W odpowiedzi na Pyskowickie absurdy medialne – list otwarty do Zbigniewa Lubowskiego

Jeden komentarz

Szanowny Panie Redaktorze,

nie tak dawno na łamach „Info-postera” był Pan łaskaw dokonać bardzo rozbudowanej interpretacji artykułów, zamieszczanych w „Przeglądzie Pyskowickim”. Ponieważ w szlachetnym publicystycznym zapale wymienił Pan także moje nazwisko, pozwolę sobie odpowiedzieć na niektóre argumenty, zawarte w tekście Pyskowickie absurdy medialne.

             Czynię to głównie dlatego, że wobec „Przeglądu” ja i moja szkoła mamy swoisty dług wdzięczności. Jako wnikliwy obserwator i analityk przestrzeni publicznej, zapewne ma Pan świadomość, że „Konopnicka” jest szkołą ponadgimnazjalną, pozostającą w gestii Powiatu Gliwickiego, zatem formalnie niezwiązaną z Pyskowicami. To, że możemy w miejskiej gazecie publikować artykuły, jest przejawem gościnności ze strony redakcji, podyktowanym, jak sądzę, chęcią dostarczania pyskowiczanom rzetelnej informacji. Przyzna Pan, Redaktorze, że w tym kontekście pomawianie mnie o lizusostwo, paskudną służalczość, a zwłaszcza przynależność do dworskiej kamaryli, jawi się jako odrobinę nietrafione.

            Czuję się głęboko wzruszona i zaszczycona, że zechciał Pan uważnie przeczytać mój  artykuł z ubiegłego roku  pt. Otwarta „Konopnicka”. Jako żywo nikt nigdy z takim zaangażowaniem nie analizował moich słów, a to przecież marzenie każdego nauczyciela. W trosce o zachowanie etyki dziennikarskiej, która przyświeca nam obojgu, pozwolę sobie jednak zwrócić  uwagę na pewien brak  konsekwencji i coś jakby dystynkcji w pańskim rozumowaniu.

            Jawi się ono tak: „W tym samym wydaniu pisemka pojawił się – podobny w wydźwięku – tekst Aldony Pitery pt. „Otwarta Konopnicka”. Jego autorka też nie mogła się powstrzymać przed umieszczeniem wazeliniarskiego ornamentu, obficie korzystając w tym celu z dużych liter: – Nisko kłaniamy się Burmistrzowi Miasta Pyskowice, dziękujemy Agnieszce Kazubek, reprezentującej UM w Pyskowicach.

Niektóre wydania „PP” nasuwają skojarzenia z bizantyjską czołobitnością. Poszczególni celebryci z dworskiej kamaryli pyskowickiej dziękują sobie wzajemnie na łamach pisemka, nie dostrzegając w ogóle groteskowego charakteru takich zachowań.”

            Wdzięczna jestem za „celebrytkę”, niemniej muszę skonstatować, że to pańska propozycja pisania nazw własnych małymi literami wydaje mi się nieco groteskowa, a już na pewno zbyt awangardowa jak na lokalną gazetę. Jeśli nie udało mi się Pana przekonać, proszę sięgnąć po jakiekolwiek wydanie Słownika ortograficznego, który określa zasady stosowania małych i wielkich liter. 

Zarzuca mi Pan, że podziękowałam władzom miasta, bo metafora (definicję można znaleźć w Teorii literatury) „nisko się kłaniamy” taki właśnie miała wydźwięk. Cóż, z domu rodzinnego wyniosłam zasadę, że za dobro wypada podziękować. Nie kłaniałam się Burmistrzowi w hołdzie za jego istnienie, ale za konkretną pomoc dla mojej szkoły, przypominam – niepodlegającej Urzędowi Miasta.

            Wiele Pan pisze o moralności i uczciwości dziennikarskiej. To prawda – są najważniejsze, a ich normy określa prawo prasowe. Zapewne w polemicznym ferworze zapomniał Pan o takim jego punkcie: „Dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych”. Gdyby Pan pamiętał, w materiale o tej niegodnej pisaninie zostałby umieszczony cytat , a nie przylegająca do pańskiej tezy parafraza moich słów. Ja napisałam, co następuje „Gratulujemy zwycięzcom i ich opiekunom oraz dziękujemy wszystkim uczestnikom. Dziękujemy także Gościom: Pani Agnieszce Kazubek, reprezentującej Urząd Miasta Pyskowice i Pani Katarzynie Makowskiej – Dyrektor Gimnazjum nr 1 im. Noblistów Polskich. Nisko się kłaniamy sponsorom: Burmistrzowi Miasta Pyskowice, Starostwu Powiatowemu oraz Proboszczowi Parafii św. Mikołaja.”

            Gdyby Pan Redaktor to zacytował, musiałby dojść do nieuchronnego wniosku, że służalcze pląsy wykonuję nie tylko wokół Ratusza, ale i Starostwa Powiatowego oraz … Księdza Proboszcza. No cóż, przypadki wietrzenia wszędzie spisku szczegółowo opisuje literatura specjalistyczna, więc ja się tu powstrzymam od komentarza. Oznajmiam natomiast, że słowo „ornament” w ocenie mojego stylu poczytuję za komplement.

            Chociaż nie zostałam do tego upoważniona, chcę też odnieść się do tych partii Absurdów, w których skupia się Pan na innych autorach „PP”. Poczuwając się do solidarności z sąsiadami z łamów gazety, pragnę Panu uświadomić, że podobnie jak ja, nie są profesjonalnymi dziennikarzami, a jedynie entuzjastami, ludźmi z pasją, którą zwyczajnie chcą się dzielić z innymi.  Nikt nie ma prawa do traktowania ich z góry.

            Zaskoczy Pana z pewnością konkluzja, która mi się nasunęła podczas lektury tekstu o moim wazeliniarstwie. Otóż myślę, że wazelina ma jednak przyjemniejszy aromat niż kubły pomyj, wylewane na głowy bliźnich przez małostkowych dziennikarzy.

                                                                                                                                                                                                                          Aldona Pitera

1 Comment on "W odpowiedzi na Pyskowickie absurdy medialne – list otwarty do Zbigniewa Lubowskiego"

  1. Pani Aldono – brawo! Pan Lubowski to jednak stetryczały już nielekko czlowiek, należy Mu co nieco już wybaczać, niemniej jednak ma Pani rację – wszędzie szuka spisku i przystosowuje rzeczywistość do własnych tez. Pogorszyło Mu się po tym, jak Go wyp..li z UM, gdzie też kadził władzom i potulnie pobierał za to niemałą pensyjkę.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*