… zakupy …

… więc dobra, niech będzie, jak rozpusta, to rozpusta. Więc na tego Wieczorka do tej „Kawki”, którą już lubię, choć na Plebańskiej lubiłem bardziej. I do tej półki na lewo, którą znam i wiem co na niej jest. I tylko kawka – przed czy po. Lepiej przed a może jednak po. Po będzie lepiej. Wieszam laseczkę i nura w to na tych półkach. Nogi wysiadają, krzesełko trzeba przynieść. Ruchu nie ma, mogę się rozsiąść. Tak lepiej i wygodniej. Grzebię w tym co na półkach, wyciągam, do środka zaglądam, na kupkę kładę obok krzesełka, z kupki z powrotem na półkę – bez przesady wszystkiego nie wezmę, nie kupię. Więc na półkę, ale zaraz z półki to samo na kupkę, bo może jednak – coś tam o tym czytałem, więc może jednak warto, na cenę patrzę, kupkę sumuję – coś tak z 95 zł, więc dupy nie urywa, więc jeszcze do przyjęcia, wrzasku w domu nie będzie jeszcze. I znów nura na półkę, to, to, i tamto – kupka rośnie, koszt też, ale ten drugi za szybko. Sumuję – 250 – nie do przyjęcia. Drogo, kurwa drogo. Nie da rady – miałem tylko po chleb, taki na kapuście, bo taki na tym Placu Mickiewicza sprzedają i ciastka jakie ze cztery, bo sobota jutro i niedziela potem, więc i chlebek i ciastka nie z TESCO, a trochę lepsze, a tu na tym placu dobre. Ale zaraz tam obok tego Mickiewicza Wieczorka jest i ta „Kawka”, więc aż się prosi żeby zajrzeć, „tak po drodze”, skoro już, kuknąć tylko, no może mała kawka i bez zakupów, b e z  z a k u p ó w … No to już tam wlazłem, do tej „Kawki”, no …

…no to trzeba z tej kupki coś ująć, coś „zurück na półka” – ale co … potem się wybierze – wpadam na genialną myśl – i buszuję dalej, a kupka rośnie, jej cena też … …zrobię sobie przerwę, potem się wybierze … więc do tej lady i po tę kawusię z cukrem ale bez mleczka i jeszcze z sympatyczną kobitką pogadać co kawusię serwuje, tak o wszystkim i o niczym, tak jak zawsze … i znowu ta kupka … po tej kawusi jakby bardziej przyjazna, może bardziej dostępna, ale za duża i tak … wiec trzeba co ująć, przekopać … to – może kiedy indziej, to – zostawię, o tym – marzyłem, tu – Kamusella koniecznie, „Niemieckiego Polloka ze Śląska” – to jasne, chciałem go od dawna, „Synek z familoka” Pierończyka – nie odpuszczę, i to, i to – przecie koniecznie trzeba … i jeszcze ten Lubina dwa tomiki wierszy – już dawno chciałem, bo to belfer jak ja, więc od dawna, a tu jeszcze Jego „Mimry z mamrami” z tymi ilustracjami Chudego, które tak lubię … tę biorę do ręki od razu, bom się z tymi „mamrami” na IP zetknął już, a tu w całości wiec z tym Hankiem zapoznać się trzeba, z tą jego życiową filozofią … więc kilka stron od razu, na gorąco, na miejscu … i już wiem – „mój ci on” …

… komórka dzwoni, żona niespokojna, czemu tak długo i czy kupiłem i kiedy wracam … wiec nie ma czasu na wybieranie, na sznupanie w tej kupie …

… biorę wszystko, całą kupkę, raz się żyje …

… 328 złotych …

… będzie larmo …

… chlebek kupiłem, na kapuście i cztery ciastka też …

… 22 złote – drogo …

                                                                                                                        Gleiwitzer49

Be the first to comment on "… zakupy …"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*