Ważny egzamin jesienią, czyli wybory tuż, tuż…

Jeden komentarz

Tegoroczne wybory samorządowe będę szczególne. Wiele trzeba zmienić, aby zagwarantować, że z narzuconym nam wszystkich przez politykę i rozwojowe preferencje obecnej ekipy wieloletnim obciążeniem, miasto nie tylko sobie poradzi, ale że znacząco przyspieszy w rozwoju.

 

Bo prawda jest inna niż ta, w którą każe się gliwiczanom oficjalnie wierzyć – od kilku lat trwamy w spowolnieniu. Budżet znacząco wzrósł, ale nie z powodu wyraźnego wzrostu zbieranych podatków, ale dopisywanych do niego kolejnych transz zaciąganych kredytów. Opieranie prognoz przyszłego wzrostu na domniemanych korzyściach, jakie przyniesie gigantyczna hala widowiskowo sportowa, to klasyczne wróżenie z fusów.

Przez ostatnie dwie dekady Gliwice nie znajdowały się w sytuacji, w której tak bardzo jak obecnie wymagały jasnego i przede wszystkim opartego na racjonalnych przesłankach „Planu B”. Z powodów niezrozumiałych dla rozsądnie myślących gliwiczan założono, że u nas nie może się zdarzyć to, co zdarzyło się już w innych krajach, gdzie rozbiera się po kilku latach nierentowne stadiony i hale, generujące ogromne koszty utrzymania. Świadczy to o porażającej w swych rozmiarach lekkomyślności i doprawdy zastanawiającej determinacji, aby zrealizować tę inwestycję dosłownie za wszelką cenę.

Tymczasem gliwiczanie mają prawo wymagać odpowiedzi na pytanie o wspomniany wyżej „Plan B”. Muszą też zapytać konkurujących o fotel prezydenta kandydatów o sposoby uniknięcia recesji, związanej z utopieniem ogromnych środków w inwestycję bezpośrednio niegenerującą rozwoju. Odpowiedzi na te pytania muszą być dodatkowo podparte konkretnymi planami działań, zmierzających do zminimalizowania bezpośredniego negatywnego wpływu nieracjonalnych inwestycji na poziom życia mieszkańców. Już teraz dają się zauważyć negatywne skutki, przejawiające się w „oszczędnościach” gdzie tylko się da. I naprawdę należy się raczej spodziewać, że będzie ich jeszcze więcej.

Zapytać trzeba także o konkretne, rzetelnie zaplanowane (ze wskazaniem źródeł finansowania) działania, zmierzające do ograniczenia wpływu negatywnych tendencji demograficznych na rozwój miasta. Prawda jest taka, że powodzenie zapewnią sobie jedynie te miasta, które zahamują odpływ mieszkańców i zapewnią sobie korzystny stosunek tych aktywnych zawodowo do tych, którzy aktywność zawodową już mają za sobą. Zapytać zatem trzeba dokładnie o wszystkie te rzeczy, które od wielu lat przez władze miasta traktowane są po macoszemu.

Na takie właśnie pytania powinni w sposób jasny odpowiedzieć kandydaci na prezydenta miasta w swoich programach. Gliwice znalazły się w sytuacji, w której nie wystarczy już odniesienie się do najbliższej kadencji. Obowiązkiem nas wszystkich jest nie tylko konsekwentne zadawanie wspomnianych wcześniej pytań, ale postawienie się w roli wielkiego egzaminatora i rzetelne ocenienie poszczególnych ofert. Jesteśmy w sytuacji, w której 30-40% frekwencja wyborcza byłaby świadectwem niewybaczalnego zobojętnienia na nasze własne sprawy.

Od dłuższego czasu bardzo starannie przygotowuję się do tego egzaminu, opanowując niezbędną wiedzę i powtarzając sobie pytania, które przecież nurtują mnie tak samo jak Was. Liczę na to, że ocenicie mnie surowo, ale sprawiedliwie.

Dariusz Jezierski

1 Comment on "Ważny egzamin jesienią, czyli wybory tuż, tuż…"

  1. Gliwice to nieduże miasto. Idealne do bezpośredniego kontaktu z wyborcą. Zygmunt spotka się kolejny raz z tymi co zawsze. I-P ma przewagę pod każdym względem w tym zakresie. Mam nadzieję, ze dworzanie z królem Frankiem zakiszą się w tych wyborach we własnym sosie. A wygra z nimi 30 % uczciwych.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*