Wyrzucić dziennikarza

12 komentarzy

Jestem wstrząśnięty informacjami, które dotarły do mnie wczoraj z Gliwic. Przypomnę, że jestem teraz w Mińsku, gdzie z białoruskimi aktorami pracuję nad spektaklem na podstawie dwóch dramatów Sławomira Mrożka. To,  czym napisał mi redaktor Zbigniew Lubowski sprawiło, że poprosiłem go, aby opisał całą sytuację w Info-Posterze. Uznałem również za zasadne opublikować tekst z ostatniego numeru Życia Gliwic, gdyż właśnie z nim mają związek późniejsze wydarzenia. Wspomninany tekst z informacjami na ich temat, przysłany na moją prośbę przez redaktora Lubowskiego, opublikuję dziś wieczorem.

 

Niewielka sala w osiedlowej szkole była tłumnie wypełniona. W piątkowy wieczór czerwcowy pojawiło się w niej prawie 160 osób. Zabrakło krzeseł dla wszystkich chętnych. Niektórzy stali pod ścianą i w przejściach. Ludzie byli wyraźnie podekscytowani. W powietrzu czuło się emocje. Walne Zgromadzenie Członków Spółdzielni Mieszkaniowej „STARE GLIWICE” zapowiadało się naprawdę interesująco.

Właściwe obrady jeszcze się nie zaczęły na dobre, gdy nagle wstał z krzesła jeden z uczestników zebrania i publicznie zapytał, jakim prawem ja siedzę na sali. Zakomunikował zgromadzonym, że nie jestem przecież spółdzielcą ze „STARYCH GLIWIC” (ciekawe, skąd to wiedział??). Oświadczył, iż nie wie, w jakim charakterze ja tam przebywam, a koniecznie chce się dowiedzieć.  

Jego ciekawość nie została jednak zaspokojona. Jedna z osób siedzących za stołem prezydialnym wyjaśniła, że w takim zebraniu może wziąć udział każdy, a przynależność do SM „STARE GLIWICE” nie jest warunkiem uczestnictwa w zgromadzeniu.

Skoro od razu na początku podjęto próbę wyrzucenia z sali niezależnego dziennikarza, to musi oznaczać, że szykuje się ostra draka – pomyślałem sobie w duchu. A swoją drogą, niektórzy ludzie ciągle jeszcze nie dostrzegli chyba, że zmieniły się w Polsce realia polityczne i nie można już – jak to bywało w czasach PRL – usunąć po prostu niewygodnego dziennikarza, aby nie był niepotrzebnym świadkiem zdarzeń. Nie wszyscy potrafią jeszcze, jak sądzę, pogodzić się  z faktem istnienia wolnej prasy w wolnym kraju.

Spółdzielcze zebranie w osiedlu Waryńskiego przybrało postać gremialnego wylewania gorzkich żalów na prezesa „STARYCH GLIWIC” – Tadeusza Sperczyńskiego i jego zastępczynię – Marię Stankiewicz. Pojawiło się sporo pretensji i krytycznych uwag pod ich adresem. Dotyczyły one głównie ciągnących się do dziś bolesnych konsekwencji głośnego sporu między spółdzielnią a prywatnym biznesmenem, Franciszkiem Jopkiem w sprawie własności terenów, na których przed laty zbudowano spółdzielcze domy. To wyjątkowo skomplikowana pod względem prawniczym kwestia, której nie sposób wyczerpująco omówić w krótkim tekście dziennikarskim.

Na szczególną uwagę zasługiwał jednak sposób prowadzenia burzliwych obrad. Rolę przewodniczącego zgromadzenia powierzono człowiekowi z sali – Krzysztofowi Kołtowi. Taka decyzja zapadła stosunkiem głosów 110:27 (niektórzy spółdzielcy wstrzymali się od głosu). Później dopiero stało się dla mnie jasne, że takie rozstrzygnięcie nie było bynajmniej przypadkowe.

Wraz z Kołtem przyszła bowiem do szkolnej świetlicy liczna grupa jego zwolenników, którzy chętnie brali udział w poszczególnych głosowaniach. Wiadomo zaś nie od dziś, że spośród wszystkich spontanicznych przedsięwzięć najlepsze są te, które wcześniej drobiazgowo wyreżyserowano. Trwające prawie 5 godzin (aż do północy!) spółdzielcze zebranie było znakomitym potwierdzeniem prawdziwości tej tezy.

Manipulator w akcji

Nie wiem, kim jest Kołt z wykształcenia, ale z pewnością nie ma on bladego pojęcia o prawniczej zasadzie „kontradyktoryjności”. To jeden z fundamentalnych elementów procedury sądowej, przewidującej konieczność bezwzględnego wysłuchiwania racji obu stron sporu. Sędzia sądowy ma zawodowy obowiązek zaznajomienia się za każdym razem z przeciwstawnymi opiniami prokuratora i obrońcy. A tymczasem Kołt jako przewodniczący zgromadzenia był rażąco stronniczy i niebywale tendencyjny. Próbował momentami zakrzyczeć prezesa spółdzielni, pozbawiając go wielokrotnie możliwości zabrania głosu. Wcielił się w dwie równoczesne role – sędziego i prokuratora.

Pod pewnym względem muszę mu pogratulować – okazał się prawdziwym mistrzem w manipulowaniu uczestnikami zgromadzenia. Bardzo sprawnie posługiwał się zabiegami socjotechnicznymi w celu osiągnięcia za wszelką cenę swojego zamierzenia – odwołania ze stanowiska prezesa spółdzielni. Sięgał do przygotowanych wcześniej przez siebie kartek, odczytując z nich stosowne fragmenty i wywierając na spółdzielcach piorunujące wrażenie. – – Ale ten Kołt jest mądry – wyszeptała w pewnym momencie siedząca przede mną kobieta. Skutki były oczywiste i łatwe do przewidzenia – stosunkiem głosów 60:31 (przy 13 wstrzymujących się) nie udzielono prezesowi Sperczyńskiemu absolutorium za ubiegły rok.  Za kilka tygodni (po upływie ustawowego okresu wypowiedzenia) przestanie on więc być – po 12 latach – prezesem „STARYCH GLIWIC”.

Kto będzie jego następcą? Idę o zakład, że o wyborze nowego prezesa będzie decydował przede wszystkim Krzysztof Kołt. Nie po to przecież walczył jak lew o wyrzucenie Sperczyńskiego, żeby teraz zrezygnować ze starań o umieszczenie na stołku swojego nominata. I w taki oto sposób kolejne kierownicze stanowisko w mieście, pozostające do tej pory poza prezydencką siatką wpływów gospodarza miasta, przypadnie w udziale człowiekowi ze szczególnego  grona Krewnych i Znajomych Królika.

Dlaczego tak piszę? To proste – Kołt jest zasłużonym pracownikiem Zarządu Dróg Miejskich, a jego rodzona siostra była przez kilka lat osobistą sekretarko-asystentką prezydenta miasta (obecnie zajmuje w magistracie inną prominentną funkcję). Z tego źródła Kołt miał zresztą – jak można przypuszczać – dostęp do takich dokumentów, jakich inny szeregowy spółdzielca ze „STARYCH GLIWIC” nie zdołałby nigdy pozyskać.

Ciekaw jestem, czy Kołt poczuje się dotknięty moimi ocenami? Nie ukrywam, że z prawdziwą przyjemnością spotkam się z nim – w razie potrzeby – w sali sądowej. Z góry cieszę się z jednego – Kołt nie będzie tam ani sędzią, ani prokuratorem.

Zbigniew LUBOWSKI

12 Comments on "Wyrzucić dziennikarza"

  1. marianandrzejczak | 27 sierpnia 2015 at 12:48 pm | Odpowiedz

    WezyrLand? Już niedługo. W gwiazdach  jest napisane że do Marca przyszłego Roku upadnie GALAKTYKA  Wezyra a jego gwiazdki pójdą pod młot.

    By cokolwiek zmienić trza wyciąc wrzody a takim jestttttttttttt

     

  2. Pozdrawiam Lubowskiego.

  3. A wystarczy wpisać na google Krzysztof Kołt Gliwice – by mieć pełniejszy obraz

  4. Dziwne, że jeden z lokalnych tabloidów, czyli "gazeta miejska" nie relacjonuje tak dramatycznych wydarzeń. Tym bardziej, że jej właściciel i redaktor naczelny właśnie w tej dzielnicy mieszka, a jako – jak mniemam – godny naśladowania obywatel, bierze czynny udział w życiu małej społeczności. Możliwe jednak, że na czas "lolalnych zamieszek obywatelskich" wyemigrował do siedziby redakcji, bo istotnie w tym czasie jego furgonetka nie opuszczała wewnętrznego parkingu.

    "Światowe centrum wolności w Mińsku" uznało, że dookreślenie zaproponowane przez sss9 jest niezasadne :).

    • "Światowe centrum wolności w Mińsku" uznało, że dookreślenie zaproponowane przez sss9 jest niezasadne :)."

      I to bezapelacyjnie dowodzi, że Mińsk ponad wszelką wątpliwość jest jedynym Światowym Centrum Wolności. Demokacji też, o czym chętnie zaświadczą wszystkie białoruskie instytucje rządowe. I niech nas, prawdziwych liberałów i wolnościowców, cały zniewolony Świat cmoknie tam, gdzie najbardziej lubimy być cmokani.

      A tak przy okazji, czy "antyreżimowa gazeta" jest gdziekolwiek dostępna, czy jej nakład jest kolportowany pośród zadeklarowanych i zlustrowanych fanów? Pytam, bo jak dotąd, nigdy nie dostałem jej do rąk, nigdy też nie widziałem na oczy choćby egzemplarza. Wydaje się, że to bardziej podziemne wydawnictwo, niż drugi obieg z czasów PRL. 

      • Co do dostępności Życia Gliwic raczej nie mogę się wypowiadać, bo dosłownie parę miesięcy jestem poza krajem. Podane jest w każdym razie kilka punktów stałej dystrybucji. Przypuszczam, że tam gazetę można dostać na pewno.

        • Witam Darku, choć ostatnio bywam w tym miasteczku 
          coraz rzadziej z uwagi na "znęcanie" się  nad tym miasteczkiem, głównie w centrum, to jednak parę razy otrzymałem to czasopismo darmowo do rąk, w obrębie magistratu.
          Może sss9, który do codziennego śniadania otrzymuje darmową wybiórczą, nie ma czasu pospacerować sobie po centrum zafundowanym nam na dzisiaj przez prezia, dlatego tak biadoli?;)
          No ale po cóż  mamy internet sss9 udajesz, że nie wiesz? 🙂

          http://zyciegliwic.pl/22015/

          • Cóż, w internecie, to może dobrze się czyta krótkie formy, jak prawie wiersze katolickich prawaków, albo tabloidowe pyrknięcia gliwickich "dziennikarzy" po wakacyjnym kursie w GWSP, którymi to bąkami to miasto od lat jest duszone. Poza tym pytając, bardziej niż o sobie, myślałem o paru znajomych, którzy choć ciągle przez centrum przechodzą, dotąd nawet nie wiedzieli, że taka gazeta istnieje. Wiem, bo zapytałem i od nich informację uzyskałe natychmiast, a od tych, którym na popularności najbardziej powinno zależeć nie. Jeden nawet mnie prostacko, acz z dumą zbeształ. I to w zasadzie wyjaśnia, dlaczego o śmieciach Frankiewicza i Morawiaka wszyscy wiedzą, a o was prawie nikt. Tak czymcie chopy! 

  5. Osobiście, od wielu lat, znam Krzysztofa Kołta, bohatera artykułu. Nie jestem i nigdy nie byłam (w przeciwieństwie do autora tekstu p. Lubowskiego) zausznikiem prezydenta naszego miasta, brutalnie swego czasu odciętym od konfitur władzy. Być może dlatego nie dopatruję się cienia włodarza miasta za każdym krzakiem. Jednak w oczy bije bije brak rzetelności dziennikarskiej i obiektywizmu w pozyskiwaniu informacji.Dlaczego ani słowem nie wspomniał autor o przyczynie zebrania, nierzetelnościach finansowych prezesa spółdzielni, ukrytym obciążaniu lokatorów kosztami błędnych decyzji spółdzielni i zwyczajnego niedopełniania obowiązków przez jej pracowników? Przypominam, że sprawa trafiła do sądu, który w pełni podzielił argumentację samotnie walczącego o sprawiedliwość nie tylko dla siebie, ale i dla innych spółdzielców, Krzysztofa Kołta! Czyli nie ukryte machnacje złowrogiego "Frankiego" i jego zauszników, a nierzetelność i niegospodarność władz spółdzielni doprowadziły Krzysztofa Kołta do tego, że rozpoczął starania o rozliczenie i wyjaśnienie finansowych gierek władz spółdzielni z jej członkami.Tekst nie spełnia nawet tego minimum rzetelności dziennikarskiej, jaką jest poznanie stanowiska osoby postawionej pod – publicznym przecież – pręgierzem, bo jakoś nie doczytałam się przedstawienia jej zdania. 

    A teraz – odbijając piłeczkę. A skąd autor artykułu, pan Lubowski, w ogóle wiedział, że takie zebranie się odbędzie? Członkiem spółdzielni nie jest, sam to stwierdził. Czy przypadkiem jego, jakże jednostronny i krzywdzący opis sytuacji, nie wziął się ze znajomości z p. Małachowskim (niegdyś pracowali razem w redakcji "Nowin Gliwickich"), który redagował builetyn spółdzielni Stare Gliwice i z pewnością – w związku z tym – znał prezesa Sperczyńskiego? Jakie mam poparcie dla swoich domysłów? Skąd ten zarzut? Autor artykułu przecież takiego poparcia też nie potrzebował. Fakty zaś można sprawdzić. A czy one upoważniają do snucia takich hipotez? Kto mieczem wojuje, ten  od miecza ginie, szanowny autorze. Prawda, że łatwo rzucić obrzydliwe oskarżenie? 

    I jeszcze jedno. Medium takie jak info-poster, kreujące się na sumienie publiczne, powinno szczególnie dbać o rzetelność. Po takich tekstach każdy, nawet osoby dalekie od sympatii dla obecnych władz miasta, zastanowi się nad rzetelnością wytaczanych przez info-poster oskarżeń, domniemując, że – podobnie jak w przypadku tego tekstu – mamy do czynienia z obrzydliwym pomówieniem.

    • Szanowna Pani Ewo, samo puszczenie Pani komentarzy oznacza, że Info-Poster dochowuje zasad rzetelnści dziennikarskiej. Żaden redaktor w żadnym medium nie jest w stanie sprawdzić każdego artykułu i chociażby z racji Pani zawodowych doświadczeń, doskonale Pani o tym wie. Właśnie dlatego, jako jedyna osoba decydująca o zawartości I-P takie teksty puszczam zawsze wraz z prawdziwym nazwiskiem autora. I to właśnie on musi zadbać o to, aby nie oberwać drugim końcem kija.

      Nie rozumiem również o jakim „kreowaniu się na sumienie publiczne” Pani mówi. Spodziewam się natomiast, że doceniając „samotną walkę” jednej osoby, zechce Pani docenić takąż samą w przypadkach panów Nowaka czy Małysza, toczoną przeze mnie, gdzie również sądy przyznały mi rację, zamiast sugerować, że także te sprawy to „obrzydliwe pomówienia”. To zresztą Pani sprawa i mówiąc szczerze ten komentarz wrzucam po prostu w chwili wolnego czasu. I raczej dla innych, niż dla siebie. Chodzi o to, że nawet jeśli Pani oburzenie jest uzasadnione, powinna Pani kierować je pod właściwym adresem, a nie cokolwiek na oślep. I to również jest kwestia rzetelności. Pozdrawiam

      dj

  6. W żaden sposób nie odnosiłam się do spraw pp. Nowaka i Małysza ( nie wiem, co mogło nasunąć taką myśl). Codziło o błoto rzucone na konkretną, znaną mi z rzetelności, osobę. Wpadki, to fakt, zdarzają się każdemu. I żaden naczelny, dziennikarz ani najbardziej rzetelna korekta nie jest od nich wolna, bo nie błądzi tylko ten, kto się w ogóle nie wypowiada. Rozumiem, że powinnam kierować pretensje do "Życia Gliwic"? Jednak "Życie Gliwic" i p. Lubowski nie dysponują profilem na FB. A jeśli tekst został tu (Info-poster) opublikowany, i to z komentarzem "doszło do skandalu", to gdzie indziej kierować sprzeciw? I czy, idąc śladem oburzenia spółdzielców wygrażających p. Lubowskiemu, nie warto podjąć tematu jeszcze raz, tym razem prezentując racje pomówionych stron? Bo akurat nie chodziło w "Polowaniu na niepokornego pismaka" o władzę tłumiącą wolność wypowiedzi prasowej, a o reakcję zwykłych ludzi oburzonych fałszywym sposobem przedstawienia znanej im sytuacji. A o wiarygodność Info-postera idzie mi tym bardziej, że w dyskusjach na tematy gliwickie

    zdarzało mi się już podpierać pochodzącymi stąd informacjami.     

    • Szanowna Pani Ewo, sprawy panów Małysza i Nowaka przypomniałem właśnie jako przykład rzetelności dziennikarskiej w niezwykle skomplikowanych sprawach i tylko dlatego, że Pani zasugerowała, jakoby tekst Pana Zbigniewa mógł podważyć wiarygodność innych materiałów.

      Muszę też zwrócić uwagę, że Pan Lubowski pod własnym nazwiskiem skierował konkretne zarzuty pod adresem konkretnej osoby i na dodatek odważnie zadeklarował, że może się z nią spotkać w sądzie. Zgodzi się Pani ze mną, że człowiek niesłusznie pomówiony ma możliwości dochodzenia swego. Na razie nie słyszałem, żeby z nich skorzystał. To zaś może być oznaką, że jednak nie musi być tak, jak niektórzy zwolennicy Pana Kołta. Artykuł ma wszelkie znamiona ostrej polemiki prasowej a właściwie zaproszenia do niej. Nie słyszałem np. żeby Pan Kołt skorzystał z możliwości umieszczenia wyjaśnienia. W takiej sytuacji obu Panów należałoby zostawić. Ja nie mam najmniejszych podstaw by sądzić, że redaktor Lubowski w jakikolwiek sposób podał nieprawdę. Wystąpił otwarcie i pod własnym nazwiskiem. Osoba, której artykuł dotyczy dysponuje wieloma możliwościami reakcji. I teraz ja powiem, co mnie w tej sprawie nie pasuje. Zainteresowany człowiek nie reaguje, przynajmniej oficjalnie a wyręczają go w tym zwolennicy (oczywiście nie mam na myśli Pani, bo prowadzimy bardzo normalną dyskusję), ale osoby grożące. Czy to naprawdę normalna sytuacja?

      Pozdrawiam serdecznie

      dj

Leave a comment

Your email address will not be published.


*