W Gliwicach był ogród botaniczny…

14 komentarzy

Wprawdzie bardzo krótko i przestał być w cokolwiek dziwnych okolicznościach, ale… był. I być może to dobra pora aby przypomnieć, że dzieją się w Gliwicach sprawy, o których… nie śniło się gliwiczanom. No bo kto o tym słyszał? A sprawa oparła się aż o WSA w Warszawie.

Po raz pierwszy na jego ślad wpadła Mirella Czajkowska-Turek, prezeska Stowarzyszenia Gliwiczanie dla Gliwic, która natknęła się na sugerujące to sformułowania w doukumentacji. Parę miesięcy temu zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc w odszukaniu dokumentcji, której nijak nie mogła znaleźć. Do tego jednak wrócimy, a teraz parę faktów.

27 grudnia 2005 roku MZUK w Gliwicach w osobie swojego ówczesnego dyrektora Andrzeja Janika wystąpił do Ministra Środowiska w wnioskiem o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności ogrodu botanicznego na terenie nieruchomości, na którą składała się Palmiarnia Miejska oraz Park Chopina.

7 lutego 2006 roku Minister Środowiska wydał decyzję zezwalającą na taką działalność po uzyskaniu pozytywnej opinii Wojewody Śląskiego oraz  Rady Ogrodów Botnicznych. W tym momemncie w Gliwicach zaczął istnieć ogród botaniczny.

Jakież musiało być zdziwienie Ministra Środowiska, kiedy już 20 dni później, ten sam dyrektor MZUK wystąpił do Ministra z wnioskiem o… ponowne rozpatrzenie sprawy i uchylenie decyzji z 7 lutego 2006 roku. Wnioskodawca wyjaśnił iż wniosek złożył na zalecenie Urzędu wojewódzkiego w Katowicach, jednakże zdaniem wnioskodawcy z załączonych dokumentów wynika, że Palmiarnia Miejska nie spełnia warunków dla uznania jej za ogród botaniczny.  Cóż, rzeczywiście, mógł się Minister nie tylko zdziwić, ale nawet trochę zirytować, gdyż w związku z wnioskiem wdrożono przecież procedury i podjęto konkretne czynności. Minister nie wypowiedział się zatem, a MZUK 16 marca wezwał go do usunięcia stanu bezczynności, polegającej na nierozpoznaniu wniosku z 27 lutego. Decyzją z 28 marca Minister Środowiska odmówił jednak uchylenia decyzji z 7 lutego, a swoje stanowisko podtrzymał również po rozpatrzeniu wnioku o ponowne rozpatrzenie sprawy, z którym wystąpił prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz. Podkreślić należy, że gmina gliwice miała tu swoje oczywiste racje – Ministerstwo Środowiska nie przeprowadziło postępowania we właściwy sposób naruszając prawo, co potwierdził WSA w Warszawie, wyrokiem z 23 listopada 2007 roku w związku ze skargą gminy Gliwice. Sąd uchylił decyzje Ministerstwa Środowiska, a sprawa miała być ponownie rozpatrzona zgodnie z prawnymi procedurami.

I tu właśnie zaczyna się sprawa cokolwiek dziwna… Poszukując przedmiotowych decyzji (tych uchylonych przez WSA) stwierdziłem, że nie da się ich odnaleźć w zasobach Ministerstwa Środowiska. Wystąpiłem w związku z tym do MŚ w trybie dostępu do informacji publicznej o przesłanie ich kopii. Po dłuższym czasie otrzymałem odpowiedź, że MŚ tych dokumentów nie posiada, gdyż sprawy przeszły w kompetencje Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Byłem nieco zaskoczony (bo przecież zmiana podmiotu kompetentnego nie zwalnia chyba Ministerstwa Środowiska z obowiązku przechowywania we własnych aktach decyzji Ministra Środowiska), ale cierpliwie zwróciłem się do właściwego podmiotu, który jak mnie zapewniono, dysponuje całością dokumentacji. Zaskoczono mnie jednak całkowicie odpowiedzią, że GDOŚ nie dysponuje aktami sprawy. Akta te zwyczajnie zaginęły, a GDOŚ jest własnie na etapie ich odtwarzania w celu, między innymi… wykonania wyroku WSA z listopada 2007 roku.

Cała układanka jest tu oczywista. Dyrektor Janik niezbyt szczęśliwie wybił się na samodzielność i zawnioskował o zgodę na stworzenie ogrodu botanicznego. Minister nie dostrzegł tu drugiego dna i zwyczajnie, wręcz zbyt niefrasobliwie, wydał zgodę. Być może dyrektor, mając już upragnioną zgodę, zapragnął się wtedy pochwalić sukcesem przed pryncypałami. Zawiódł się srodze, zmuszony do natychmiastowego odkręcania sprawy i w efekcie przypłacił to stanowiskiem. Tak, to właśnie wtedy na gliwickim niebie pojawiła się gwiazda Krystiana Tomali, do dziś niepodzielnego władcy MZUK. A powód nerwowej reakcji władz miasta był bardzo oczywisty – imię jego DTŚ! Status ogrodu botanicznego w spsoób oczywisty blokował założone już od dawna rozwiązania. Gmina miała zatem swoje racje, choć nie będziemy się tu wdawać w dywagacje czy słuszne. Ważniejsze w tej sprawie jest coś innego. Przede wszystkim powstaje pytanie ile jeszcze ciekawych, wręcz cokolwiek tajemniczych spraw można w Gliwicach poznać analizując kolejne strony dokumentów i przekonać się, że są one starannie skrywane przed opinią publiczną, czy Radą Miasta? I powstaje jeszcze inne pytanie – jak to możliwe, że w państwie prawa, na szczeblu ministerstwa mogą "zaginąć" akta jakiejkolwiek sprawy i to "zaginąć" do tego stopnia, że nie jest możliwe odnalezienie decyzji ministra. A przecież takie akta istnieją przede wszystkim w wersji elektronicznej. Aby "zaginęły" trzeba dokonać pewnych czynności ujętych jednym zgrabnym słowem – DELETE. Trzecie pytanie aż strach postawić, ale jednak się pokuszę – jakie jeszcze dokumenty, dowody, decyzje i akta mogą "zaginąć" w państwie prawa i być potem "odtwarzane" z powodu całkiem niespodziewanego wniosku jakiegoś stowarzyszenia czy redaktora? Dodam jeszcze, że to odtwarzanie dokonywało się przez ściąganie dokumentacji z UM w Gliwicach. I wszystko po to, aby wykonać wyrok Sądu, który na dzień dzisiejszy tak naprawdę jest już… nie do wykonania.

Ot, taki przyczynek do studium praworządności…

Dariusz Jezierski

14 Comments on "W Gliwicach był ogród botaniczny…"

  1. A co będzie z parkiem Szopena w wyniku budowy dtś?

  2. Małgorzata Bajka | 10 listopada 2014 at 3:03 am | Odpowiedz

    Przebieg sprawy i podnoszone argumenty są opisane w orzeczeniu WSA w Warszawie sygn. IV SA/Wa 1241/07. Wynika z niego, że MZUK wystąpił o uznanie samej tylko Palmiarni za ogród botaniczny na terenie obejmującym ok. 5,8 ha. Decyzja Ministra Środowiska obejmowała całą tą nieruchomość, włącznie z parkiem. Po tej decyzji MZUK zanegował decyzję, bo nie zgadzał się z powierzchnią – argumentując, że chodziło mu jedynie o samą palmiarnię tj. budynki. Podawano dodatkowe argumenty: nie prowadzenie nadań naukowych, brak pieniędzy, nie posiadanie przez MZUK kompetencji do składania takiego wniosku oraz sprzeczność z planem zagospodarowania przestrzennego nie przewidującym utworzenia ogrodu.

    Minister odmówił, ponieważ nie dopatrzył się ani słusznego interesu strony ani interesu społecznego w uchyleniu takiej decyzji, a resztę uznał za nieistotną dla ustawowej idei ogrodów botanicznych, której podstawowym założeniem jest kolekcjonowanie roślin. Przy tym ustawa nie wprowadza ograniczeń co do osoby wnioskodawcy.

    Wnioski o wycofanie z obrotu prawnego zezwolenia złożył MZUK a następnie Prezydent Gliwic. MŚ obydwa z nich rozpatrzył odmownie, posługując się powyższą argumentacją.

    Chcę podkreślić, że uzasadnienie orzeczenia było miażdżące dla decyzji Ministra i jednoznacznie wskazuje na zasadnicze nieprawidłowości – tj. brak ponownego rozpatrzenia sprawy, rozszerzenie zakresu wniosku na teren przyległy ( tym samym sąd przyznał, iż jedynie taki był zakres wniosku ), niedopuszczenie właściciela terenu – Gminy Gliwice – jako strony do postępowania o wydanie zezwolenia.

    Zważywszy, że warszawski sąd, któremu chyba nie można zarzucić bycie "w układach" z tutejszą władzą stwierdził, że zakres wniosku MZUK dotyczył jedynie budynków palmiarni, a Minister w sposób nieuprawniony rozszerzył jego powierzchnię, to tak czy inaczej dalsze postępowanie będzie dotyczyło uznania wyłącznie tego obiektu za ogród botaniczny.

    Co nie oznacza, że nie można walczyć o powołanie takiego ogrodu – a jak stwierdził sąd, nie ma żadnych przeciwwskazań, aby wnioskodawcą była inna strona niż właściciel terenu…

    Zatem czemu nie składacie? Do dzieła – macie na to orzeczenie w tej sprawie i działajcie.

     

     

     

     

     

    • 1. Pani nie zauwazyła chyba o czym jest artykuł. Bo jest:

      A. o przemilczeniu sprawy

      B. o ZNIKNIĘCIU akt sprawy

      C. o „przedawnieniu sprawy” z 2007 roku.

      d. o dziwnych rozterkach dyrektora MZUK, który w ciągu 3 tygodni prosi żeby mu dać a potem błaga aby wziąć.

      2. Nikt nigdzie niczego „nie zarzucił” warszawskiemu sądowi – pierwsza insynuacja jest od pani. Interesująca jest jednak sprawa ZAGINIĘCIA akt sprawy wraz z decyzjami ministra.

      3. Pani jako znana ekolożka powinna wiedzieć, że nie jest raczej mozliwe, a z całą pewnością może być pozbawione sensu uzyskanie zgody na założenie ogrodu botanicznego w takiej odległości od drogi szybkiego ruchu –  a to że nie było przeciwskazań w 2007 roku nie oznacza, że nie ma ich w 2014.

      4. Forma „wy” tak obficie okrazona końcówkami „acie” na końcu Pani wpisu powoduje co najwyżej pytanie o to, dlaczego to akurat „kandydatka – ekolożka” ni chce „składać” i „działać” skoro nie widzi przeciwskazań? Czyżby była zajęta jedynie własną, cokolwiek dziwną, kampanią?

      Chyba tyle, jeśli chodzi o komentarz. Autor tylko nieśmiało zauważy, że zadaniem dziennikarzy jest ujawniać, a ekologów i ekspertów – działać. Musi dziwić zatem fakt, że Pani Małgorzata wszystko wolałaby zrzucić na redaktora prywatnego bloga akurat. I to już chyba wszystko – muszę bowiem zając się sprawami, w których „działam”: już od lat, bez płomiennej antyfony Pani Małgorzaty.

       

      • Małgorzata Bajka | 10 listopada 2014 at 8:58 am | Odpowiedz

        Nie analizuje pan mojej wypowiedzi ale z założenia jest na "nie".

        Wyrażając co najmniej zdziwienie zachowaniem MZUK okazuje pan niezrozumienie formalnych zasad postępowania w tej sprawie. MZUK wystąpił z wnioskiem do Ministra o zezwolenie na powołanie ogrodu botanicznego. Nie jest to pozbawione sensu, bo dzięki temu palmiarnia otrzymałaby dotacje. Otrzymał decyzję. Decyzja mu nie odpowiadała, bo Minister za powierzchnię ogrodu uznał cały teren 5,8 ha, a MZUK-owi chodziło tylko o palmiarnię. To zresztą potwierdził sąd. Nie znamy treści wniosku i nie wiemy, czy było to sformułowane jednoznacznie… Ale jest to sensowne, bo za tym idą pieniądze.

        Po otrzymaniu decyzji – nieprawomocnej, MZUK się odwołał. Tyle, że w przypadku odwołania do tego samego organu jest to nazwane wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy – kiedy odwołanie jest składane do organu, który nie ma nad sobą organu nadrzędnego. Wówczas nie składa się odwołania, ale taki właśnie wniosek. Jest to dokładnie ten sam tryb odwoławczy. Stąd te 20 dni – 14 na odwołanie + te kilka dni, jakie upływają od chwili wydania decyzji do dnia jej otrzymania przez wnioskodawcę. To jest odpowiedź, dlaczego MZUK najpierw się o coś ubiega, a potem wycofuje. Nie wycofuje się, ale odwołuje od niepasującej mu decyzji dlatego, że nie chce ogrodu w powszechnym rozumieniu, ale chce nadania palmiarni statusu ogrodu, na czym by skorzystał finansowo. Tak myślę, nie wiemy jaka była prawdziwa intencja.

        Minister milczy, więc MZUK wysyła ponaglenie, wtedy MInister wydaje decyzję, ale w innym trybie – popełnia szkolny błąd. Powinien wniosek rozpatrzyć w trybie odwoławczym – to stwierdza sąd, a zastosował tryb wniosku z innego przepisu, co było niedopuszczalne – bo przysługiwała droga odwoławcza, jak wobec każdej decyzji I instancji.

        Zaginięcie akt rzeczywiście jest dziwne, ale akta są też w sądzie. Minister może je tym samym zdobyć, nawet jeżeli w ministerstwie zaginęły. Odpowiedzialność spada na Ministra, bo on po wydaniu orzeczenia powinien sprawę rozpoznać ponownie "od zera" – czyli jeszcze raz rozpatrzyć wniosek o wydanie zezwolenia. Takie było orzeczenie sądu. I co? Tu jest pies pogrzebany – należy zapytać Ministra jaka w końcu była decyzja. Bo biorąc pod uwagę taaaaki upływ czasu, to rozstrzygnięcie powinno być wydane.

        Dlaczego ja nie zadziałam – bo jestem – jak na razie – jedynie prywatną osobą. Żeby składać wnioski w takiej sprawie, trzeba być stroną, to znaczy mieć interes w rozstrzygnieciu. Taki interes może natomiast wykazać organizacja społeczna, dlatego moja zachęta. Jeżeli miałabym upoważnienie – to tak.

        I jeszcze jedno – nie jestem "ekolożką", jeżeli już to ekologiem 🙂

         

        • Pani Małgorzato, chyba Pani jednak nie czytała tekstu z uwagą. On jak najbardziej potwierdza zasadność stanowiska Sądu i niewłaściwe MŚ. Ale Pani chyba czyta wybrane linijki. Pani prawo, tylko proszę wtedy nie komentować, bo to nierzetelne. Zachowanie MZUK DZIWNI MNIE NAWET BARDZO, z przyczyn, które opisałem w tekście i w komentarzu także (bo MZUK powinien przemyśleć swoje zachowanie, a wycofał się z wniosku całościowo, podając w wątpliwość także Pani argumentację). Różnimy się tym, że Pani dysponuje postanowieniem Sądu będącym w Internecie a my z Panią Mirellą po kilku miesiącach cierpliwego korespondowania dysponujemy kompletem dokumentacji, decyzji itp. Raz jeszcze powtarzam, że tekst jest nie o zasadności decyzji Sądu bo jest ona niepodważalna ale o ZNIKANIU dokumentacji na szczeblu ministerialnym i o utrzymywaniu w tajemnicy kwestii takich jak ogród botaniczny w Gliwicach.

          Przy okazji dodam też, że ja również jestem w tej sprawie osobą prywatną, nie działam w żadnej organizacji itp. Zatem proszę nie sugerować, że to własnie ja (czy też nieokreśleni przez Panią bliżej „my”) powinienem (powinniśmy) robić cokolwiek w jakiejkolwiek sprawie, z której to – z powodów Pani „prywatności” – Pani akurat ma być wyłączona.

          Pani Małgorzato jeszcze jedno – startuje Pani z list lewicy, zatem dostosowałem się do mocno przez lewicę akcentowanych trendów językowych. Pod względem poprawnościowym formie „ekolożka” nie można nic zarzucić. Także kwestia akceptacji społecznej się zmieniła… Reasumując, nie widzę problemu.

          Na koniec muszę przeprosić, ale nie będę mógł póki co oddawać się konwersacji z Panią i proszę mi nie mieć tego za złe. Zachowam sobie oczywiście w dalszym ciągu prawo prostowania niektórych nieuprawnionych stwierdzeń.

          • Małgorzata Bajka | 11 listopada 2014 at 9:31 pm | Odpowiedz

            Przeczytałam cały tekst i mogę go ocenić wyłącznie w oparciu o posiadane informacje, więc kwestionowanie mojej oceny z powołaniem się na dane którymi wyłącznie pan dysponuje nie jest fair. 

            Tak czy inaczej fakty o znaczeniu prawnym ujął sąd – bo na tym oparł orzeczenie. I na podstawie tego orzeczenia wyraziłam swoją opinię co do sprawy. Z orzeczenia sądu wynika jasno, że sprawa nie jest zamknięta – skierowano ją do ponownego rozpatrzenia przez ministra. W dalszym postępowaniu może być brany pod uwagę jedynie teren palmiarni.

            W sprawę zaangażowane jest stowarzyszenie, więc osoby ją podejmujące mają narzędzie do uczestniczenia w postępowaniu, w przeciwieństwie do mnie. Przy tym dowiedziałam się o tym dopiero z w/w informacji. Sam pan mówi "dysponujemy", co uzasadnia użycie przeze mnie w/w zwrotu.

            Co do ekolożki – oczywiście nie jest to pretensja, nie utożsamiam się z tego rodzaju trendem.

            No i szkoda, że nie widzi pan potrzeby dalszej dyskusji.

          • Małgorzata Bajka | 11 listopada 2014 at 9:45 pm | Odpowiedz

            Zauważam ponadto, że moja wypowiedź koncentruje się na zasadności postępowania MZUK, któremu z przedstawionych przez pana informacji i orzeczenia sądu nie można zarzucić, że jest bezzasadne i to wyżej omówiłam. Innych informacji nie posiadam, a na tym polega dyskusja aby się odnieść do tego, co zostało podane.

            • Pani Małgorzato naprawdę nie widzi Pani nic dziwnego w tym, że MZUK najpierw kompletuje dokumenty i prosi o zgodę na OB, a 20 dni później kaja się i argumentuje dlaczego tę zgodę należy mu odebrać? No to co ja mam napisać jeszcze? Na temat sprawy z 2007 roku rzeczywiście nie widzę potrzeby dalszej dyskusji. Ta sprawa już jest nie do odkecenia. Zastanawia w niej tylko to, że mogą zginąć akta z ministerstwa. Ale tu również Panią nic nie dziwi. Zważywszy na tak dalekie pozycje, ciężko dyskutować – prawimy bowiem oboje o czymś innym.

              PS. W wyroku Sądu wszystko jest ok, błędy ministerstwa są oczywiste, ani przez moment tego nie kwestionowałem. Nie wiem zatem dlaczego mnie Pani przekonuje do kwestii, co do których jesteśmy zgodni? 

              • Czym innym jest "widzieć coś dziwnego" tj. machinacje, a czym innym jest formalna ocena postępowania. Nie znam treści wniosku, który jest kluczowy dla rozstrzygnięcia czy wnioskowana powierzchnia ogrodu była podana jednoznacznie i ograniczona do samej tylko palmiarni, czy też nie było to jednoznaczne, a powołano się na to dopiero w odwołaniu. Jeżeli intencją MZUK była zmiana statusu palmiarni na ogród botaniczny, to jest to sensowne, gdyż za tym idą dotacje. W takim przypadku nie dziwiłoby mnie więc odwołanie od decyzji obejmującej zezwoleniem także teren przyległy. Orzeczenie sądu podaje, że minister w sposób nieuprawniony powiększył powierzchnię ogrodu, co pozwala sądzić, że nie taka była wnioskowana.

                To, co mnie natomiast dziwi, to zwłoka ministra, który – zgodnie z orzeczeniem sądu – powinien ponownie sprawę rozpatrzyć. Sprawa nie przybrała dalszego toku, który został jej nadany przez sąd. MInister powinien ponownie rozpatrzyć wniosek i wydać nową decyzję. A tej decyzji nie ma.
                 

                • Ale Pani rozumie powtarzaną przeze mnie parę razy informację, że ZAGINĘŁY AKTA i że „SĄ ODTWARZANE CELEM WYKONANIA WYROKU Z 2007 ROKU”, który jest nie do wykonania z przyczyn oczywistych (DTŚ), gdyż dyskusja jest bezprzedmiotowa? Bo przyznam, że trochę w to wątpię. Proszę o wyrozumiałość, ale nie mogę tej dyskusji kontynuować. Również z przyczyn oczywistych. Dziękuję za wszelkie merytoryczne komentarze w innych kwestiach.

                  • Małgorzata Bajka | 14 listopada 2014 at 1:46 am | Odpowiedz

                    Ale dlaczego pana zdaniem wyrok jest niewykonalny z powodu DTŚ? Przecież wyrok odrzucił decyzję ministra zezwalającą na powstanie ogrodu poza obrębem palmiarni. Więc nie widzę tu kolizji z DTŚ, jeżeli nowa decyzja ministra byłaby zgodna z tak rozumianym wnioskiem, jak go ocenił sąd – tj. o powołanie ogrodu jako samej palmiarni.

                    Co do zaginięcia dokumentów – nie komentuję tego, bo to nie jest kwestia merytoryczna, jest oczywistym, że nie powinno to mieć miejsca. A jak pan wytłumaczy zaginięcie akt?

                    • Zaginięcie akt wytłumczyłem w tekście – same nie mogą się usunąć. Wyrok jest niewykonalny, bowiem jaki sens „ponownie” podjąć decyzję, która teraz po 7 latach może być tylko negatywna? Wszak nie można dać zgody na OB tuż przy DTŚ. Ale Pani zdaje się nie dostrzegć, że to własnie DTŚ była jedyną przyczyną całej „awantury”. Po prostu gdyby Minister podtrzymał decyzję i Sąd by jej nie uchylił. DTŚ nie mogłaby iść w tym śladzie. Niezależnie od tego czy OB byłby w całym parku, czy tylko w budynku.

                  • Małgorzata Bajka | 14 listopada 2014 at 2:12 am | Odpowiedz

                    Dodam jeszcze, że na postępowanie ministerstwa środowiska patrzę z perspektywy wielu innych zagadnień przyrodniczych i wiem, że działania te nie zawsze idą w parze z potrzebami ochrony przyrody.

                    Polecam uwadze choćby ten artykuł:

                    http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2166

                    Czy te metody czegoś panu nie przypominają?

  3. W sumie, to śmieszna historia pomyłek. Ciekawi mnie, w którym rządzie dokumenty zaginęły – Marcinkiewicza, Kaczyńskiego, czy Tuska? Ale to już historia, przed nami Nowe Gliwice II w pobliżu palmiarni, o skok przez DTŚ. Wizualizacje można już podziwiać na Rynku, czas mamienia idealny.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*