Wodne obrachunki, czyli rzecz o PWiK

Kto w Gliwicach i okolicy zajmuje się dostarczaniem ludziom wody i odprowadzaniem ścieków? GAZELA BIZNESU i GEPARD BIZNESU. Nie jest to żadna pomyłka. Takimi właśnie egzotycznymi tytułami chlubi się Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. W aktach tej firmy, dostępnych w Krajowym Rejestrze Sądowym, można nawet zapoznać się z treścią uzasadnienia przyznania PWiK jednego z tych niebanalnych wyróżnień. – Każda gazela powinna odznaczać się nieposzlakowaną opinią i wyjątkową uczciwością – czytamy w dokumentach KRS. Postanowiłyśmy więc przyjrzeć się z bliska tej oazie kryształowej uczciwości.

wodociągi

Jest to jedna z kilkunastu działających w Gliwicach spółek z większościowym udziałem miasta. Przypomnijmy, że w poprzednich wydaniach periodyku „Gliwiczanie Razem” znalazły się szczegółowe prezentacje czterech firm z tej grupy – Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (PEC), Przedsiębiorstwa Remontów Ulic i Mostów (PRUiM), Śląskiego Centrum Logistyki (ŚCL) oraz Przedsiębiorstwa Składowania i Utylizacji Odpadów (PSiUO). Teraz przyszła pora na piątą z nich – Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, funkcjonujące pod postacią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

W swoim obecnym kształcie organizacyjnym istnieje ona od blisko 15 lat (oficjalną datą rozpoczęcia jej działalności był pierwszy dzień marca 1998 roku). Powstała w wyniku przekształcenia dawnego przedsiębiorstwa komunalnego, utworzonego w wyniku podziału Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Katowicach. Firma zajmuje się zaopatrywaniem w wodę i odprowadzaniem ścieków nie tylko w Gliwicach, ale również na terenie sąsiednich gmin Pyskowice, Rudziniec i Sośnicowice. Miasto Gliwice ma 91,9% udziałów w spółce (Pyskowice – 5,2%, Rudziniec – 0,3 %, Sośnicowice – 2,6%). Siedziba spółki znajduje się w budynku przy ul. Rybnickiej 47.

Spadające zyski, rosnące zarobki prezesa

PWiK należy do grona bogatych spółek. Jej kapitał zakładowy wynosi ponad 216 milionów złotych. Firma dysponuje imponującym majątkiem infrastrukturalnym – rozległą siecią podziemnych rur wodociągowych (blisko 800 km długości) i kanalizacyjnych (575 km). Woda dla mieszkańców Gliwic i okolic jest dostarczana głównie z lokalnych studni głębinowych w Łabędach, Ostropie i Wilczym Gardle. Wszystko to nie oznacza jednak, że przedsiębiorstwo znakomicie prosperuje. Zysk netto firmy w 2011 roku wyniósł ok. 4,5 mln zł i był o 53% niższy od wyniku finansowego z roku poprzedniego (9,6 mln zł). Zmniejszyła się też rentowność majątku PWiK., z poziomu 2,66% w roku 2010 do pułapu 1,2% w roku 2011.

Pogarszającym się ekonomicznym efektom działalności spółki towarzyszy natomiast – co ciekawe – konsekwentny wzrost wysokości zarobków jej zarządu. Prezesem PWiK jest od prawie 15 lat Henryk Błażusiak (nazywany dumnie GEPARDEM BIZNESU), uchodzący w Gliwicach za jednego z pupilków prezydenta miasta – Zygmunta Frankiewicza. Funkcję wiceprezesa firmy ds. ekonomiczno-finansowych pełni zaś od długiego czasu Iwona Lukowicz-Foit (znana pod przydomkiem GAZELA BIZNESU).Ich płace rosną z roku na rok.

Zajrzałyśmy do dokumentów źródłowych. Apanaże prezesa w 2010 roku osiągnęły wysokość 25.582 zł miesięcznie. W 2011 roku zarobił – jak zdołałyśmy ustalić – o ok. 11% więcej w swojej macierzystej firmie. Nie było to jednak wyłączne źródło jego dochodów. Oprócz zarządzania spółką wodociągową udzielał się też – jak przystało na rasowego prezesa – w Radzie Nadzorczej Śląskiej Sieci Metropolitalnej (miasto Gliwice ma w niej 100% udziałów). W ciągu całego roku zarobił łącznie 372.659 zł (w przeliczeniu miesięcznym – 31.055 zł). Znamienne jest to, że w swoim oświadczeniu majątkowym za rok 2011 nie podał, jaka część tej kwoty wynika z pracy w PWiK, a jaka – z działalności w Radzie Nadzorczej ŚSM.

Życie ładnie pieści prezesa PWiK. Raz do roku jest on wynagradzany dodatkową gratyfikacją pieniężną, której wysokość może przyprawić zwykłego śmiertelnika o ból głowy. Decyzję o przyznaniu mu tej nadzwyczajnej gaży podejmuje zwyczajne zgromadzenie wspólników spółki. Ostatnim razem stało się to 19 czerwca zeszłego roku. Henryk („GEPARD”) Błażusiak otrzymał wówczas specjalną nagrodę roczną za 2011 rok, w wysokości 275% jego wynagrodzenia miesięcznego (uchwała nr 16/2012). Obliczyłyśmy, że do jego kieszeni trafiło wtedy jednorazowo ok. 77 tysięcy zł (brutto). Żyć, nie umierać!

Proporcje płac

Spółka zatrudnia w sumie niewiele ponad 300 osób. Kobiety stanowią niespełna 30% załogi przedsiębiorstwa. Trudno się temu dziwić – praca w firmie wodociągowo-kanalizacyjnej ma z natury rzeczy męski charakter. Przeciętna płaca miesięczna w PWiK wyniosła w 2011 roku 4695 zł brutto, czyli ok. 3 tys. zł netto. Szeregowy pracownik spółki zarabia więc – średnio rzecz biorąc – sześciokrotnie mniej, niż jej hojnie wynagradzany prezes (nie uwzględniając jego dodatkowych dochodów z innych źródeł).

Proporcje te nie odbiegają zbytnio od podobnych wskaźników w pozostałych spółkach z większościowym udziałem miasta. W Gliwicach utarł się bowiem zwyczaj, że prezesi należący do elitarnego grona zaufanych osób Frankiewicza, muszą zarabiać krocie (jak w znanej piosence – „cysorz to ma klawe życie”).

Spore fundusze pochłania też działalność Rady Nadzorczej PWiK. Jej skład personalny ulegał zmianom w 2011 roku. Do końca lutego liczyła ona 5 osób, a od marca – funkcjonowała w składzie czteroosobowym. Początkowo tworzyli ją: Grzegorz Jaworski, Piotr Wieczorek (zastępca prezydenta miasta), Marek Zaleśny oraz przedstawiciele załogi przedsiębiorstwa, wyłonieni w demokratycznym (tajnym) głosowaniu – Joanna Ćwikła i Bogumiła Teterycz. W lutym 2011 r. Marek Zaleśny złożył rezygnację z udziału w pracach Rady Nadzorczej.

Ile pieniędzy zainkasowali ci nadzorcy? Takiej informacji nie umieszczono w finansowym sprawozdaniu z działalności firmy. W dokumentach spółki można jednak znaleźć zapis, z którego jasno wynika, że członek Rady Nadzorczej PWiK otrzymuje miesięczną dietę w wysokości 90% przeciętnego wynagrodzenia krajowego w sektorze przedsiębiorstw (przewodniczący RN – 100%). W połowie 2011 roku było to – wg danych Głównego Urzędu Statystycznego – ok. 3,5 tys. zł brutto. Łatwo więc wyliczyć, że łączne gratyfikacje dla Rady Nadzorczej wyniosły rocznie ok. 160 tysięcy zł.

Fundusz płac stanowi zatem – jak widać – niemałą część budżetu firmy. W 2011 roku przeznaczono na ten cel ponad 17 mln zł. To ok. 20% całkowitych przychodów spółki. Wpływy do kasy PWiK w 2011 roku wyniosły bowiem 37,2 mln zł z tytułu sprzedaży wody oraz 48,4 mln zł za odprowadzanie ścieków. Z roku na rok spada jednak wysokość przychodów za dostarczanie wody dla gospodarstw domowych. Nic dziwnego – sukcesywnie zmniejsza się liczba mieszkańców regionu objętego działalnością spółki.

Gepard czy tylko zając?

Nie przeszkadza to jednak firmie w szczodrym rozdawnictwie pieniędzy. Przedsiębiorstwo sponsoruje niektóre imprezy artystyczne (np. regionalny festiwal PALM JAZZ), a całkiem niedawno wzbogaciło się o okazałą willę Arthura Neumanna – wydawcy przedwojennej gazety „Der Oberschlesische Wanderer”. Zabytkowy obiekt przy ul. Rybnickiej 27 został w 2010 roku kupiony od Politechniki Śląskiej za niebagatelną kwotę 5,5 mln zł. Po niezbędnej modernizacji budynek ma się stać – jak wieść niesie – reprezentacyjną siedzibą PWiK.

Czy ekonomiczna kondycja spółki uzasadnia celowość takich transakcji? Można mieć poważne wątpliwości w tym względzie. Troskliwej opieki przedsiębiorstwa wymagają bowiem nie artyści spragnieni pieniędzy, ale stare i wysłużone rury tkwiące pod ziemią. Przeprowadzona w minionych latach modernizacja gospodarki ściekowej na terenie miasta nie rozwiązała bynajmniej istniejącego problemu. Wystarczy sobie uzmysłowić, że wzrasta liczba awarii sieci wodnych w Gliwicach i okolicy (473 takie przypadki w roku 2011 wobec 460 zdarzeń w roku 2009) oraz awarii kanalizacyjnych na tym obszarze (395 – w roku 2011 wobec 390 zdarzeń w roku 2010). Sytuacja w tym względzie musi więc napawać niepokojem. Czy kierowana przez Henryka Błażusiaka firma jest więc rzeczywiście gospodarczym tygrysem, o przepraszamy – GEPARDEM BIZNESU? Uważna analiza liczb i wskaźników ekonomicznych nie potwierdza takiej diagnozy!

 Krystyna Długosz i Jadwiga Faratek

12 Comments on "Wodne obrachunki, czyli rzecz o PWiK"

  1. Cóż, po tym tekście prezes Błażusiak powinien podnieść ceny wody. Zysk od razu poszybuje w górę i info-poster nie będzie miał pretekstu do narzekania. No chyba, że panie autorki zaczną wtedy bić na alarm, że woda w kranie skandalicznie drożeje. 😉

    A tak serio to dwie uwagi:
    1. Nie wnikając w księgi, od ręki mogę wymienić dwa spore osiągnięcia, którymi może poszczycić się PWiK. Po pierwsze pozyskano gigantyczne pieniądze z UE na modernizację gospodarki wodno-ściekowej. A po drugie, mimo skali inwestycji w ostatnich latach, woda w Gliwicach jest średnio o złotówkę tańsza, niż w ościennych miastach.
    2. Zakup willi Neumanna to nie żadna fanaberia, ale zwyczajna konieczność. Nie jest tajemnicą, że obecny budynek PWiK postawiony w latach 60. po prostu się wali. Spółka jak najszybciej musi się z niego wyprowadzić. A skoro dwa numery dalej akurat zwolniła się ciekawa miejscówka, żal byłoby nie skorzystać. 5,5 mln to sporo kasy. Modernizacja też trochę pochłonie. Ale budowa nowej siedziby zupełnie od podstaw raczej nie byłaby dużo tańsza.

    • Odpowiadając Panu Tomaszowi podkreślę, że tekst przekazano Redakcji z pytaniem o możliwość zamieszczenia, więc siłą rzeczy nie podejmuję się żadnej polemiki. Pozwolę sobie jedynie cokolwiek ironicznie zaznaczyć, że w Gliwicach dość często „walące się” budynki stoją potem długie lata. Trudno się zatem dziwić, że niełatwo jest poważnie traktować taką akurat argumentację. Wypada jedynie wyrazić radość, że dzięki życzliwości Politechniki Śląskiej udało się uratować wielu niewinnych ludzi;) Poważniej natomiast – zdecydowanie wolę, żeby spółki miejskie wydawały nadmiar pieniędzy na takie właśnie cele. Ale… ta cena za budynek w takim stanie nie była zdecydowanie ceną rynkową.

      • PWiK to spółka stanowiąca własność miasta. Kupiono historyczny obiekt usytuowany na okazałym terenie z zielenią parkową. Gdyby nieruchomość nabył podmiot komercyjny to spodziewać by się należało planowanego doprowadzenia do ruiny budynku. Walorem komercyjnym nieruchomości jest bowiem przestronny dobrze położony grunt a nie budynek. Spółka miejska wykładając miejskie pieniądze na tę nieruchomość uchroniła go od zagłady. Działanie takie ocenić należy pozytywnie. Krytyka decyzji o nabyciu nieruchomości w odniesieniu do ceny transakcyjnej nie powinna opierać się wyłącznie na subiektywnych odczuciach. Bez konkretnych argumentów nie powinno się raczej brać za ocenianie.

        • To prawda niepodważalna. Dlatego właśnie napisałem, że gdyby powstawał taki artykuł, być może poprosiłbym eksperta o taką opinię. Raz jeszcze podkreślam, że ocena tej transakcji jest oceną wyrażoną przez autorki artykułu. Na tzw. „zwykłym obywatelu”, który w kwestiach wyceny nie wie dosłownie nic, wrażenie może robić stosunkowo duża cena tej nieruchomości zwłaszcza w kontekście wymaganych nakładów (o tych wszak mówili pracownicy PWiK).

  2. A jaki jest stan tego budynku? Czyżby info-poster był w posiadaniu jakichś ekspertyz z zakresu wyceny nieruchomości, że lekką ręką wydaje takie wyroki? Nie znam się generalnie na tym, więc wyroków stawiać nie będę, ale sądzę, że już sama bardzo rozległa działka przy wylotowej drodze warta jest kawał grosza. A jeszcze budynek… Proponuję przy okazji kolejnego tekstu zapytać o to jakiegoś eksperta. PŚ zanim wystawiła budynek na sprzedaż zapewne poddała go wycenie. Proszę o tą wycenę wystąpić i wszyscy będziemy dużo mądrzejsi.

    • Panie Tomaszu, przede wszystkim o tym, że nieruchomość wymaga kapitalnego remontu wspominali sami szefowie PWiK (wszak szczycili się tym, że ratują budynek przed degradacją). Tak się składa, że znakomicie znam dosłownie wszystkie pomieszczenia budynku, gdyż współpracowałem z DWPN, kiedy tam się mieścił przy wielu różnych okazjach. Zapewniam, ż wnętrze już o remont prosi.:) Elewacja jaka jest, każdy widzi i jeszcze niszczeje, bo póki co od dłuższego czasu prace żadne nie ruszyły. Jeśli zaś chodzi o pytania stawiane przez Info-Poster było ich dostatecznie dużo. Poczekajmy zatem na odpowiedzi (choć i bez słów padają) i pomyślimy o kolejnych.
      Pomysł z fachowcem jest dobry i jeśli Info-Poster taki tekst będzie pisał, być może tak zrobimy. Tak na marginesie – nie wierzę w rzetelne wyceny, odkąd ekspert od spraw wszelakich Marek Jarzębowski stwierdził, że przekazywana Kurii działka z budynkiem po szkole na ul. Ziemowita jest warta tyle samo, co trzy pasy nieużytków na Kozielskiej;)

  3. Wnikliwy obserwator | 29 stycznia 2013 at 10:46 pm | Odpowiedz

    Wodny prezes zarabia miesięcznie 31 tysięcy złotych i otrzymuje jednorazową nagrodę pieniężną w wysokości 77 tysięcy złotych. To jest niespotykana pazerność i chciwość. W jakiejś gazecie przeczytałem, że miesięczne zarobki prezydenta RP wynoszą 20 tys. zł, a premiera rządu RP – 17 tys. zł. Błażusiak bije ich na głowę swoimi dochodami w prowincjonalnej spółce wodnej. Kto ustala takie proporcje płac? Jak to się dzieje, że extra-gaża gliwickiego prezesa jest o ok. 70 proc. wyższa od niedawnej gratyfikacji Ewy Kopacz, która – jak wiadomo – jest marszałkiem Sejmu? Nagroda dla Kopacz wywołała – słusznie – ogromną aferę w Polsce, a nagroda dla Błażusiaka nie wzbudziła – zdaje się – żadnych protestów. Dochody gliwickiej spółki wodnej pochodzą z pieniędzy płaconych przez mieszkańców. Jakim prawem Błażusiak przeznacza te fundusze na honoraria dla jazzowych artystów? Jak długo jeszcze będzie trwał ten skandal?

  4. GOGOL PRZEJAZDEM | 30 stycznia 2013 at 7:22 am | Odpowiedz

    W obronie Prezesa.
    C I C H O O O !
    „…Spadające zyski, rosnące zarobki prezesa…”
    Pewnego dnia przy goleniu się zdziwicie.
    To wszystko wymaga nakładów , a jaki stres !
    http://www.youtube.com/watch?v=pZrN5l3–S8
    Za to należy się podwyżka, jak to wypali…
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    (TZ)

  5. Precz z przeklętym systemem ssalni w RP.
    Precz z władzami które nie widzą nędzy innych.
    Tworzy się klasa cwaniaków spijających kasę z pracy tysięcy niewolników i dobrze.
    Będzie kogo z czasem…

    Co trzecie dziecko w Polsce rodzi się w biednej rodzinie?
    Dlaczego?
    Bo klasa ssaczy i cwaniaków zawłaszczyła sobie prawo do osiągania przychodów.
    Tak ustanowiła prawo by służyło ich grupie .
    Ciekawym czy wyliniały lew bisnesu dzieli się kasą z pracownikami.
    Bo z tego co mi wiadomo to narzeka na płace.
    Ciekawy człowieczek
    Wielki mały człowiek..

  6. Napiszecie przynajmniej jak było w poprzednich artykułach , że kwota jaką zarabia Prezes jest brutto bo pewnie większość po przeczytaniu tego uważa, że tyle zarabia już na rękę. A to nie jest prawda. Po odliczeniu wszystkich składek i podatków czy to faktycznie jest tak dużo za taką odpowiedzialność ? Sam nie wiem….

    • Raz jeszcze podkreślę tylko, że tekst nie jest autorstwa Redakcji Info-Postera, a w teksty, które publikujemy staramy się w części merytorycznej nie ingerować. Odpowiedzialność ponosi autor i siłą rzeczy wszelkie zmiany tego typu tylko on może wprowadzać.

    • Panie Konradzie im wyzsze brutto tego Pana tym wyższa emerytura, poprostu żal mi sie zrobiło że ten Pan ma takie niskie to netto!!, dlatego składam wniosek o wyzsze brutto dla tego Pana ,żeby mu netto wzrosło i zeby Pan Konrad imógł spac spokojnie. W naszym miescie przez wiele lat układy i powiazania stworzyły grupe ludzi , która nie wiadomo dlaczego i za co bierze tak wysokie wynagrodzenia, jak sama nazwa mówi sa to spółki z wiekszościa udziału miasta , czyli pańswowe jakby to ujac , to dlaczego tak wysokie zarobki? śmieją sie z nas , a my sie godzimy na wszystko? na podwyzki biletów, wody, i innych rzeczy , ja nie twierdze że osoba ,która kieruje ludżmi i ma odpowiedzialnośc powinna zarabiać jak pracownik, ale zarobki prezesów i rad nadzzorczych miejskich spólek juz dawno przekroczyły próg przyzwoitosci wobec nas mieszkańców miasta gliwic.Tylko co to jest ta przyzwoitość?i niby wobec kogo?nas mieszkańców gliwic?kim my dla nich jestesmy?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*