Wpuścić świeżą krew!

Wyborcza niedziela, 21 października, stwarza niepowtarzalną okazję do zdrowego przewietrzenia gmachu UM w Pyskowicach. Warto skorzystać z tej sposobności, by odsunąć wreszcie od władzy ekipę rządzącą miastem od kilkunastu lat. Wydaje się, że naprawdę zasługuje ono na nowych i rzutkich gospodarzy.

Wpuszczenie świeżej krwi do samorządowego organizmu pyskowickiego może mieć zbawienny wpływ na zdrowie pacjenta. Miasto nad Dramą nie musi przecież być skazane na wieczne rządy ludzi skupionych od lat wokół żelaznego tandemu Jolanta DrozdWacław kęska.

Od początków XXI wieku ów osobliwy duet sprawuje (mniej czy bardziej) niepodzielną władzę w Pyskowicach, zmieniając tylko od czasu do czasu niektórych współpracowników, by stworzyć pozorne wrażenie rotacji kadrowej na kierowniczych stanowiskach w UM. Jądro lokalnej władzy pozostaje jednak cały czas niezmienne…

 

Przyjrzyjmy się więc głównym postaciom pyskowickich decydentów samorządowych (DRAMATIS PERSONAE). Pracami Rady Miejskiej kieruje nieprzerwanie od 12 lat Jolanta Drozd. W mijającej kadencji pokazała się wyborcom z jak najgorszej strony, demonstrując swój pogardliwy stosunek do obywatelskich swobód demokratycznych.

 

Wydała zakaz robienia zdjęć

Zabroniła fotografowania upiornego składowiska odpadów w Zaolszanach. Nasuwało to oczywiste skojarzenia z ponurym okresem PRL, odwzorowanym trafnie w nieśmiertelnych filmach Stanisława Barei.

Wydany przez przewodniczącą RM zakaz był zresztą od początku fikcją, bo sprytni dziennikarze zdołali natychmiast sfotografować wysypisko z lotu ptaka. Jolanta Drozd nie przewidziała zapewne, że nad śmierdzącym składowiskiem będzie fruwał fotograficzny dron.

Czy autorka szokującej decyzji, stanowiącej ewidentne pogwałcenie zasad demokracji, musi nadal stać na czele Rady Miejskiej przez 5 kolejnych lat wydłużonej kadencji samorządowej? A może powinna wreszcie posunąć się na ławce pokoleniowej i ustąpić miejsca komuś z młodszej generacji?

 

Samorządowy dinozaur

Wieloletni staż lokalnego samorządowca ma też Wacław Kęska. Stanosko burmistrza objął on przed 16 laty. Wcześniej (w latach 1998-2002) był wiceburmistrzem. W orbicie lokalnej władzy pojawił się więc jeszcze pod koniec XX wieku.

W ostatnim czasie jego zastępcą był Adam Wójcik, który w okresie nieobecności swego pryncypała rządził miastem. Przedtem u boku Kęski tkwił – przypomnijmy – Wiesław Leszczyński, odwołany z tego stanowiska w wyniku werdyktu sądu, który ukarał go za podanie – ujmując rzecz w największym skrócie – błędnych informacji w oświadczeniu majątkowym.

Teraz wiceburmistrz Adam Wójcik chce zostać pełnoprawnym następcą Kęski. Czy ewentualne objęcie posady burmistrza byłoby jednak – w jego przypadku – nową jakością w życiu publicznym miasta? Można w to poważnie wątpić.

Ponadto Wójcik nie mieszka na stałe w Pyskowicach, bo codziennie dojeżdża do pracy z Gliwic. Czy taka sytuacja sprzyja efektywnemu zarządzaniu miastem? Nasuwa się jeszcze inna wątpliwość o charakterze zasadniczym. Czy można w ogóle nazwać „dobrym gospodarzem” zarządcę przebywającego tylko w Pyskowicach w godzinach urzędowania?

 

Gazetę redagują politycy

Osobnym rozdziałem w najnowszych dziejach grodu nad Dramą jest historia lokalnego pisma samorządowego, noszącego tytuł „Przegląd Pyskowicki”. Powstało ono pod koniec XX wieku. Gazeta jest w całości finansowana z pieniędzy pyskowickich podatników. Redagują ją lokalni „politycy”, a nie profesjonalni i niezależni od władzy dziennikarze.

Od co najmniej 16 lat redaktorem naczelnym gazetki jest, co warto nieustająco przypominać, radny Krzysztof Łapucha, wybierany z listy Wacława Kęski. W skład kolegium redakcyjnego „PP” wchodzi ponadto radny Waldemar Obłąk z tej samej drużyny sprawującej władzę w mieście. Obydwaj odgrywają szczególną rolę w redakcji. Decydują o tym, jakie teksty pojawią się w miesięczniku.

W efekcie pismo jest lizusowskim periodykiem, wychwalającym pod niebiosa ekipę rządzącą miastem. Miesięcznik tak manipuluje opinią publiczną w Pyskowicach, że mieszkańcy mają zupełnie zniekształcony obraz lokalnych realiów społecznych i gospodarczych.

Oplatająca miasto pajęczą siecią grupa trzymająca władzę nie dopuszcza po prostu do publikowania na łamach „PP” tekstów autorów myślących inaczej, niż pretorianie burmistrza. A pyskowiczanie nie mają do dyspozycji innej – rzetelnej i obiektywnej – gazety lokalnej.

Nad Dramą rozpostarła się polityczna sitwa. Personalne powiązania miejskiej władzy z „Przeglądem Pyskowickim” są groźne dla demokracji. Wymownym przykładem zjawiska jest przypadek Elżbiety Łapuchy, córki redaktora naczelnego „PP”, pracującej w UM na stanowisku audytora wewnętrznego. Jest ona podwładną burmistrza, który w ten sposób zapewnia sobie dodatkowo medialną przychylność ojca urzędniczki i zarazem całej redakcji gazety.

Nie musi dalej tak być

Czy kierowane przez takich właśnie ludzi życie publiczne w mieście ma cokolwiek wspólnego z prawdziwą demokracją? Pytanie wydaje się retoryczne. Istniejącą sytuację można jednak z łatwością zmienić w najbliższą niedzielę, 21 października.

W tym celu należy bezwzględnie wziąć udział w wyborach samorządowych i głosować na kandydatów spoza obecnego układu władzy. Kartka wyborcza w rękach każdego z pyskowiczan będzie z pewnością bronią o potężnej sile rażenia.

Zbigniew LUBOWSKI

Be the first to comment on "Wpuścić świeżą krew!"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*