W co gra Frankiewicz? (3)

Z odpowiedzią na pytanie postawione w tytule jeszcze jakiś czas się wstrzymam. Zaprezentowałem już pokrótce warunki w jakich gra się odbywa, oraz niektóre ze sposobów jej prowadzenia. Teraz czas na rozszerzenie tematu o odpowiedź na pytanie: kim gra?

bla

Częściowo już jej udzieliłem wskazując, że najbardziej instrumentalnie i z punktu widzenia Zygmunta Frankiewicza najskuteczniej wykorzystani zostali radni klubu radnych PiS. Cała czwórka stała się z jednej strony przysłowiowym języczkiem u wagi w trakcie głosowania nad uchwałą budżetową, a z drugiej przysłużyła się do „ukarania” odwołanych z zajmowanych funkcji radnych PO (Kajetana Gorniga z funkcji wiceprzewodniczącego RM oraz Joanny Karwety z funkcji przewodniczącej Komisji Kultury i Sportu).
O pewnych aspektach politycznej transakcji na linii Frankiewicz – PiS już pisałem: http://info-poster.eu/ale-sie-s-pisali/ i nie ma potrzeby się powtarzać. Zacytuję jedynie fragment, który z pełnym przekonaniem mogę powtórzyć aby potwierdzić, że sądzę iż radni z prawej dali się wymanewrować i zostali wykorzystani przedmiotowo. Ich akcje będą okresowo rosły (będą wszak jeszcze szczególnie ważne dla ZF głosowania), czasem nawet da się im odnieść kontrolowane zwycięstwo (jak przy poprawce do „uchwały śmieciowej”), ale summa summarum – politycznie już po nich. To co zrobili w kolejnych wyborach będzie im wypomniane i to nie tylko przez zdeklarowanych politycznie przeciwników z PO ale nawet zdecydowanie prawicowy elektorat, który ma inne, dużo bardziej zasadnicze, podejście do Prawa i Sprawiedliwości, jako wartości podstawowych.

Ale teraz obiecany autocytat: Wiadomo jedno – ze względu na to, że Frankiewiczowi zaczyna się palić grunt pod nogami, ta pomoc z prawej jest mu bardzo potrzebna. I jeszcze coś wiadomo – Jarosław Wieczorek okazał się politycznym dzieciakiem, który sądzi, że ze stroną prezydencką można się układać i sprzedając się zrzucić tylko część politycznej garderoby. Przez taką naiwność wielu już zostało w Gliwicach wyautowanych. Strategia Zygmunta Frankiewicza jest tu bardzo prosta – wypuszcza się takiego „partnera” na skraj przepaści mówiąc, że to test wiarygodności i dla jego bezpieczeństwa rzecz jasna, trzyma się go za rączkę. I wtedy, gdy „partner” przebiera nóżkami nad otchłanią, trzyma się go nadal za tę rączkę i spija z niego polityczne soki ile wlezie. A on wczepiony słabnącymi paluszkami, coraz bledszy i coraz mniej strawny dla swojego kata – wybawcy, w końcu odpada. Że jednak nie widziano go długo, nikt o nim już nie pamięta. Jarosław Wieczorek już przebiera nogami. Wieją polityczne wichry a on nawet czapeczki i szaliczka nie zabrał, bidula.
Do kwestii radnych PiS jako faktycznego (budżet i rugowanie radnych PO) oraz przyszłego narzędzia politycznego w rękach Zygmunta Frankiewicza przyjdzie jeszcze wracać. Teraz jednak czas na kolejne pozycje w politycznym instrumentarium Zygmunta Frankiewicza. Kilkanaście miesięcy temu wydawało się to niemożliwe, ale w tej grze wykorzystuje on skutecznie swoich zdawałoby się zdeklarowanych politycznych przeciwników z Platformy Obywatelskiej. Zapewne po części będą to gorzkie konstatacje dla osób, z których z niektórymi znam się dość dobrze i które darzę szacunkiem z bardzo różnych zresztą powodów. Nie oznacza to jednak, że nie wskażę zachowań, które w efekcie przełożyły się na ostatnie polityczne cięgi otrzymane od Frankiewicza. Jak wspomniałem ostatnio z całą pewnością zmarnowano polityczny kapitał, jaki dawała stabilizacja w relacjach z radnymi PiS. Czas przeciekł między palcami. Kiedy oczywiste było dla każdego, że im bliżej kolejnych wyborów tym bardziej drogi obu klubów będą się rozchodzić, czekano nie wiadomo na co, nie załatwiając żadnej ze spraw priorytetowych. Ważne jest tu stwierdzenie, że od ponad roku radni posiadają pełne informacje o bezdyskusyjnych przypadkach łamania przez obecną ekipę prezydencką prawa. Nie zrobili dosłownie nic, aby naprawić sytuację. Ba, w Komisji Rewizyjnej utrącono w sensie dosłownym jakiekolwiek próby załatwienia sprawy. Wspomniana komisja nie zdecydowała się nawet na zaproszenie i przepytanie nikogo z Zarządu Miasta.

Rada Miejska w obliczu wskazanych przeze mnie katastrofalnych wręcz uchybień w konstrukcji prawnej niektórych spółek, niezgodnie z prawem ukonstytuowanych rad nadzorczych, błędów w statutach, a także nieprawidłowości o mniejszym znaczeniu, jak np. braków BIP spółek z udziałem gminy, zareagowała całkowitą biernością i nie posunęła się do żadnych działań, chociażby w formie interpelacji. Nie zadano nawet pytań Kamilowi Janemu, naczelnikowi Wydziału Nadzoru Właścicielskiego, który okazał się osobą albo całkowicie nienadającą się do pełnienia tej funkcji, albo całkowicie sterowalną. Po ponad roku bezskutecznych usiłowań ZWRÓCENIA UWAGI RADNYCH na bezprecedensowe łamanie prawa nie udało się spowodować żadnej, jeśli nie liczyć działań pozorowanych, reakcji. Czas zatem zacząć mocno pytać o kwestie współudziału radnych w ukrywaniu łamania prawa oraz bardziej administracyjnie, bezczynności radnych w związku z jasno określonymi w ustawie obowiązkami, które na siebie przyjęli. Na obie drogi czas zatem wstąpić w najbliższych tygodniach. Reasumując, radni od roku dysponowali wiedzą, która pozwalała im na zdecydowane przejęcie inicjatywy jeszcze na długo przed grudniem, histerią ludzi Frankiewicza i woltą PiS przed głosowaniem nad budżetem. Strategia nakazuje aby nie marnować szansy która się pojawia, bo może być jedyną. I tak właśnie się stało – radni PO mieli chyba jedyną szansę w sposób rzeczywisty zagrozić Frankiewiczowi i jego ekipie przez konsekwentne wskazanie, że całe to towarzystwo łamie prawo oraz egzekwowanie właściwych reakcji wojewody śląskiego. Nie bez kozery przypomnę tu, że radni PO, to radni partii rządzącej w Polsce. Ta zaś z kolei przekonuje wciąż, że jej rząd jest rządem fachowców, że państwo jest dobrze rządzone, praworządne itp. Rozmiary łamania prawa w Gliwicach a także osoby publiczne, które w obliczu nich są bierne, wskazują wyraźnie, że jest zgoła inaczej. Także do tych kwestii przyjdzie jeszcze wracać.

Jeśli już jesteśmy przy Radzie Miejskiej, nie wolno zapomnieć o radnych Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza. Cóż, to ugrupowanie jest niczym innym jak funkcjonalną, sprawną i skuteczną… partią, tylko że o zasięgu lokalnym. I kwestia nazewnictwa itp. jest tu drugorzędna. Radni KdGZF wielokrotnie udowodnili (niektórzy rzecz jasna), że są niezłymi graczami. W niektórych przypadkach rozgrywali sesyjne gemy i sety wręcz perfekcyjnie. Frankiewicz ma w swoich radnych poważne wsparcie.
Kolejnej broni Frankiewicza również już dotknęliśmy. Wojewoda śląski i nadzór prawny wojewody nie wykonują swoich ustawowych obowiązków. W teorii stworzony system nadzoru nad władzami gmin powinien zagwarantować, że nadzór prawny czy RIO same wykryją tak ewidentne jak w Gliwicach naruszenia prawa. Zostawmy jednak teorię – czarno na białym otrzymał wojewoda Zygmunt Łukaszczyk wyłuszczone i udokumentowane przypadki ewidentnego naruszenia prawa. Podjął nawet pewne działania (pozorujące?) i biuro nadzoru prawnego „zapytało” Zygmunta Frankiewicza o wyjaśnienia. Ten je złożył, ale… są stekiem bzdur. I jeśli po ich lekturze do takiego samego wniosku nie doszli eksperci wojewódzcy od prawnego nadzoru, to sytuacja jest naprawdę katastrofalna. Bo oznaczać to może znowu tylko dwie rzeczy:
1. Totalny brak kompetencji tych osób
2. Parasol ochronny roztoczony przez wojewodę nad swoim imiennikiem.

Oba przypadki zmuszają już jednak do interwencji u zwierzchnika wojewody, czyli premiera RP. Taką interwencję, poprzez skargę na działania wojewody (a raczej brak tych działań) podejmę w najbliższych dniach.
Wspomnieć tu należy także o etatowych harcownikach Zygmunta Frankiewicza, wypuszczanych w bój szczególnie chętnie w takich sytuacjach jak wybory, czy referendum. Mam tu na myśli Jerzego Buzka, Janusza Steinhoffa i, jakby w drugiej linii, Jana Kaźmierczaka. Nie zawahają się w decydującym momencie poprzeć, zaapelować, postatystować…
Ważnym sprzymierzeńcem naszego „dwudziestolatka” jest od jakiegoś czasu także… prezydent Bronisław Komorowski. Jego „flirt” z naszym władyką datuje się już od czasu krótko po niesławnej i niedoszłej pławniowickiej rebelii. Był jakiś order, była nagroda a ostatnio także zaproszenie na konferencję. To wyraźne oznaki sympatii, niejako wbrew Donaldowi Tuskowi, który raczej nie darzy Frankiewicza sympatią. Wydaje się, że te gesty przyjaźni prezydenta Komorowskiego kierowane do Frankiewicza to jeden z elementów budowania przez niego przynajmniej pozorów własnej niezależności politycznej. Swoją drogą sądzę, że wcześniej czy później musi dojść do zdecydowanej konfrontacji między Tuskiem i Komorowskim (jeśli rzecz jasna pierwszemu nie przydarzy się wcześniej przegrana chociażby w wyborach na szefa partii).
Jeśli chodzi o kolejne narzędzie Zygmunta Frankiewicza, sprawa jest oczywista. To spora grupa osób, które są beneficjentami stworzonego przez niego swoistego polityczno-biznesowego układu constans. To wszyscy ludzie z zarządów i rad nadzorczych spółek, lokalne gwiazdy z prezydenckiego mianowania, całkowicie uzależnione od jego widzimisię. To także ludzie z różnych placówek oświatowych, kulturalnych, NIEKTÓRYCH mediów itp. I oczywiście ich bliscy. To kilkutysięczny twardy elektorat reagujący dosłownie na zawołania „idźcie – nie idźcie!”, który mogliśmy „zmierzyć” przy niesławnych konsultacjach w sprawie Podium.

Ten twardy elektorat nie wystarczyłby jednak, gdyby nie jeszcze jedna, kto wie czy nie najważniejsza broń Frankiewicza – bierni mieszkańcy Gliwic. O tym jak gra nimi Zygmunt Frankiewicz napiszę więcej w kolejnym tekście. Teraz stwierdzę tylko rzecz najoczywistszą – właściwa polityka z pierwszych lat prezydentury Frankiewicza oraz splot korzystnych okoliczności sprawiły, że Gliwice ominęły najgorsze skutki transformacji i zaczęły się one dynamicznie rozwijać, osiągnąwszy stabilizację finansową. Samozadowolenie jest tu reakcją oczywistą. Połączone jednak z systematyczną pracą całego aparatu odpowiedzialnego za propagandę (bo w gliwickim wydaniu słowo marketing jest za mało pojemne) i narastającymi postawami biernego konsumpcjonizmu, oraz zestawione z siłą wspomnianego wyżej twardego elektoratu – przyniosło skutki opłakane. W Gliwicach utrwalił się system. Z takiego społecznego stuporu należy się wyrwać czym prędzej. Inaczej przebudzenie może przynieść dopiero jakaś katastrofa. Na przykład hala Podium i konsekwencje, które przyniesie.

Oto linki do poprzednich części cyklu:

http://info-poster.eu/w-co-gra-frankiewicz-2/

http://info-poster.eu/w-co-gra-frankiewicz-1/

Dariusz Jezierski

8 Comments on "W co gra Frankiewicz? (3)"

  1. Panie Dariuszu !Intuicja kobieca mowi mi,ze najwlasciwsze beda te drzwi do ktorych chce Pan teraz zapukac.Brak reakcji zza tych drzwi moglby za drogo kosztowac [ utrate kolejnej czesci zawiedzionego elektoratu]Tak wiec trzymam kciuki i wspieram jak moge zyczac powodzenia!! Cierpliwie czekam na sprawiedliwosc.

    • Nie sądzę, żeby to pukanie do drzwi Tuska cokolwiek przyniosło dobrego za pewne odpisze sprawdzimy sprawcy zostaną ukarani. Tusk dobrze wie co się dzieje w Gliwicach i przyzwala na to przesłanką wskazującą mogą być interwencje Buzka Kaźmierczaka i innych za każdym razem gdy pojawiała się groźba referendum. Gdyby PO rzeczywiście było przeciwne oligarchowi to Tusk dałby jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie żadnej interwencji. Druga przesłanka to tzw. niezależna prokuratura jakoś dziwnym trafem nic nie zrobiła, żeby rozpocząć postępowanie karne przeciwko np. Tomali piszę niezależna gdyż dziwnym trafem jak trzeba było wytoczyć sprawę w kwestii oskarżeń gazety Fakt wobec niejakiego Michała Tuska alias Józef Bąk to sąd zebrał się nadzwyczaj szybko, podobnie jak w sprawie Donald Tusk kontra Jerzy Urban lub Nowak kontra wprost.

  2. lekkomyślny tata | 5 czerwca 2013 at 9:27 am | Odpowiedz

    Radny PiS Jarosław Wieczorek jest nie tylko społecznie nieodpowiedzialnym człowiekiem. Kto czasem bywa na pewnej siłowni w Gliwicach widział go tam też z malutkim dzieckiem i jak się tam lekkomyslnie zachowuje. Koniecznie musi wszędzie na siebie zwracać uwagę i wykorzystuje do tego nawet własne dziecko, z którym bawi się tam w chowanego. Te jego publiczne manifestacje są po prostu szokujące.
    Na siłowni jest mnóstwo luźno umocowanych ciężarów, sztang, hantli, rozmaitych treningowych maszyn, na których ćwiczą użytkownicy, ale musząc w takim momencie uważać na maleństwo wieczorkowe, bo tatuś jest skończonym id**tą, nie mają tym samym odpowiedniego konfortu, za który nie tak mało płacą.

    Czy taki ktoś, jak pozbawiony zyczajne, powszechnej dla homo sapiens i dość prostej wyobraźni, radny miasta Gliwice pan Jarosłw Wieczorek może być odpowiedzialnym przedstawicielem społeczeństwa w jakimkolwiek miejscu?

    Niech Bóg broni wybierać go ponownie do rady miejskiej, albo gdziekolwiek indziej!!

  3. jak tylko uda się skłonić do działania tę bierną większość to oligarcha pożegna się z stanowiskiem. Widać, że tego się obawia najbardziej

  4. Czy gliwiczanie zdaja sobie sprawe z tego, ze sa okradani? Frankiewicz chce wydac ich wlasne prywatne pieniadze na budowe komercyjnego obiektu jaki ma byc Podium! Czy chce zeby ktos zarabial za nasze pieniadze! Czy gliwiczanie maja tego swiadomosc? Albo sa pozbawieni instynktu zamozachowawczego, albo nie wiedza co ich czeka. Ktos bedzie zarabial do prywatnej kieszeni kosztem naszych szkol, szpitali, drog itd. To jest niepojete w normalnym spoleczenstwie. Jak mozna dawac sie tak okradac? Ja sie absolutnie nie godze zeby moje ciezko zarobione pieniadze wydac na Podium tylko po to zeby paru facetow mialo z tego kase.
    Tym musi zajac sie NIK i wyjasnic dlaczego w Gliwicach publiczne pieniadze chce sie wydac na obiekt komercyjny. Nawet UE odmowila finansowania Podium z tego powodu.

  5. Kosmiczna kpina:

    Prezydent nagrodzony przez Fundację Orła Białego.
    – To wyróżnienie dla tych, którzy wyprzedzają swoją epokę. Tych, którzy odznaczają się innowacyjnością i tworzą coś wyjątkowego – tak mówił o nagrodzonych prezes Fundacji Jan Ludwiczak.
    Statuetką Orła Białego nagradzani są nie tylko przedsiębiorcy, ale także nadzwyczaj gospodarni samorządowcy, ludzie kultury i sztuki, wybitni sportowcy czy działacze społeczni. Godło „Orła Białego” to najlepsza wizytówka firmy, urzędu, symbol jej profesjonalizmu i rzetelności.
    W uzasadnieniu czytamy:
    „Zawsze cieszył się dużym poparciem mieszkańców, uzyskując wystarczająco dużą liczbę głosów, by dwukrotnie zwyciężyć w pierwszej turze bezpośrednich wyborów prezydenckich. Gdy w 2009 roku opozycja zawnioskowała o referendum w sprawie jego odwołania, okazało się ono nieskutecznie z powodu małej frekwencji, a Zygmunt Frankiewicz rok później w bezpośrednich wyborach samorządowych został po raz kolejny prezydentem Gliwic. To za jego sprawą w Gliwicach powstała najnowocześniejsza z fabryk koncernu General Motors produkująca samochody Opla (…) Statuetkę Orła Białego prezydent Zygmunt Frankiewicz otrzymuje za mądre i rozważne zarządzanie miastem”.

    Wybrane z Fedorczyka, najpiękniejszego pośród najohydniejszych.

    Miłosiernym milczeniem pominę absurdalność uzasadnienia, pisanego chyba ręką wyznawcy kultu Frankiewicza, ale obecność Ireny Szewińskiej, Włodzimierza Lubańskiego wśród wyróżnionych za „wyprzedzanie swojej epoki i innowacyjność” wystawia kapitule opinię, której te łamy mogłyby nie wytrzymać. Bardziej zastanawia mnie, czy ten laur jest równie wartościowy jak niedawne wymęczone i wymuszone wyróżnienie przez Newsweek, czy to coś na miarę także niedawnej nagrody za „system inteligentnego zarządzania ruchem drogowym” przyznane zanim ten system włączono? Chętnie poznam opinie na to pytanie. Poza tym, czy ktokolwiek wie, ile obecnie mamy w kraju różnorakich konkursów na naj- urzędników, zapomnianych sportowców i polityków, inwestycji, remontów, posprzątanych ulic? Bo mam wrażenie, że ich ogromna ilość zaprząta uwagę urzędników bardziej, niż rzetelna praca, którą mają się zajmować.
    Przy okazji, czy to tylko moje wrażenie, że jeszcze do niedawna najpopularniejsze wśród urzędników określenie „rewitalizacja” straciło swój powab i przestało być nadużywane? Wszystko co było do „zrewitalizowania” już zrewitalizowano, czy po prostu moda się zmieniła?
    🙂

  6. A tak poza tematem, to świetną zabawą jest czytanie portalu Fedorczyka opłacanego z podatków gliwiczan. Zwłaszcza stare „newsy” robią mi rogala od ucha do ucha. Weźmy 26 lipca 2012, „Czy Samsung zainwestuje w Gliwicach? Okaże się po WTA.”
    No i???
    Ale prawdziwą i unikalną wartością są komentarze na portalu Fedorczyka.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*