Za 2 lata wybory! Czy Frankiewicz zawalczy i kto przeciw niemu?

25 komentarzy

Zaczynają się ju rozmowy o tym, czy Zygmunt Frankiewicz wystartuje w kolejnych wyborach. Np. Przemysław Jedlecki (http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,20688460,czterej-prezydenci-nie-wystartuja-w-wyborach-w-miastach-aglomeracji.html) typuje 50 na 50 procent. Ja już od końca poprzedniego roku obstawiam 75% na to, że do kolejnych wyborów już nie przystąpi.

Dlaczego? Kończy realizację swoich długofalowych planów i zamyka pewną epokę. Od tego i następnego roku Gliwice zaczynają wchodzić w dekady spłacania tych rozbuchanych inwestycji. I żadne zaklęcia tego nie zmienią. Nie sądzę, żeby Zygmunt Frankiewicz chciał skojarzyć swoje nazwisko z recesją. Chce odejść z etykietką ekonomicznego cudotwórcy  i zapewne tak właśnie zrobi. Nie będzie już wielkich inwestycji w najbliższym czasie a przyszłość pokaże ile prawdy było w zapewnieniach jego i jego ekipy co do koniunktury związanej z Halą Gliwice.

 

Da się wybrać?

 

Obstawiam, że Zygmunt Frankiewicz do wyborów nie przystąpi a już w styczniu tego roku w rozmowie z red. Markiem Morawiakiem obstawiałem, że naturalnym jego (i automatycznie jego ugrupowania) kandydatem będzie ktoś z Nowoczesnej. Podałem wtedy nawet nazwisko kandydatki – bo będzie to kobieta – wskazując Martę Golbik.  Posłanka Nowoczesnej przebojem weszła w dużą politykę i mimo wielu niechętnych głosów radzi sobie całkiem dobrze w plejadzie wątpliwych gwiazd swojego ugrupowania. Nie przebija się tak często w mediach, ale wydaje mi się właśnie, że jej cel jest zgoła inny – mocno regionalny. I naprawdę może nim być prezydentura w Gliwicach. To pokerowe zagranie obozu Frankiewicza jest wielce prawdopodobne.On sam z Martą Golbik lubi się pokazywać. Już kilka lat temu, zaraz po objęciu funkcji zastępcy prezydenta przez Krystiana Tomalę. jego właśnie wskazywałem jako potencjalnego następcę Frankiewicza. I chyba takim był. Sądzę jednak, że zawiódł po prostu pokładane w nim nadzieje. Choć jego kandydatury całkowicie nie wykluczam.

Co by nie mówić, ewentualne zwycięstwo Marty Globik lub Krystiana Tomali z całą pewnością utrzymałoby w większości obecne stany posiadania i żadnej rewolucji w formacjach władzy nie przyniosłoby. Warto jednak także wymienić w gronie ewentualnych następców Frankiewicza jeszcze jedno nazwisko – Marka Pszonaka. Przewodniczący Rady Miasta posiada cechy, które mogą mu zjednać wielu zwolenników w różnych wyborczych niszach. Od wielu lat jest ścisłym współpracownikiem Zygmunta Frankiewicza. Mimo tego, z jego ewentualnym wyborczym zwycięstwem łączę pewne nadzieje na pozytywne zmiany. Za wcześnie jednak o tym mówić.

Kandydatura Piotra Wieczorka to po prostu niewczesny żart. Zostawię zatem ten temat – na żarty jakoś nie mam w tej chwili ochoty.

 

Kto stanie w szranki?

 

Już to pytanie obnaża isotę „glwickiego syndromu”. Zygmunt Frankiewicz w lokalnym wydaniu powielił bowiem powszechnie obowiązujący schemat. Każda idąca w dekady władza naturalnie krzepnie, utwardza struktury i buduje sieci powiązań, z każdym rokiem utrudniające przeprowadzenie oddolnych zmian demokratycznymi metodami. Słabość opozycji postępuje wraz z kolejnymi wyborczymi (czy referendalnymi porażkami). Przeciwnicy hermetycznego i calkowicie samowystarczalnego układu władzy nie za bardzo mają jak się mu przeciwstawić. Są słabsi ekonomicznie, logistycznie, w zasadzie w każdej przestrzeni. I nie jest to bynajmniej słabość merytoryczna, ideowa, czy energetyczna. Wybory ostatnich lat dawno przestały być merytoryczne. Mantrę że takie są lub powinny być po prostu powtarza się i podaje do wierzenia w okresie wyborczym. Decyduje zalew informacji podanych w ostatnim okresie, tysiące plakatów, lokale, autobusy cała przestrzeń miejska do dyspozycji. Jeden z donatorów kampanii wyborczej takiego układu władzy może wpłacić na konto kampanii więcej niż ja zebrałem od wszystkich darczyńców na swoją. Trudno to zmienić.

A zatem nie ma szans? Oczywiście że są, ale kanydaci powinni być  szczególnie dobrze wybrani.  I tacy w Gliwicach oczywiście by się znaleźli.  Spróbuję ich wskazać poniżej.

 

Starzy rycerze nie powrócą?

 

Najpoważniejszym do tej pory przeciwnikiem Zygmunta Frankiewicza był Zbigniew Wygoda. Naprawdę niewiele mu brakło do sukcesu, mimo dość spektakularnie przegranej drugiej tury wyborów. Niosła go popularność PO i poważne wsparcie ze strony części lokalnego biznesu. To dletego Wygoda był wściekle atakowany i przeciw niemu i jego zwolennikom rozkręcono wyjątkowo brudną kampanię medialną z Gazetą Polską i rzecznikiem magistratu w tle. Zajadłość tej akcji daje wyobrażenie tego, jak bardzo obawiano się Wygody. Jeśli mielibyśmy wskazać autorytety „gotowe do użytku”, Zbigniew Wygoda z całą pewnością mógłby pokusić się o wyborczy triumf. Jest w stanie ponownie zgromadzić liczący się elektorat. Może nie wygrałby z samym Frankiewiczem, ale z jego kanydatem prawie na pewno. Inna sprawa, że można sobie wyobrazić, że sam Zbigniew Wygoda stałby się kandydatem Zygmunta Frankiewicza. Zawieszenie broni między nimi najwyraźniej ma trwały charakter.

Czy jednak Wygoda zechciałby podjąć się takiej roli? Bardzo wątpliwe, choć niewykluczone… Mimo wszystko.

 

Młodzi fajterzy?

 

Wyobrażam sobie zakończoną sukcesem kampanię wyborczą Dominika Dragona. Ten wciąż jeszcze młody, ale już doświadczony radny, wielokrotnie pokazał już że może postawić się nie tylko obecnej władzy, ale czasem i partyjnym kolegom, głosując zgodnie ze swoim sumieniem. Wciąż jest w stanie uruchomić młody, nieczynny w dużej części elektorat. Sądzę też, że swoją postawą zdobył wielu zwolenników w innych grupach. Z całą pewnością znany jest w swoim okręgu wyborczym. Musiałby jednak swój przyszły triumf zacząć budować od teraz. Czy chce? Czy potrafiłby przyjąc taką propozycję? Czy znajdą się osoby potrafiąc go realnie wesprzeć? Dopiero odpowiedź, dodajmy bardzo szybka odpowiedź na te pytania wskaże, czy można tę kandydaturę brać pod uwagę.

 

Jest czarny koń?

 

Napiszę coś, co być może zaskoczy wielu. Jeśli kazano by mi natychmiast wskazać człowieka, wokół którego można budować prezydenckie plany, wskazałbym Andrzeja Potockiego. Bez wahania. Mądry człowiek, obyty w polityce na europejskim szczeblu, doświadczony pod każdym względem i do tej pory gliwiczanin. Bardzo dojrzał, a jego publiczne wypowiedzi są przemyślane, efektowne i często głębokie. Wierzę, że wciąż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Kiedy zaangażował się w kampanię do Parlamentu Europejskiego, pożałowałem że tak dużo energii stracił na tej politycznej wojnie. Chyba szkoda. Czasem myślę, że ten stary lis wiedział, że jeszcze nie pora. Jeśli zechciałby spróbować podjąć się takiej kampanii, stanowiłby jedną z najciekawszych alternatyw dla ekipy Zygmunta Frankiewicza. Kto wie, może…
 

PiS i cała reszta?

 

Krótko… Jeśli chodzi o Prawo i Sprawiedliwość, nie dostrzegam po tej stronie żadnego poważnego kandydata na funkcję prezydenta miasta. Być może na razie, choć nie wierzę w cudowną polityczną ewolucję żadnej z czołowych gadających głów tej partii. Tych wiecznie milczących tym bardziej.

 Inni kandydaci, nazwijmy ich niezależnymi, mogą jedynie pomarzyć o realnej kampanii wyborczej. Bez finansowego i logistycznego wsparcia nie są w stanie przebić się ze swoim przekazem do wyborców, choćby ten był najlepszy z możliwych.

A zatem możliwe scenariusze. Jeśli Zygmunt Frankiewicz przystąpi do wyborów – wygra je jeszcze raz i zostanie odwołany w trakcie kadencji w wyniku kolejnego, tym razem udanego referendum. Jeśli Zygmunt Frankiewicz wystawi którąś z wymienionych kandydatur a nie zostanie spełniony podstawowy ekonomiczny warunek realnego wsparcia kontrkandydata – jego kandydat wygra.

Największe realne szanse na wyborcze zwycięstwo (oczywiście gdyby stanęli w szranki) mają w kolejności: Zbigniew Wygoda – minimalnie z przodu i po równo Dominik Dragon (namawiałbym go szczególnie do przerwania pewnego impasu wokół jego osoby – ma realne szanse ostać się po zdemolowanej gliwickiej Platformie)  i Andrzej Potocki. Warunki, aby tak mogło się stać: realne wsparcie finansowe, rozpoczęcie pracy wyborczej już teraz, szeroki sojusz środowisk niechętnych obecnej ekipie. I, co najważniejsze, gotowość do kontynuowania projektu w wypadku jeszcze jednej porażki. Podstawowym powodem wszystkich kolejnych klęsk gliwickiej opozycji był brak ciągłości pracy i idące w lata podnoszenie się po każdej kolejnej porażce. A polityka jest domeną cierpliwych.

Dariusz Jezierski

25 Comments on "Za 2 lata wybory! Czy Frankiewicz zawalczy i kto przeciw niemu?"

  1. Na szczęście przepowiednie redaktora się nie sprawdzaja, więc Gliwiczanom prezydentura pani Golbik nie grozi.

    Sukcesja na gliwickim tronie jest już ustalona i posadzą na nim Budke. Gwarantuje zachowanie status quo, a to dla sitwy rzecz najważniejsza.

    Zabawny jest ten fragment publikacj:

    "Najpoważniejszym do tej pory przeciwnikiem Zygmunta Frankiewicza był Zbigniew Wygoda. Naprawdę niewiele mu brakło do sukcesu, mimo dość spektakularnie przegranej drugiej tury wyborów. Niosła go popularność PO i poważne wsparcie ze strony części lokalnego biznesu."

    – rzeczywiście niewiele mu brakowało, bo jedynie poparcia własnej partii.

     

  2. Frankiewicz przed kazdymi wyborami robi takie zmylki. Na 100% wystartuje w wyborach, chyba ze sejm uchwali kadencyjnosc i ktos taki jak Frankiewicz, ktory rzadzi 25 lat nie bedzie juz mogl kandydowac. Natomiast jedynym sensownym kandydatem na prezydenta Gliwic bylby prof. Andrzej Karbownik, byly rektor. Wystarczy spojrzec jak Politechnika teraz wyglada. Jedyne miejsce w Gliwicach, gdzie mozna mile spedzic czas.

    • Tak nisko w rankingach Politechnika jeszcze nigdy w swojej histori nie była. Wynika z nich, że uczą tam coraz mniej, więc faktycznie zaczyna to być miejsce, w którym można bezstresowo i mile spędzać czas.

    • Aleksander Chłopek | 3 października 2016 at 7:55 pm | Odpowiedz

      "Wystarczy spojrzeć, jak politechnika wygląda"

      A Politechnika ma wyglądać – czy uczyć?!

      • I jedno, i drugie Panie Pośle. To są obiekty użyteczności publicznej. To są funkcje miastotwórcze uczelni w każdym możliwym wymiarze. Od wymiaru przestrzennego, poprzez tworzenie elity społeczej, po symboliczny (wszak to uczelnia publiczna). 

  3. Frankiewicz juz zaczal kampanie wyborcza i jak zwykle podaje nieprawde, ze jest profesorem!

    http://parafiawojskowagliwice.pl/obchody-swieta-wojska-polskiego-i-uroczystosci-wniebowziecia-nmp-w-garnizonie-gliwice/

    Frankiewicz jest zaledwie zwyklym adiunktem, co latwo sprawdzic na stronie internetowej politechniki.

  4. można to było napisać jeszcze krócej: jeśli prezydentem zostanie pomazaniec obecnie rządzącej ekipy, to nic się nie zmieni. równie dobrze prezydentem może być rybka akwaryjna lub pokemon, ba! nawej mój przeznaczony do wyrzucenia but. każdy taki następca będzie pacynką w rękach zakonserwowanych wiceprezydentów i plejady orbitujących wokół ludzi z budowanego od lat układu finansowego. a już kobieta w iście patriarchalnej strukturze UM, to jak kobieta w Kościele Katolickim.

    nic dziwnego, że coraz częściej słyszę o rosnącej determiinacji w poszukiwaniu atrakcyjnych adresów daleko od Gliwic. kiedyś uciekali młodzi, a dziś nawet 50-latkowie. i to uznaję za największy sukces Frankiewicza i jego wyznawców.

  5. i jeszcze coś. w Katowicach ruchy miejskie, społecznicy i politycy Nowoczesnej, PO i RAŚ tworzą koalicję przeciw prezydentowi Krupie, pomazańcowi Uszoka. twierdzą, że Katowice są w kryzysie i radzą, jak mu zapobiegać. przygladając się Katowicom z gliwickiej perspektywy, to brzmi jak absurd i majaczenia frustratów, którym nigdy nic się nie podoba. a jednak…

    tak się zastanawiam… jak ktokolwiek w Nowoczesnej może być zauroczony Frankiewiczem, który od Uszoka, czy obecnie Krupy niewiele się różni. są konserwatystami i technokratami, którzy pod rączkę chodzą z klerem i najlepiej dogadują się z PiS, tyle że katowiczanie okazali się znacznie bardziej otwarci na Europę i Świat. czy Golbik i Kobyliński dziś zaczną namawiać Frankiewicza do finansowania In Vitro dla gliwiczan? już się śmieję… ale może GTW odda prezydencki fotel PiS, np. za uratowanie przed likwidacją kopalni Sośnica? to wbrew rozsądkowi, ale miasto nie straci tłustych podatków i słupka z niskim bezrobociem. no i można by się dogadać, żeby wszystkie wojewódzkie (a może nawet krajowe) imprezy PiS odbywały się w Hali Mauzoleum. 

    tymczasem w Gliwicach pełnia szczęścia i zadowolenia. sukces goni sukces, wręcz jeden za drugim spada na gliwiczan jak z taśmociągu, więc mieszkańcy nie mają innego wyjścia, niż namawiać swojego Uszoka… tfu! Frankiewicza, by ponownie kandydował i jak dobry ojciec opiekował się dalszym wzrostem dobrobytu i, choć to wydaje się już niemożliwe, to jednak coraz pięknięjszym miastem niezliczonych wydarzeń kulturalnych na najwyższym, europejskim poziomie, z nowopowstającymi muzeami i akwariami oraz konferencjami o najwyższej światowej randze.

    aż chce się powiedzieć – trawestując tytuł filmu Koterskiego – gliwiczanie są jacyś inni.

  6. Do Autora:

    Nie mam zamiaru polemizować z publicystycznymi tezami tego wpisu, ale chciałbym się upomnieć o fakty.

    We wstępie pada stwierdzenie o braku wielkich inwestycji w najbliższym czasie. Czy planowane budowa szpitala oraz centrum przesiadkowe to nie są wielkie inwestycje? Pewnie nie wymieniam tu jeszcze innych, które mogłyby się kwalifikować, ale o tych akurat można się z łatwością dowiedzieć.

    • Słowo „planowane” o zupełnie inna kategoria niż „będzie”. Szpital to nie Hala (o wielkości środków mówię). Interesujące, że ekipa, która go chce budować wyśmiewała ten pomysł. Przypomnę, że po raz pierwszy znalazł się w moim programie wyborczym, jakkolwiek to dla niektórych nieprzyjemne 😉

  7. ani słowa o mnie :p 

     

     

    • Póki co 🙂

    • o! a "ejdetyczny Polak" już dokądś wystartował, czy ciągle spala się w blokach na zachwytach nad nieskończoną nową elewacją UM, której prawdziwą kropką nad i będzie dopiero frontowy badziew i iluminacja całego gmachu? o ile pamiętam, to wyścig do mandatu radnego skończył się uwięzieniem na starcie. ale to nic, casus Kobylińskiego pokazuje, że można sromotnie przerżnąć w wyborach do RM, a wygrać mandat do Sejmu. trzeba tylko mieć fundusz na "jedynkę" i okazję zadeklarowania miłości do jakiegoś antyeuropejskiego nacjonalisty. jak było widać, jest w Gliwicach ok. czterdzieści tys. podobnych, czynnych wyborczo, kretynów, którzy chętnie zagłosują na Polskę, tylko dla Polaków. może nawet "ejdetycznych". a wracając do typów autora, który stawia na panią Golbik, dlaczego w jego rankingu fatalnych kandydatów brak Miłosza Wolańskiego? przecież to aż dwójka na gliwickiej liście "Nowoczesnej", która, jak coraz częściej widać i słychać, nowoczesną mogła być najwyżej dekadę temu. pan Wolański od lat jest cichą, ale wpływową i lojalną osobistością tajemnego życia gliwickich "elit". dziwne, że dotąd nie wypłynął na szerokie wody, bo ambicje ma i jest bardzo podobny w działaniu do Frankiewicza. być może hamują go wspomnienia ciągle żyjących znajomych z czasów skinheadowskich rozrób, a może wyniesiona z domu skromność. ale jeżeli pani Golbik może, to Petros też, a Miłosz jeszcze bardziej. 

      w końcu Gliwice, to tylko skansen przedwojennego wodewilu nacjonalistów, tu każdy, kto jest dostatecznie wsteczny wobec tego, w którym kierunku rozwija się Europa, znajdzie poklask. żadnych uchodzców? TAK! ruskich z trzeciego pokolenia Polaków z azjatyckich stepów, którym tylko MOPS da szansę na przeżycie? TAK!

      dlatego Dolina Krzemowa jest w multikulturowej Ameryce, a w Gliwicach jedynie polska nieudolna podróbka chińskich fabryk badziewia, na które już nawet nie stać Polaków, więc patriotyczną dzianinę kupują w Indiach i Bangladeszu. swoją drogą, gdzie jest produkowane badziewie, którym handluje, z zasady ultrapatriotyczne stowarzyszenie Piast, którego hojnym donatorem jest miejski budżet? czyli ja, Petros, Darek… pytał nas ktoś, czy chcemy finansować zawodowy klub piłkarski? klub, który po sezonie liderowania nie zdobył mistrzostwa w Ekstraklasie, bo jak powszechnie twierdzili kibice, a w kuluarach działacze, nie mógł, bo Legia miała jubileusz i to by głupio wyglądało? Miasto finansuje i akceptuje wałki? bo wiceprezydent ma pierdolca na punkcie piłki nożnej?

      PiS też ma korzyść ze stadionowych mentów. a armia dojących Miasto, w razie konieczności, wybierze jakiegoś Miśkiewicza. lista jest długa. ale może się znacząco skrócić, jeśli i do Gliwic szybko dotrze afera reprywatyzacyjna kamienic, do których dzisiejsi właściciele nie mają żadnych praw. 

      miało być krótko, a wyszło jak zwykle. ale zrozumcie, chłopaki, wkurw na ten opolski chlew mam od lat i tylko patrzę, kiedy do lekarza  w Gliwicach przyjedzie Ziobro i poprosi o czopek. a wtedy lekarz zapyta: jaki? na to Ziobro: może być.

      • Stawiam na Tolka Banana. Jedynie. „Typy”, o których wspominasz, dotyczą jedynie tego, jakich kandydatów wysunąć może ZF i jego przeciwnicy (ewentualni, bo zaczynam myśleć, że po prostu ZF ich nie ma) 🙂 Tyle w temacie „stawiania na…”

        • Gliwicami rządzi Politechnika Śl, która nie ma dobrej renomy, ale ma "wybitnych" samorządowców. jeżeli kandydat PO na prezydenta twierdzi, że Frankiewicz jest dobrym prezydentem, to można się zastanawiać, w jakim stanie umysłu byli jego (Budki) wyborcy. przez 25 lat obecna ekipa zbudowała i ciągle rozbudowuje miasto tylko dla kierowców i to się najwyraźniej podoba. po co i jak z tym walczyć? ewentualnym chętnym łatwiej zmienić miasto, na takie, w którym myślą kategoriami XXI wieku, a nie spełniają marzenia z lat 60-tych ub. wieku. niestety nikt z wymienionych, a nawet siebie podpowiadających, nie rokuje przewietrzenia zatęchłych mózgownic.

  8. Aleksander Chłopek | 3 października 2016 at 8:05 pm | Odpowiedz

    " Najpoważniejszym do tej pory przeciwnikiem Zygmunta Frankiewicza był Zbigniew Wygoda"

    Pan tak na serio?!

    Z zainteresowaniem czytam Pańskie teksty i je cenię, mimo odmiennego zdania w wielu kwestiach.

    Ale czasem potrafi Pan "pojechać po bandzie" – Andrzej Potocki?!

    Pozdrawiam.

    • Panie Aleksandrze, jesteśmy obaj w tym szczęśliwym położeniu, że szanujemy się nawzajem a co więcej, potrafimy szanować swoich adwersarzy, choć to cecha coraz rzadsza, niestety. Jak Pan doskonale wie, doceniałem i Pana wynik wyborczy. Faktem jest jednak, że to właśnie Zbigniew Wygoda znalazł się z ZF w drugiej turze i wyborcza arytmetyka jest tu nieubłagana. 

      Przyznam też, że cenię i lubię Andrzeja Potockiego. Śmiem twierdzić, że byłby dobrym prezydentem, a już zastępcą na pewno. 

      A co do tekstu, sam Pan zapewne wie, że tego typu materiały mają przede wszystkim sprowokować dyskusję. Temu poniekąd się to udało. Bo pora już najwyższa i zaczynam się obawiać, że jak zwykle zaczniemy się wszyscy ruszać jak postawią urny 😉

      Serdeczności, Panie Aleksandrze

      • " Faktem jest jednak, że to właśnie Zbigniew Wygoda znalazł się z ZF w drugiej turze i wyborcza arytmetyka jest tu nieubłagana."

        Arytmetyka (przewaga 700 głosów) czy piąta kolumna w moim sztabie wyborczym?  Przecież Pan o tym wie.

        Ale ja nie o sobie – najpoważniejszym konkurentem w dotychczasowych wyborach prezydenckich w Gliwicach był dla Z. Frankiewicza S. Ogryzek.

        W szczytowej swej popularności A. Potocki w 2002 roku miał – mimo aktywnej kampanii i poparciu mediów – wynik prawie trzykrotnie niższy ode mnie. W każdych wyborach (trzykrotnie) prezydenckich byłem na "pudle". A "demokratyczne" utrudnianie mi kampanii to już legenda – jak dyskusja 3-godzinna w Radiu Plus o ….23.00 do drugiej w nocy i niepowtórzona mimo moich próśb w następnych dniach w czasie rzeczywistej słuchalności. A dyskusja była obustronnie na dobrym poziomie i tylko ja z kandydatów podjąłem się dyskusji z Frankiewiczem. Uzyskałem w tamtych wyborach 2006 prawie 27 % poparcie.

        Tak, szanujemy się i lubimy, potwierdzam, to wartość!

         

        • To co Pan pisze, to niestety wszystko prawda. O Ogryzku nawet wspominać nie było sensu. Raz, że to było „na wejściu”: Frankiewicza, a dwa, że zarówno on jak i jego formacja, to póki co historia. Lewica na razie może co najwyżej pomóc któremuś z kandydatów, choć z racji mentalności gliwiczan, ta „pomoc” może być dyskusyjna.

          Co do „piątej kolumny” zgoda! Pamięta Pan, co pisał Satyr o jednym z frontmanów Pana kampanii. Wtedy dopiero zaczynał pod Pana skrzydłami. Miał rację Satyr 🙂

          Pozdrawiam 🙂

          • Satyr? Nie pamiętam, proszę mi przesłać link, chętnie sprawdzę, na ile miał już wtedy rację.

            Jak pisze Zb. Wygoda, są w naszym mieście "..konstelacje, o których w sposób otwarty mówić nie wypada czy wręcz się nie powinno".

            Pan ripostuje, że trzeba mówić! I słusznie. Ja jestem tego samego zdania.

            Albo znajdzie się kandydat z poza systemu uzależnień, odważny, zrywający z dotychczasowym "układem", albo nie warto się w ogóle wyborami prezydenckimi interesować.

            Ale o tym więcej za parę dni. Pozdrawiam

            • Nie podeślę, no telewizja itv (Jarka Sołtyska) w której to publikowałem (nikt mnie wtedy nie rozpoznał) cykl Okiem Satyra już nie istnieje. W komentarzach dyskutowaliśmy czasem i tam napisałem, że Jarosław Wieczorek kiedyś pomoże Panu odejść szybciej, niż Pan by chciał. Wyczułem w nim wtedy ogromny pęd do kariery i tu się nie pomyliłem. Jak tam było, za kulisami, wiecie tylko wy dwaj. 

              Obawiam się, że kandydat zrywający z całym układem jest utopią. Po prostu na własnej skórze przerobiłem, jak trudno zrobić cokolwiek naprawdę samemu, opierając się na dobrowolnych datkach osób prawych ale najczęściej nieposażnych. Obywatele śpią, przekonani przez kilkanaście lat, że nic się nie da. Proszę zauważyć, że każdy kandydat partyjny już jest w układzie. Problem polega na tym, że układy są – niestety – dziećmi polityki 🙂

              Ja się nie układam i jestem z tego dumny. Dlatego właśnie pozostaje mi teatr i zagraniczne wojaże. Że muszę to robić dla chleba, nie mogąc u siebie – skandal. Ale… ma to swoje plusy 🙂

              • "Jak tam było, za kulisami, wiecie tylko wy dwaj."

                Przecież to jest tajemnica poliszynela, wiedzą wszyscy, którzy chcą wiedzieć. Pisałem o tym w tekstach "PiS po Smoleńsku", "Zwierzenia rebelianta" i innych. A Protokół można przeczyatć na 1 stronie mojej strony internetowej; http://www.aleksander-chlopek.pl 

                O wyborach 2010 przegranych przeze mnie 700 głosami rzetelny kronikarz powinien pamiętać o Komitecie Wyborczym żony p. Pieczyraka, na której wyborczych spotkaniach życzliwie uczestniczyli prominentni członkowie PiS, skutecznie dezinformując opinię, kto właściwie jest kandydatem tej partii w Gliwicach.

                Wiem, że być niezależnym, by zerwać układy, to najczęściej samobójcza śmierć polityczna (mój przypadek), ale inaczej nie ma sensu, trzeba próbować, czasem się udaje.

    • szydera z kandydatury Potockiego jest tak oczywista, jak dzień i noc w Gliwicach. ale wymienienie Chłopka, byłoby taką samą, jeśli nie boleśniejszą kpinką, bo pan już stawał do boju. osobiście podtrzymuję kandydaturę buta i będę do niej zachęcał. są społeczności, którym z powodzeniem przewodzą koty, czy psy, które nie kosztują podatników absurdalnych pensji za służbę mieszkańcom, nie zasiadają w zarządach i radach nadzorczych, ani nie wymagają wypasionych samochodów, a co najważniejsze, nie są zdolne do korupcji. ale jeśli mamy się bawić w chów wsobny, który jak wiadomo prowadzi do patologii, to rzeczywiście można ułożyć całą paletę osobliwości. pan Tovmasyan może dobrze rokować. ma doświadczenie w tylu gremiach… doświadczona na niejednym polu pani Caban, że o pani Jajszczok nie zapominajmy, a może pan Nowak? ten słynny, były dowódca straży miejskiej, dziś dyrektor jakichś kolarzy, którzy podobno pedałują po laury dla miasta, bezskutecznie? przecież takich kandydatów jest od groma, co nie może dziwić w mieście dynamicznego rozwoju. jest też "nowa krew": Morawiak, kibice Piasta, niby Nowocześni… i plejada wygłodniałych znajomych desantu opolskiego, którym posiłkują się Gliwice. trzeba tylko bacznie weryfikować ich pochodzenie, narodowość, sympatie polityczne i zamiary. żeby nam tu przypadkiem nie zrobili jakiejś autonomii, albo gorzej. tu na pewno zgodzi się ze mną reasuma, monitorująca, jak szpieg wszystko, ale się nie angażująca. Paweł (bo widzę, że jest z reasumą po imieniu), w 2006 wypowiedział się pozytywnie o autonomii Śląska, ale po pięciu latach, doprecyzował dla udręczonych narodowców polskich, że to był żart. pewnie wie, że Paweł po rozpadzie grupy Hak kolaborował artystycznie z Rosjaninem w grupie Aya Red Love, od której rozpoczęła się prawdziwa kariera Pawła. później była grupa Piersi, której teksty bez ogródek piętnowały polską tradycję i religijność. aż tu nagle oponka pękła! i się Paweł wyswobodził. i zaczął grać Wałęsę na bramach kopalni na Śląsku, który go chój obchodzi, bo teraz, kiedy się waży los tych zdechlaków, nie ma tu ani Pawła, ani Zygmunta, który radośnie pierdolił o świetnej kondycji kopalni Sośnica. o której to kondycji, pan Chłopek, szczerze nie wypowie się nigdy, chociaż są powszechnie dostępne dane o tym, jak ta kopalnia niszczy nasz Naród. 

      ale jedno w pana wcześniejszej wypowiedzi bardzo mnie zaintrygowało, to pytanie: "A Politechnika ma wyglądać – czy uczyć?". tylko teraz nie wiem, czy jest pan bardziej zachwycony, czy zbrzydzony nowymi budynkami P.Śl. – czy poziomem nauczania na niej? kiedy odpowiedź?

      • Z zewnątrz bardzo ładnie.

        Poziom już nie ten, co za dawnych "lwowskich" czasów.

        Ale to nie tylko przypadek Politechniki – generalnie uczelni wyższych w Polsce. Moja Jagiellonka też fatalnie.

        Reforma oświaty i obnizenie poziomu nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych  i tzw pójście na ilość studiujących "wymusiły" mierny poziom.

        Dlaczego miałbym się nie wypowiedzieć o kopalni Sośnica szczerze?

         

      • "…wymienienie Chłopka, byłoby taką samą, jeśli nie boleśniejszą kpinką,"

        Myślę, że z niewiedzy Pan mnie usiłuje obrazić.

        Andrzej Potocki (osobiście Go lubię) konkurował ze mną w wyborach prezydenckich w 2002 roku, gdy był bardzo znaną twarzą medialną Unii W. Próbowałem wówczas stworzyć koalicję (z Potockim, Sarre, Raweckim – wszyscy kandydowali),ale nikt nie chciał się zgodzić, przekonany o własnej sile i popularności. A. Folwarczny na moją propozycję odpowiedział krótko, z uśmiechem wyrozumiałości; Panie Aleksandrze, przecież A. Potockiego wszyscy znają, jest najbardziej rozpoznawalnym kandydatem.

        Cała w.w. trójka łącznie miała wynik zbliżony do mojego, czyli ok. 10 %. Gdybyśmy stworzyli koalicję, gdyby byli mniej zarozumiali i bardziej racjonalnie oceniali swe niewielkie możliwości, to nie Ogryzek walczyłby z Frankiewiczem w drugiej turze. Wtedy, w 2002 roku.

        W prawdziwie demokratycznych wyborach wygrałbym każde starcie prezydenckie, także z Z. Frankiewiczem. W prawdziwie – ale nie w istniejącym w Gliwicach układzie.

        Ale to już było, polityka za mną.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*