Wywiad dla Stowarzyszenia Sieć Obywatelska – Watchdog Polska

2 komentarze

Okazuje się, że działania Info-Postera dostrzegane są także przez organizacje zajmujące się przestrzeganiem prawa i funkcjonowaniem społeczeństwa obywatelskiego. W krótkim czasie zwrócili się do mnie przedstawiciele Stowarzyszenia Sieć Obywatelska – Watchdog Polska oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Stowarzyszene Sieć Obywatelska – Watchdog Polska przygotowuje publikację na temat działań strażniczych. W jego imieniu przeprowadził ze mną wywiad Karol Mojkowski. Ze względu na bardzo ważną społecznie tematykę publikuję go w całości także w Info-Posterze.

Karol Mojkowski: Dlaczego w ogóle prowadzi Pan działania strażnicze?

Dariusz Jezierski: Zacznijmy od tego, że określenie „działania strażnicze” stanowi pewien umowny sposób zdefiniowania wszystkich kompleksowych i rozłożonych w czasie a zatem systematycznych działań, mających na celu egzekwowanie przestrzegania prawa w instytucjach, urzędach, organach administracji. Bardzo różne są zatem powody, które konkretne osoby skłaniają do takich działań. Z doświadczeń swoich i innych wiem, że bardzo często taką pierwotną przyczyną jest osobiste zetknięcie się ze skutkami łamania prawa przez instytucje, urzędy i podmioty gospodarcze. W moim przypadku zaczęło się od prostego pytania o rozstrzygnięcia w jednym z konkursów na zadania publiczne oraz dostrzeżenia, w moim mniemaniu niezgodnych z prawem, zachowań jednego z prominentnych przedstawicieli samorządu. Dokładniejsze analizy i sięganie w coraz bardziej ukryte przed społeczeństwem mechanizmy kreowania naszej rzeczywistości sprawiły, że dosłownie zdębiałem. Zaraz za tym przyszedł bunt. A że jestem zdecydowanie człowiekiem czynu, także działanie. I trwa to już ponad rok. W działaniu opieram się na głębokim i jak się okazuje słusznym przekonaniu, że nawet przy niedoskonałościach systemu etyka nie może całkowicie rozmijać się z prawem.

Czy można mówić o sukcesie w takich działaniach?

Żeby w ogóle mówić o sukcesach w takich działaniach, trzeba najpierw zdefiniować sobie samemu pojęcie sukcesu. Tu nie będzie raczej spektakularnych zwrotów, otrąbionych zwycięstw i ogólnej wdzięczności. Sukcesem samym w sobie jest już doprowadzenie do ujawnienia i upublicznienia łamania prawa, a czasem wręcz patologii. Kwestią odrębną jest sukces polegający na doprowadzeniu do naprawienia zła a na końcu ewentualnego ukarania winnych. Tu sprawa się komplikuje. Nie jest to łatwe, gdyż wymaga naprawdę dobrej znajomości przepisów dotyczących danego zagadnienia, orzecznictwa i procedur dochodzenia prawa. Akurat w moim przypadku jest tak, że lubię kompleksowo poznać zagadnienie, którym się zajmuję. Przez wiele miesięcy, w trakcie rzeczywistych działań, poznawałem prawo począwszy od odpowiednich ustaw, przez komentarze do nich, a na orzecznictwie skończywszy. Warto było – w wielu przypadkach okazałem się lepszy od prawników obsługujących gliwickie spółki z udziałem gminy i sam Urząd Miejski. Potwierdził to zresztą ostatnio sąd. Muszę uważać, że okazałem się lepszy, bo gdyby było inaczej, musiałbym uznać złą wolę prawników. Zdaję sobie sprawę, że te pierwsze sukcesy to dopiero początek drogi. System się broni. Okazuje się, że walczyć trzeba czasami nawet z instytucjami, które są powołane akurat po to, żeby dopilnować przestrzegania prawa, jak chociażby Wydział Nadzoru Prawnego wojewody.

W jaki sposób reaguje na Pana działania władza?

Władza reaguje bardzo różnie. Na pewno jednak w większości przypadków, do samego końca, umywa ręce. Gliwicki, czyli mój przykład, jest tu modelowy. Warto zauważyć, że w wypadku, kiedy krytyka jest oparta na błędnych przesłankach i w jakimś momencie wymknie się spod kontroli, władza reaguje najczęściej natychmiastowym pozwaniem za pomówienie, naruszenie dóbr osobistych itd. W Gliwicach zdarzało się podobnie już wiele razy. Kiedy jednak władza zdaje sobie sprawę, że tędy się nie da, bo druga strona po pierwsze jest świetnie przygotowana, a pod drugie – i najważniejsze – ma rację, sięga do metody szczególnie skutecznej i sprawdzającej się zwłaszcza w przypadku milczenia mediów i całkowitej bezczynności polityków (od radnych do parlamentarzystów), jak to ma miejsce w Gliwicach. Tą metodą jest uparte, posunięte nawet do złamania kpa i nieudzielenia informacji publicznej, ignorowanie. Obliczone jest ono na wyeliminowanie niebezpiecznej narracji z obiegu, niepodejmowanie dyskusji, nawet ryzykując nieprzychylne wyroki WSA. Lekarstwo na to jest tylko jedno – konsekwencja. Wydaje mi się, że okazałem się w swoich działaniach bardzo efektywny, mimo zastosowania tej naprawdę skutecznej broni. To jednak nie jest tematem tej rozmowy.

Czy mieszkańcy interesują się takimi działaniami.

Bardzo często zajmujemy się zagadnieniami bardzo niemedialnymi, niezrozumiałymi dla większości odbiorców. Z jednej strony skutkuje to bardzo małym zainteresowaniem mediów, które i tak najczęściej stoją w takich razach po stronie władz i instytucji. Z drugiej natomiast bardzo łatwo, nawet w przypadku bezspornego udowodnienia przestępstw i racji udowadniającego, relatywizować wszystkie informacje, stosować zabiegi polegające na gmatwaniu i zaciemnianiu prostych kwestii, a w efekcie całkowitym już zniechęceniu odbiorców. Tak właśnie dzieje się ostatnio w Gliwicach. Tu najlepszym sposobem jest cierpliwe, jak najbardziej zrozumiałe tłumaczenie i prostowanie mających pozory merytorycznych i udokumentowanych a w efekcie będących zwykłą dezinformacją przekazów. Cierpliwość obliczona na długie miesiące jest w takiej działalności kwestią podstawową.

Jak odpiera Pan zarzut, że jest Pan pieniaczem, utrudnia funkcjonowanie urzędu itp.?

Dotknął Pan bardzo ważnej kwestii. Prawie zawsze, tym boleśniej jeśli mamy rację i jesteśmy skuteczni zagrażając systemowi, raczej wcześniej niż później zetkniemy się z prawdziwą kampanią nienawiści i dyskredytacji. Wyciągnięte zostaną wszystkie nasze osobiste problemy, od rodzinnych po finansowe, dotrze się do miejsc, w których byliśmy zatrudniani. Mam wcale pokaźną, poglądową kolekcję wpisów, które szkalowały mnie w sposób niewybredny, ale i mający pozory obywatelskiej troski. Określenia pieniacz i szkodnik są tu najłagodniejszymi. Krytykuje się wtedy wszystko, od ubioru, po fryzurę. Od intelektu, po życie prywatne. Zawsze anonimowo, zawsze totalnie, gdzie tylko się da. I, rzecz jasna, nigdy nie pochodzi to od władzy, a zawsze stoją za tym „troskliwi”, „kochający miasto”, „mieszkańcy”. Rzecz w tym, że posiadam dowody na to, że za tymi działaniami stoją także urzędnicy miejscy. Przyjdzie zapewne czas, aby się nimi posłużyć.

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Kiedy okaże się, że jesteśmy odporni na środki konwencjonalne, tak jak w moim przypadku może dojść do prób mediacji. Moja rada w takim przypadku – jeśli naprawdę nie chodzi nam o osobiste korzyści, ale o dobro wspólne, natychmiast odetnijmy się od wszelkich takich prób. Ja zrobiłem to podczas konferencji prasowej, składając odpowiednie oświadczenie. Warto dodać, że w tym samym czasie ukazały się na forach, jak zawsze „merytoryczne” komentarze sugerujące, że jestem człowiekiem Urzędu Miejskiego, wynagradzanym za to, żeby udawać opozycję i przeszkadzać tej prawdziwej. Absurdalny akt rozpaczy, najlepiej pokazujący bezsilność systemu w podobnych przypadkach, ale również to, że może się on posunąć do każdej niegodziwości. Nie może to dziwić, ludzie którzy za tym stoją mają do stracenia dosłownie wszystko.

Jak w ogóle odnosi się władza do pytań i kontroli obywatelskiej?

Władza do wszelkich pytań odnosi się nieufnie. Na większość rzecz jasna odpowiada, często stosując różne fortele, wybiegi, zabiegi retoryczne. Odpowiada, bo musi ale najczęściej wolałaby tego uniknąć. Najważniejszą kwestią jest tu postawienie odpowiednich pytań. Muszą dotykać sedna, muszą być jak najbardziej konkretne, muszą być wnikliwe. Pamiętajmy, że zawsze można dopytać. Pamiętajmy również, że o te same rzeczy można pytać w różnych instytucjach i na różnych szczeblach. Porównujmy dane, sprawdzajmy nieścisłości, weryfikujmy wątpliwości. Sparafrazuję tu znane powiedzenie twierdząc, że prawdziwa cnota pytań się nie boi. Tego się trzymajmy.

2 Comments on "Wywiad dla Stowarzyszenia Sieć Obywatelska – Watchdog Polska"

  1. Gratulacje

  2. „…Tu nie będzie raczej spektakularnych zwrotów, otrąbionych zwycięstw i ogólnej wdzięczności. ..”
    Nie wiem , nie wiem…
    Władza nas traktuje jakby każdy obywatel tego miasta to był „TRĄBA” jakiś.
    Dlatego przed wyborami będzie „iskrzyć” (nie przymierzając) jak fajerwerki .
    A po wyborach na tych trąbach zagramy…
    Potem grill…
    G.P.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*