Tym razem odwołamy prezydenta Frankiewicza – rozmowa z Patrykiem Płuciennikiem

InfoPoster: Parędziesiąt dni nadzwyczajnej aktywności w OKR i rezygnacja… Jak to rozumieć? Zmarnowany czas?

Patryk Płuciennik: Poświęciłem masę czasu i energii na działania, które doprowadziły do referendum. Doświadczyłem na własnej skórze, jak ciężko pracuje się w grupie pełnej silnych charakterów. Sporo się nauczyłem i to jest dla mnie najważniejsze.

InfoPoster: Presja na Ciebie przez cały czas była ogromna. Nie każdy stary wyga by ją wytrzymał. Jak sobie radziłeś?

Patryk Płuciennik: Nie pierwszy raz wylewano na mnie wiadra pomyj – można przywyknąć. Staram się mieć do wszystkiego, możliwe największy, dystans. Uśmiecham się pod nosem, jak czytam stronę przeciwników referendum, komentarze na największym gliwickim profilu facebookowym i newsy w serwisie człowieka orkiestry. Chyba nikt nie bierze ich na poważnie, prawda? (śmiech)

InfoPoster: Czy w Gliwicach jest miejsce na ideały? Czy tak naprawdę można tu cokolwiek krytykować i nie stać się szkodnikiem?

Patryk Płuciennik: Gliwice to bardzo specyficzne miasto i potwierdzają to dziennikarze z zewnątrz, którzy dostali u nas jakiś temat. Krytyka jest niewskazana, a kiedy ktoś odważy się na kilka gorzkich słów o działaniach samorządu, od razu jest mieszany z błotem. To jedyne miasto, w którym rzecznik prasowy – jeśli nie darzy cię sympatią – kontaktuje się przez sekretarkę. Do tego dochodzą media, które jednocześnie wykonują zlecenia z Urzędu Miejskiego i prowadzą „niezależne” dziennikarstwo. Na domiar złego, chętnie zarzucają brak obiektywizmu innym. To są po prostu kpiny.

Od pewnego naczelnego usłyszałem kiedyś, że bardzo chciałby robić kontrowersyjne tematy, ale nie może, bo jak pokaże urzędników w złym świetle to potem nie będzie miał z kim rozmawiać… Z takim podejściem lepiej zająć się czymś innym! Albo uprawiamy prawdziwe dziennikarstwo albo poklepujemy się po plecach.

A same władze? Krytyka traktowana jest jak atak, a na atak odpowiada się atakiem… najlepiej ad personam. Żenujące.

InfoPoster: Twoje wejście w politykę a właściwie sprawy społeczne było bardzo mocne. Zaistniałeś i w świadomości wielu bardzo pozytywnie. Co dalej?

Patryk Płuciennik: Wszystko zaczęło się od małego bloga, który czytała garstka osób. Wraz z upływem czasu miałem coraz więcej treści i zaryzykowałem… postawiłem na interaktywny serwis o Gliwicach, który prowadziłem właściwie całkiem sam. To, że w szczytowym momencie notował 30 tyś. unikalnych odsłon miesięcznie, uważam za mój wielki sukces. Jednak szybko okazało się, że redagowanie i nagrywanie pochłania mi zbyt dużo czasu. Tym bardziej, że traktowałem NGliwice jako hobby. Wbrew obiegowym opiniom, nie zarobiłem na serwisie ani grosza. Pewnie dlatego, że nie spotykałem się co tydzień na kanapie z prezydentem (śmiech). Zamknąłem. Potem przygoda z Gazetą Wyborczą – bardzo przyjemne doświadczenie, bo moje artykuły pomogły kilku osobom. Tekst dotyczący studentki, która przez ukochanego z Facebooka trafiła do tureckiego więzienia, wywołał wielotygodniową dyskusję w ogólnopolskich mediach o sytuacji Polaków zamkniętych za kratami poza granicami kraju.

A co dalej? Zobaczymy. Na pewno nie będę robił niczego wbrew sobie.

InfoPoster: Jakoś mało w tym wszystkim widać ludzi, ich sprawy i zainteresowania. Co Ciebie zajmuje poza działalnością społeczną?

Patryk Płuciennik: Jak tylko sprzyja pogoda i mam chwilę wolnego, jadę na rowerze pod Gliwice. Szybki i przyjemny sposób, żeby na chwilę odpocząć od gwaru miasta. Uwielbiam herbatę i nie rozstaję się z nią nawet na jeden dzień. Japońska, chińska, koreańska. Obcowanie z prawdziwą herbatą, zapach liści, parzenie, smakowanie naparu to dla mnie wielka przyjemność. Poza tym, kocham góry. Beskidy znam na pamięć, a jakiś czas temu przeszedłem wszystkie szlaki w polskich Tatrach. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku wyskoczę chociaż na kilka dni w te wyższe, słowackie!

InfoPoster: Jak widzisz swoją przyszłość? Czy w Gliwicach?

Patryk Płuciennik: Tu mam rodzinę i przyjaciół. Byłoby mi ciężko rozstać się z Gliwicami na zawsze. Chociaż muszę przyznać, że coraz więcej znajomych wyjeżdża z Gliwic albo nosi się z takim zamiarem. Moja przyszłość rozstrzygnie się najpóźniej w przyszłym roku, teraz trudno powiedzieć…

InfoPoster: A jeśli, to co musi się w tym mieście zmienić, żeby spełniły Twoje oczekiwania.

Patryk Płuciennik: To są proste sprawy, które dotyczą nas wszystkich na co dzień. Miasto powinno być przede wszystkim przyjazne mieszkańcom: komfortowa i dobrze zorganizowana komunikacja miejska, sensowny pomysł na politykę transportową, równe chodniki, ścieżki rowerowe, przestrzenie publiczne do spędzania wolnego czasu itd. W Gliwicach ma się dobrze żyć. Nie można nim zarządzać jak firmą, bo tracą na tym ludzie, a to oni są najważniejsi.

InfoPoster: Myślisz, że dorośliśmy do demokracji? Potrafimy z niej korzystać?

Patryk Płuciennik: Frekwencja w wyborach świadczy o tym, że jeszcze nie. Ludzie chcą mieć tylko dach na głową i co do garnka włożyć. Zupełnie nie czują, że mają wpływ na to, kto i jak rządzi, a to realnie przekłada się na jakość ich życia.

InfoPoster: A jak skomentujesz niesamowity ładunek wrogości, jaki widać w takich społecznych debatach jak choćby ta obecna? Skąd się to w nas bierze i jak to zmienić?

Patryk Płuciennik: Ludzie są sfrustrowani, bo mało zarabiają, bo szef kazał zostać po godzinach, bo stoją w korkach, bo żona ostatnio jakaś mniej czuła… a swoją agresję wyładowują na politycznych przeciwnikach. Najlepiej w internecie, bo najłatwiej! Anonimowo i bez konsekwencji.

InfoPoster: Twoja prognoza referendalna…

Patryk Płuciennik: Powtórzę to, co powiedziałem na pierwszej konferencji prasowej rozpoczynającej zbieranie podpisów pod referendum, kiedy dziennikarze zapytali mnie czy jeśli tym razem się nie uda, to będziemy próbować do skutku: na pewno nie będę brał udziału w kolejnym referendum, bo to po prostu nie będzie konieczne – tym razem odwołamy prezydenta Frankiewicza.

rozmawiał: Dariusz Jezierski

 

 

 

8 Comments on "Tym razem odwołamy prezydenta Frankiewicza – rozmowa z Patrykiem Płuciennikiem"

  1. gogol przejazdem | 26 lipca 2012 at 9:11 am | Odpowiedz

    „…Patryk Płuciennik: Tu mam rodzinę i przyjaciół. Byłoby mi ciężko rozstać się z Gliwicami na zawsze. Chociaż muszę przyznać, że coraz więcej znajomych wyjeżdża z Gliwic albo nosi się z takim zamiarem. Moja przyszłość rozstrzygnie się najpóźniej w przyszłym roku, teraz trudno powiedzieć…”

    Jak dalej tak będzie, to spadniemy poniżej setki…

  2. Niestety to gorzka prawda o mieszkanńcach Gliwic , duża mówia na forach internetowych o tym co im sie nie podoba, w obecnie rzadzącej ekipie w naszym miescie, ale jak dochodzi do momentu kiedy moga miec wplyw na zmiany to nie podejmuja działań i nie ida do wyborów i tak zostajemy w starym ukladzie , niektórzy też nie wierzą że zmiana władzy zmieni coś w naszym mieście?
    Jednak cigąle uwazam ze tutaj klania sie rowniez prawo ustawodawcze, ktore nie wprowadza kadencyjnosci na takich stanowiskach ale dlaczego?może to też dla kogoś wygodne?

    • Asia, z jednej strony tak. Ale popatrz na to z drugiej strony. Miasto ma 150tys ludzi uprawnionych do glosowania. 15tys wystarczy żeby zrobić referendum. Zakładam, ze jesteś zwolenniczka demokracji (bo chyba nic lepszego nie wymyślono).

      I teraz. W takim miejsce powiedzmy frekwencja jest średnio 40% – czyli 60tys chodzi na wybory, 60% ma to gdzieś i czy jest dobrze czy nie – wszystko jedno kto będzie prezydentem. Nie zależy im, maja do tego prawo. Pan X ma poparcie 30 tys ludzi, ale w mieście tez mieszka 15tys które bardzo nie go lubią. Nie ważne kto będzie, byle nie on.
      Czy pan X powinien być prezydentem czy nie?

      PS. W takim wypadku powstaje chory proces, który zdarza się bardzo rzadko. Niestety w Gliwicach dość często. Przy takim układzie Pan X ZAWSZE wygra wybory, ZAWSZE zostanie ogłoszone referendum. I NIGDY nie odwołają pana X. Bo nawet jak referendum będzie ok, to mieszkańcy i tak wybiorą swojego prezydenta… Wiec teoretycznie referendum może być robione co roku (może nie w roku wyborczym). U nas jest już 3 próba w przeciągu 5 lat…

      • Może jak w naszym kraju wykształci się społeczeństwo obywatelskie,które wybiera świadomie swoja władzę, ale tez ma prawo do działań na terenie swojego miasta to może coś się zmieni, dzisiaj proszę mi wierzyć, bo coś o tym wiem w naszym mieście ani Radni którzy zostali wybrani niby przez mieszkańców, ani władza swojego mieszkańca nie słucha, wręcz przeciwnie ignoruje.
        Czyli co zrobić?

        • Odpowiedź jest prosta. Demokracja to najgorszy ustrój z możliwych, ale nie póki co nie wymyślono nic lepszego.
          Tak samo jak mówi PP, że ludzie nie wiedzą co wybierają, tak ktoś inny powie, że inni ludzie nie wiedzą co podpisują. Wiadomo że nie pogodzi się tych dwóch grup. Każdy kto choć trochę się interesuje zrozumie.

          Dlatego (stety bądź niestety) raz… RAZ na 4 lata organizuje się wybory gdzie prawo kandydować ma każdy. I przegrani powinni uszanować wybór swoich wyborców bo najwidoczniej mieszkańcy nie podzielają ich poglądów.

          Do chodzi do tego, że każdy myśli, że ZF jest najgorszym prezydentem wszechczasów, a PP to jakiś wybawiciel, który usunie bramki z autostrady i przywróci tramwaje.
          A prawda niestety jest taka, że PP to niedoszły polityk, który sam startował w wyborach 2010. Ale z takimi poglądami jak np. totalny sprzeciw w sprawie budowy DTŚ w Gliwicach – zagłosowało na niego 36 ludzi. Za główny powód odwołania podaje „że za długo rządzi” – tak jakby wyborca nie potrafił liczyć, kiedy go wybierał. A teraz robi sobie darmową kampanię wyborczą (praktycznie płacą za nią mieszkańcy) i jeszcze się z nas śmieje „Chyba nikt nie bierze ich na poważnie, prawda? (śmiech)”. Bo każdy choć trochę ogarniający tą sytuację wie, że nie chodzi o odwołanie prezydenta (bo nawet jak już, to ludzie go znowu wybiorą) – tylko o nagłośnienie swojego nazwiska, tak że podczas kolejnych wyborów dostać się na stołek do Rady.
          Prawda jest taka, że referendum kosztuje około 300-400 tys zł, a to już 3 podejście (1 nie wyszło w ogóle). Co lepsze, już zapowiada kolejne.. Chore prawda?

          Czy taka sytuacja miałaby miejsce w społeczeństwie, jak napisałaś – obywatelskim?

  3. Ja mam pytanie do PP. Mam nadzieje ze to wezmie choc troche powaznie, bo ja szczerze mowiac troche sie pogubilem w tym wszystkim.

    Jezeli polityk (nie wazne na jakim szczeblu) , obiecuje pewne rzeczy w kampanii wyborczej. Nastepnie jest wybierany przez wiekszosc spoleczenstwa. W trakcie trwania kadencji, realizuje sukcesywnie swoje obietnice (wiadomo nie wszystkie od razu, ale na pewno nie robi nic WBREW temu co mowil w kampanii).
    To czy jest to moralne wobec swoich rodakow/sasiadow – zeby go odwolac z tych powodow, ktore obiecywal, dla ktorych byl wybrany i ktore realizuje?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*