Ustawa z Leninem w tle

Miało być tak pięknie, a wyszło – jak zwykle czyli beznadziejnie. Pokaźny sektor przemysłowy, grupujący polskich producentów farb, lakierów i rozpuszczalników, może wkrótce popaść w poważne tarapaty finansowe. To efekt pospiesznej i niechlujnej nowelizacji ustawy PRAWO ENERGETYCZNE. Przypuszczalne straty rodzimych firm z tego tytułu mogą wynieść nawet 50 mln zł, a co najmniej kilkaset osób powiększy – w razie ich bankructwa – dotychczasowe grono bezrobotnych w naszym kraju. Zagraniczni konkurenci zacierają już – być może – ręce z uciechy!

Sejm RP przyjął przed kilkoma tygodniami nowelizację obowiązującego prawa energetycznego. Jej głównym celem było – jak wyjaśniano – ograniczenie tzw. „szarej strefy” w rodzimym sektorze paliwowym. Pomysłodawcy projektu – grono posłów PiS – chcieli przywrócenia zasad uczciwej konkurencji w obrocie paliwami ciekłymi i gazem ziemnym. Szczególną uwagę obserwatorów życia publicznego wzbudził jednak specyficzny tryb przygotowania i uchwalania  ustawy.

Nie był to rządowy projekt legislacyjny. Z inicjatywą w tej sprawie wystąpiła grupa parlamentarzystów PiS na czele z posłem Maciejem Małeckim z Sochaczewa. Autorzy pomysłu pragnęli uniknąć długotrwałych uzgodnień z zainteresowanymi instytucjami i podmiotami prawnymi. Wiadomo bowiem nie od dziś, że w trybie poselskim można szybko i bezboleśnie – jak to się potocznie mówi wśród polityków – „przepchnąć” każdą (nawet najbardziej kontrowersyjną) ustawę przez parlament. W trybie rządowym jest to zaś niemożliwe.

Zastosowano więc metodę ekspresową. Projekt nowelizacji prawa energetycznego złożono w Sejmie RP  w dniu 20 czerwca, a pierwsze czytanie zaproponowanej ustawy odbyło się już 5 lipca. Marszałek Kuchciński nie włożył jej do sejmowej „zamrażarki”, jak to wielokrotnie czynił z projektami przygotowanymi przez posłów opozycji. Drugie i trzecie czytanie przeprowadzono tego samego dnia – 19 lipca. Gołym okiem było widać, że inicjatorom i autorom nowelizacji bardzo się spieszy.

Wieczorne głosowanie lipcowe

Po kilkugodzinnych obradach doszło w lipcowy wieczór do głosowania nad projektem. Nastąpiło to dokładnie o godz. 20.02. Stosunkiem głosów 260:179 uchwalono ustawę. Za takim rozstrzygnięciem opowiedzieli się posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz ugrupowania Kukiz’15. Swój sprzeciw wyrazili natomiast posłowie PO, Nowoczesnej oraz PSL. Poważne zastrzeżenia parlamentarzystów opozycji nie zostały w ogóle uwzględnione.

Senat zajął się przyjętą ustawą już 21 lipca. Wprowadzono do niej dwie niewielkie poprawki, z których najważniejsza dotyczyła przesunięcia o 3 miesiące terminu przedstawienia koncesji dla firm LPG (dystrybucja i sprzedaż płynnego gazu dla odbiorców). Następnego dnia Sejm RP zaakceptował – zdecydowaną większością głosów – zaproponowane zmiany.

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację prawa energetycznego po czterech dniach od sejmowej decyzji (26 lipca). Ustawa weszła w życie 2 września. Czas, jaki upłynął od „pomysłu do przemysłu” wyniósł więc – jak łatwo obliczyć – zaledwie 74 dni. To rekordowy wynik w polskich realiach! Szybciej tylko Rada Państwa PRL wprowadziła w 1981 roku stan wojenny w naszym kraju.

Czy taki pośpiech był uzasadniony? Raczej nie. Brak racjonalnych przesłanek uzasadniających potrzebę ekspresowego postępowania w tej sprawie. Doświadczenie uczy natomiast, że wieczorne i nocne głosowania sejmowe, przeprowadzane na zakończenie wyczerpujących i wielogodzinnych  debat są często obarczone ryzykiem przepuszczenia groźnych błędów w uchwalanych „na kolanie” aktach prawnych. Tak było i tym razem!

Radosna twórczość parlamentarzystów

Wyszło to na jaw dopiero po opublikowaniu znowelizowanego prawa energetycznego w Dzienniku Ustaw. Okazało się, że parlament wykazał się tzw. „radosną twórczością” w sferze językowo-semantycznej. Rozszerzył dotychczasową definicję paliw.

W obowiązującym do tej pory ustawodawstwie posługiwano się pojęciem „paliw stałych, ciekłych i gazowych, będących nośnikami energii chemicznej”. Teraz w nowym akcie prawnym pojawiło się aż 13 rodzajów paliw ciekłych, w tym m.in. „benzyn lakowych i przemysłowych” oraz – co najciekawsze – „innych naft”.

Co to w praktyce oznacza? Wszelkie substancje, stosowane przez producentów farb, lakierów i rozpuszczalników, zostały objęte tzw. obowiązkiem koncesyjnym. Każda z firm z tego sektora gospodarki będzie musiała uzyskać kosztowną koncesję. Ustawodawca określił jej cenę na poziomie co najmniej 10 mln zł („obowiązkowe zabezpieczenie”). Jeśli zaś firma wytwarza i handluje swymi „produktami paliwowymi” poza granicami Polski, to cena koncesji wzrasta do kwoty 20 mln zł!

Szok i niedowierzanie

Przedstawiciele rodzimej branży farb, lakierów i rozpuszczalników nie wierzyli własnym oczom. Byli zaszokowani, że parlamentarzyści wycięli im taki paskudny numer. Polski Związek Producentów Farb i Klejów (PZPFK) stanowczo zaprotestował. – Zapisy w nowej ustawie rozszerzają w niedopuszczalny sposób dotychczasową definicję paliw ciekłych. Do tej kategorii zaliczono m.in. surowce rozpuszczalnikowe, które przecież nie są paliwami – oświadczyli kategorycznie prawnicy PZPFK.

Ustawa z Leninem w tle (3)

Jeden z nich w rozmowie z niżej podpisanym zapytał wprost: czy posłowie PiS, którzy przeforsowali kuriozalną nowelizację prawa energetycznego, liznęli w swoim życiu choćby odrobinę wiedzy z zakresu fizyki i chemii? W której szkole ich uczono, że surowce rozpuszczalnikowe  są paliwami??

Szokująca ignorancja parlamentarzystów, którzy doszczętnie skompromitowali się swoją niewiedzą fizyko-chemiczną, powinna być dla nich powodem do sporego wstydu i zażenowania. Ich błąd może jednak naprawić obecny minister energii (swoją drogą – dziwaczna jest nazwa tego resortu, bo w przeszłości istniało w naszym kraju Ministerstwo Energetyki).

Czy minister uratuje branżę?

Art. 32 ust. 6 znowelizowanej ustawy nakazuje ministrowi energii wydanie rozporządzenia, które będzie zawierało wykaz „paliw ciekłych, których wytwarzanie, magazynowanie lub przeładunek, przesyłanie albo dystrybucja, obrót, w tym obrót z zagranicą wymaga koncesji” określonej w nowych przepisach. Czy minister Krzysztof Tchórzewski (bądź jego stosowny zastępca) wyda ratunkowe rozporządzenie, które ocali przed plajtą polskich producentów farb, lakierów i rozpuszczalników? Wszyscy zainteresowani już wiedzą, że oczekiwany z ogromną trwogą dokument ma się pojawić na przełomie września i października br.

Na krajowym rynku funkcjonuje aktualnie ok. 40 firm wywarzających lub rozlewających rozpuszczalniki. Ich roczne obroty sięgają często poziomu kilku zaledwie milionów złotych. Skąd mają one zdobyć 10-milionowe haracze na pokrycie kosztów koncesji? Nowa ustawa jest dla nich dramatycznym wyrokiem śmierci. Konsekwencją wejścia w życie znowelizowanego prawa energetycznego może być więc przykra konieczność całkowitego zamknięcia firm i zwolnienia pracowników.

Jeśli nawet niektórzy producenci zdołają przetrwać ustawowe zawirowania, to i tak będą musieli drastycznie podnieść ceny oferowanych przez siebie wyrobów. Polskie farby, lakiery i rozpuszczalniki staną się wówczas nieatrakcyjne pod względem finansowym. Na tym skorzystają wyłącznie zagraniczni konkurenci naszych firm, które w oczywisty sposób przegrają nierówną rywalizację.

Ingerencja Lenina?

I pomyśleć tylko, że przyczyną tych wszystkich kłopotów i zmartwień jest osobliwy akt prawny, uchwalony dokładnie w piątek, 22 lipca 2016 roku, w siedemdziesiątą drugą rocznicę powstania Polski Ludowej, która – przypomnijmy młodemu pokoleniu – narodziła się 22 lipca 1944 roku (data opublikowania tzw. Manifestu PKWN, uchodzącego za akt założycielski polskiego państwa komunistycznego). Może nad pomysłodawcami i autorami nieszczęsnej nowelizacji prawa energetycznego czuwał osobiście duch Lenina?

Zbigniew Lubowski

Be the first to comment on "Ustawa z Leninem w tle"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*