W oparach absurdu

Trudno dopatrzyć się logiki w działaniach służb konserwatorskich w mieście. Nie wiadomo, jakimi kryteriami kierowano się w Gliwicach przy układaniu listy obiektów objętych ochroną konserwatorską. Dwie bliźniacze budowle w mieście (o niemal identycznym charakterze i przeznaczeniu) zostały w efekcie potraktowane w zupełnie odmienny sposób. Kto to potrafi zrozumieć?

W środę, 21 września, zburzono zabytkowy obiekt w rejonie ul. Bojkowskiej. W przeszłości służył on potrzebom kolei wąskotorowej. Buldożer i koparka unicestwiły niewielki, ale stylowy (i przyznajmy – mocno zaniedbany) budyneczek usytuowany w obrębie tzw. „Nowych Gliwic”, które nie od dziś są oczkiem w głowie urzędującego prezydenta miasta.

beznazwy1

Budowla szpeciła okolicę i była architektonicznym paskudztwem, które nie pozwalało w pełni docenić piękna sąsiednich, efektownie odrestaurowanych obiektów dawnej kopalni „Gliwice” – argumentują teraz magistraccy urzędnicy. Budyneczek można było zburzyć, bo oficjalnie nie widniał w rejestrze zabytków województwa śląskiego – tłumaczą przedstawiciele lokalnych służb inżynieryjnych. W minionych latach nikt nie głosił jednak takiej tezy. Było wręcz przeciwnie.

Postulaty społeczników domagających się renowacji i gruntownego odświeżenia zabytkowego obiektu były uporczywie odrzucane z uzasadnieniem, że wojewódzki konserwator zabytków nie zgadza się ponoć na jakąkolwiek ingerencję w kształt i wygląd budowli. Teraz nagle sytuacja uległa radykalnej zmianie.

Co się więc stało? Wszyscy zainteresowani wiedzą doskonale – nastąpiła zmiana na stanowisku wojewódzkiego konserwatora zabytków. Pełniąca obecnie tę funkcję Ewelina Pokorska-Ożóg była przedtem samorządową urzędniczką konserwatorską – podwładną prezydenta Gliwic. Teraz przeniosła się do Katowic i pracuje w administracji rządowej, podległej wojewodzie śląskiemu.

To ona wydaje dziś polecenia gliwickim urzędnikom i lokalnym służbom konserwatorskim. Niektórzy twierdzą, że urzeczywistnia w ten sposób pragnienia i życzenia swojego dotychczasowego pryncypała. Czy mają rację? Chyba tak…  Chociaż w tym konkretnym przypadku sprawa nie jest jednoznaczna. Formalne pozwolenie na rozbiórkę zabytkowego budyneczku przy ul. Bojkowskiej wystawiono bowiem 29 lipca, a nominacja nowego WKZ nastąpiła dopiero kilkanaście dni później.

Jedno nie ulega wątpliwości – władze miejskie są zachwycone, bo zburzony obiekt nie szpeci już okolicy. Nikomu z gliwickich decydentów nie przeszkadza natomiast wyjątkowo paskudny wygląd byłego dworca dawnej wąskotorówki w rejonie ul. Pszczyńskiej (stacja TRYNEK).

beznazwy2

 

Obiekt jest skandalicznie zdewastowany i zrujnowany. Grozi katastrofą budowlaną. Dlaczego nie został jeszcze poddany generalnemu remontowi? Jak to się stało, że nikt z miejskich władców nie wysunął jeszcze pomysłu zburzenia niechlujnej budowli? Odpowiedź jest zwyczajowa – nie można nawet tknąć zniszczonej stacji TRYNEK, bo jest objęta …ochroną konserwatorską.

Tytułem komentarza warto odnotować, że absurdy, nonsensy i paradoksy towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Skąd się to bierze?  Dlaczego ludzie postępują wbrew logice, a nierzadko – wbrew elementarnemu zdrowemu rozsądkowi? To proste – z niewiedzy, a najczęściej – ze zwykłej głupoty.

Pisali o tym m.in. Julian Tuwim i Antoni Słonimski, autorzy słynnego dzieła „W oparach absurdu”, zawierającego zbiór ich szyderczych tekstów z lat 1920-1936. Naruszanie reguł logiki i rozsądku nie skończyło się bynajmniej wraz z tamtą epoką. Trwa do dziś, a wręcz – przeżywa fascynujący rozkwit…

Zbigniew Lubowski

3 Comments on "W oparach absurdu"

  1. Płakać mi się chce. Przejeżdżając Bojkowską, zawsze zwracałam uwagę na ten ciekawy budynek i miałam nadzieję na jego renowację. Nawet zastanawiałam sie dlaczego tak długo stoi i niszczeje. Kładłam to na karb opieszałości konserwatora zabytków. Bardzo boli takie podejście i odbiera nadzieję, że kiedyś rządzący zaczną dostrzegać coś więcej niż własne "widzimisię". Czy to była decyzja tylko jednej osoby?

  2. Pozostaje zgłośić do Budżetu Obywatelskiego zadanie pt Remont dachu budynku stacji Trynek. 

  3. Jeżeli nikt nie wie o co chodzi to….
    Długo się zastanawiałem i nadal nie rozumiem. Mamy dwa budynki. Jeden – nazwijmy go umownie "Dworcem" znajduje się w miejscu mało reprezentacyjnym, zapewne za chwilę się zawali (taka jest zwykla kolej rzeczy -zabytki najlepiej podpalić albo odać pijaczkom) i drugi – ten przy Nowych Gliwicach" – nawijmy go umownie "Stacją".
    Oczywiście mówimy w czasie przeszłym…
    Prosty człowiek (do których się niestety zaliczam) patrząc na trynkowy DWORZEC widzi budynek niewiele sobą (oczywiście oprócz historii) reprezentujący. Patrząc na "stację" widzi dosyć bajkową konstrukcję, której "architektoniczna szpetota" jest co najmniej dyskusyjna. Dla mnie była to budowla nieco magiczna. Może trochę naiwna – ale w swojej naiwności doskonale pasująca do "Nowych Gliwic" – czyli do starej gliwickiej kopalni. Jakbym miał coś burzyć, to prędzej bym zburzył kopalniany biurowiec niż tą miniaturową baśniową stację dla krasnali.
    Wcale nie zdziwię się, jeżeli za parę lat stanie tam biurowiec – i nikomu nie przeszkodzi, że zasłoni starą cechownię.
    Bo to nie o widok chodzi…
    A dworzec na Trynku i tak się zawali. Wtedy się posprząta…
    Kasa misiu, kasa….

Leave a comment

Your email address will not be published.


*