Wcale nie o WOŚP

3 komentarze

Przy okazji ostatniego finału WOŚP sporo rozmawiałem z Żoną o oskarżeniach wobec Jurka Owsiaka o podejrzane operacje finansowe jego firm, o przegranym przez niego procesie z blogerem Wielguckim oraz o incydencie wyrzucenia z konferencji prasowej dziennikarza zadającego niewygodne pytania. Zastanawialiśmy się "co jeśli to prawda" i Owsiak zarabia niezłą kasę na WOŚP twierdząc jednocześnie, że nie bierze z tego ani złotówki. Gdzie są granice kłamstwa, cynizmu i hipokryzji. Najciekawiej się zrobiło gdy padł argument: "nawet jeśli coś bierze dla siebie, mniej lub bardziej pod stołem, to i tak przy tej skali pomocy chorym i potrzebującym można przymknąć na to oczy." Od razu zaświeciła mi się czerwona lampka i pomyślałem – ok zgoda. Pomoc jest wielka. Przymknijmy oczy na nieprawidłowości. Ale powinniśmy chyba w takim razie wprowadzić jakieś standardy, limity i kwoty. Od jakiej ilości uratowanych osób zaczynamy przymykać oczy? Do jakiej zdefraudowanej kwoty? Czy za 100 uratowanych osób możemy zdefraudować 100 czy 200 tysięcy? Ale nie o WOŚP jest ten post i nie chcę rozsądzać kwestii spornych wokół tej Fundacji, dla której sam pracowałem jako wolontariusz. Dziś myślałem o tym w kontekście finansów publicznych państwa i samorządu. Co powoduje, że przymykamy oczy na nieprawidłowości finansowe na różnych szczeblach władzy? Jaka kwota musiałaby zostać wydana i na jaki cel, żeby wywołać reakcję mediów i obywateli? Czy np. wydatki urzędowe z "wolnej ręki" odpuszczamy spod kontroli, bo to łup polityczny zwycięzców wyborów? Do jakiej kwoty rocznie? Ile pozwolimy sobie wyciągnąć z kieszeni? Ile pieniędzy możemy wydać na reklamy w radiu, prasie, mediach społecznościowych o niczym i dla nikogo, zamiast na place zabaw, remonty chodników, utrzymanie zieleni, polepszenie oferty edukacyjnej miasta itd itp, wymieniać można w nieskończoność. Jak to jest, że gdy złodziej wyciągnie nam 50 zł z kieszeni, lecimy na policję, a gdy z naszej wspólnej kasy wyciągają miliony, to dajemy na to przyzwolenie?

Bartosz Rybczak

3 Comments on "Wcale nie o WOŚP"

  1. Takie mamy spoleczenstwo, zwlaszcza w Gliwicach, ktore sa zapadla wiocha, ktora wybiera Frankiewicza.

  2. To nie przyzwolenie tylko niemoc,bo co Pan zrobi? wszyscy wiedzą i nic nie robią, a jak już  się znajdą tacy, którzy się temu przeciwstawią  to i tak nie mają szans żeby to zmienić, i to chyba cała ponura prawda. 

  3. marianandrzejczak | 30 stycznia 2015 at 9:28 am | Odpowiedz

    Historia Ssania i Pasożytowania ma milion obliczy. Nigdy nie zostanie ujęta w ramy bo to niedorzeczne. Aktualnie ma oblicze prawnie usatysfakcjonowane .

Leave a comment

Your email address will not be published.


*