zawsze pod ręką, w torebce, w kieszeni, w teczce, w plecaku, w łóżku, przy łóżku, na biurku, na stole.

Przyzwyczailiśmy się, że jest, że być musi, że wystarczy przesunąć kilka razy palcem po ekranie by wiedzieć, co się zdarzyło i co się wydarzy.

Iphone, telefon, smartfon. Cały świat w ręce. Encyklopedia, notatnik, słownik, bank.

Aparat fotograficzny i kamera.

Mały multimedialny przewodnik, przyjaciel, gotowy do działania w każdej chwili i w każdej sytuacji, nieoczekujący niczego w zamian.

Z rzadka porzucony i zapomniany, ale jeśli tak się zdarzy, czujemy się niepewnie, jakby świat toczył się gdzieś obok, coraz dalej, bez naszego udziału.

Sortujące algorytmy czynią z niego byt, co spełnia nasze najgłębsze oczekiwania, daje poczucie więzi, ważności.

Sięgamy po niego odruchowo, niemal nałogowo.

W niektórych z nas ta świadomość uzależnienia wywołuje jeszcze jakiś dyskomfort, wyrzuty sumienia, może poczucie zniewolenia, co paradoksalnie a może pozornie na świat otwiera.

Dla wielu jest wszystkim, światem, niemal uniwersum, dla nielicznych może być jeszcze czymś więcej. Może być inspiracją dla twórczych działań pisarskich, poetyckich, muzycznych czy malarskich. 

  Dla Magdaleny Gogół ekran telefonu komórkowego, być może też wizjer aparatu fotograficznego wraz ze wszystkimi znakami, ikonami, liniami jest obrazem, który przeniesiony na płótno przeradza się z pospolitego urządzenia multimedialnego w dzieło sztuki. W jej obrazach współistnieje jednocześnie kilka warstw. Jedna to fotografowany widok, kadr, druga to linie ten kadr określające, będące istotnym elementem dzieła. Te kreski, linie, znaki przeniesione z ekranu na płótno sprawiają, iż nie ruszając się z miejsca, oglądamy dzieło z różnych perspektyw, odległości, raz skupiając się na całości obrazu, raz na jego wykadrowanym fragmencie i będąc jedynie widzem mamy wrażenie współtworzenia, kadrowania.

Czasem jedynym i całościowym motywem obrazu staje się telefoniczna aplikacja wraz ze wszystkimi, niezwykle precyzyjnie oddanymi elementami i znakami.

  "Wybór kadru". Tak artystka zatytułowała swój cykl obrazów.

Obrazów, obok których nie sposób przejść obojętnie, zaklęła bowiem w oleju i płótnie coś, co wydaje się nie mieć z dziełem sztuki wiele wspólnego, i co za czas jakiś mogłoby bezpowrotnie przeminąć, kto bowiem za kilka czy kilkanaście lat będzie pamiętał, czym rozświetlał się ekran telefonu w 2018 roku.

Patrząc na olejne "kadry" Magdaleny Gogół można poczuć się nieco rozgrzeszonym ze swego smartfonowego uzależnienia.

Można bowiem w tym niewątpliwie uzależniającym gadżecie znaleźć inspirację do swoich artystycznych poczynań.

Sama artystka przyznaje zresztą, że ze swoim telefonem trudno jej się rozstać choćby na chwilę.

  Magdalena Gogół, pochodząca z Bytomia, od lat mieszkająca w Rudach Raciborskich malarka, jest absolwentką PLSP w Katowicach oraz Cieszyńskiego Instytutu Sztuki Uniwersytetu Ślaskiego. W 2009 roku zrealizowała przewód doktorski na Wydziale Artystycznym katowickiej Akademii Sztuk Pięknych w dziedzinie malarstwa. Od kilkunastu lat jest zawodowo związana z Instytutem Sztuki PWSZ w Raciborzu.

Jest autorką wielu wystaw indywidualnych w całej Polsce, uczestniczką wystaw zbiorowych oraz finalistką wystaw konkursowych o zasięgu krajowym i międzynarodowym.

  14 września, w Domu Kultury w Chwałowicach odbył się wernisaż wystawy obrazów Magdaleny Gogół ujętych w cykl "Wybór kadru".

Wydarzenie poprzedzone było koncertami dwóch artystów: Marka Andrzejewskiego, będącego współzałożycielem Lubelskiej Federacji Bardów oraz gitarzysty Wojciecha Stołtnego.

  Oprócz prac Magdaleny podczas chwałowickiego Wieczoru Sztuk mogliśmy zobaczyć fotografie Wojciecha Kukuczki, zebrane w dwa cykle: "Coca-cola" oraz "Bramy". Obie serie stanowią subiektywną opowieść artysty o Nepalu, o zaskoczeniach i o przemianach.

"Bramy" to niezwykle barwne, niemal intymne spojrzenie na nocne Kathmandu, "Coca-cola" zaś opowiada o zadziwieniu wszechobecnością koncernu i jego czerwonego logo w miejscach zupełnie nieadekwatnych i w świadomości biednego społeczeństwa Nepalu.

Zdjęcia Wojtka Kukuczki wymykają się schematom definiującym tzw. fotografię podróżniczą, ukazują raczej niewielki wycinek nepalskiej rzeczywistości w sposób bardzo sugestywny i osobisty.

  Tak jak Magdalena Gogół z telefonicznego ekranu tworzy obraz, tak Wojciech Kukuczka z nepalskiej codzienności czyni fotograficzne dzieło.

  Wystawy można zwiedzać w chwałowickim Domu Kultury do połowy października.

 

                                                                                                                                                     Aleksandra Ścibich

Be the first to comment on "Telefony, Coca-Cola i bramy"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*