Zameczek Leśny – UWAGA! BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM

Gazeta Wyborcza zajęła się właśnie pomnikiem gliwickiej gospodarności, zatem warto przypomnieć tekst jednego z Czytelników:

UWAGA !

BUDYNEK GROZI

ZAWALENIEM

CIMG0059

 

Z daleka są dobrze widoczne. Małe żółte tabliczki z czerwonym napisem na górze: UWAGA! i tuż pod nim trochę mniejszym i czarnym: BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM, zostały niedawno przytwierdzone na każdej elewacji. Po kilka sztuk z każdej strony budynku. Ostrzegają, informują, straszą, ale kogo? Czy tych nielicznych, którzy przy dobrej pogodzie przychodzą tu z dziećmi, czy na spacer z pieskami? A może przemykających szybkim truchtem biegaczy, czy pedałujących równie żwawo rowerzystów? Chyba nie, bo nie ma już dziś jakichkolwiek powodów, żeby wchodzić do środka budynku. A może te tabliczki pozorują tylko niebezpieczeństwo, zapowiadają je, antycypują katastrofę, a naprawdę mają odwrotny cel? Może na przykład ich zadaniem jest przyciągnąć złodziei i zachęcić do bezkarnego plądrowania i szabru. Zwabić jak muchy do gnoju tę najnędzniejszą kastę szumowin, pogardzaną przez wszystkich, także przez tych, co od niej są wyżej w kryminalnym interesie. Tę brać dziadowską, szpekerów, meneli, złomiarzy, łasych na takie okazje. Te żółte tabliczki mają wręcz ponaglać do tej roboty, bo czas to pieniądz.

 

CIMG0076

 

Jeszcze kilka tygodni temu, przed frontem stała przyczepa kempingowa, służąca za budkę strażniczą dla pilnujących zabudowań stróżów, mających oko na powierzone ich pieczy gminne mienie. Spawana stalowa brama pozamykana niedawno na kłódki też już przeminęła. Bramę skradli najszybciej, a chyba zaraz potem wyrwali kraty broniące dostępu do okien zaplecza. Okien ciągle jeszcze nie wyłamali, szyb wszystkich nie rozbili. Tylko wyrwano murom zęby krat, jak w balladzie Kaczmarskiego. Ale o innych murach śpiewał dawny bard. Ci, co je tu powyrywali, chyba nie zainspirowali się pieśnią poety. Ale przy swej robocie powinni zanucić przynajmniej cokolwiek, lub chociażby pogwizdywać cicho pod nosem. Łupili bowiem miejsce, które niegdyś tętniło życiem i dźwięczało śpiewem i muzyką, towarzyszącym wytwornym zabawom tanecznym, pełnym elegancji balom sylwestrowym i karnawałowym, dancingom, fajfoklokom i do niedawna hałaśliwym dyskotekom. Tańczono tu wszystko co się akurat tańczyło – walce, walczyki, tanga, rumby, samby, rock end rola, twista, charlestona, boogie-woogie, kazaczoka, zorbę i wiele wiele innych, przytulanych w parach i pląsających solo, albo w kółeczkach, lub podrygując rytmicznie, albo gęsiego, jeden za drugim podskakując w rozfalowanych korowodach. Przy szczególnych okazjach nie obyło się bez tradycyjnego poloneza, kadryla i polki. Widywano tu też taniec brzucha, striptiz, kobietę gumę, połykaczy ogni oraz wszelkiej proweniencji rozmaitych magików. Podziwiano również w tym przybytku kankana, habanerę, flamenco, fokstrota, slow-foxa i to w najlepszym wydaniu. Wielu też świetnych artystów występowało tu z recitalami, koncertami, czy spektaklami kabaretowymi, przed obytą z kulturą widownią, dumną ze znanej w całym kraju operetki, której solistów właśnie i tutaj często oklaskiwała! Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki całoooować chcę..! Bywali tu artyści z najwyższej estradowej półki, ci znani wszystkim z telewizji. Ech, było-minęło! Teraz tu cicho jak makiem posiał. Ot, ptak tylko zaćwierka, zatjurlika, czasem pies szczeknie, kot zamiauczy i taka jest tu dziś muzyka.

 

CIMG0108

 

Do środka budynku można się dostać ukrytą niepozorną dziurą, świeżo wykutą w zamurowanym bocznym wejściu do piwnicy. Otwór w sam raz żeby się przecisnąć z jakimś wyszarpanym ze środka klamotem. Licho nie śpi, dyskrecji w tej robocie nigdy za wiele, a i im mniej takich dziur, tym mniejsze są przeciągi. Dlatego okna z braku szyb tu i ówdzie pozatykano jakimiś matami i tekturami, żeby w środku nie wiało. Trzeba dbać o zdrówko. Szczególnie jak się "zusów" nie płaci. A lekarstwa też słono kosztują. Za wyrwaną z okna kratę na dobre wino starczy, albo i na dwa, a może nawet na procenty. Co akuratnie przyjdzie na ten gust. Bo grunt to właśnie przychodzenie na ten gust. Jakby kto nie kumał, gust to znaczy smak. To samo, tylko inne słowo. Może nawet "eleganciejsze". Przykładowo flaszka i szkło, niby co innego, a naprawdę bez różnicy. Albo kaszanka i kiszka. Wygląda i kosztuje tak samo. Ale co tam krupnioki. Lepiej pomyśleć co tu za cymesy gościom podawali kiedyś! Ho ho! Bo to i personel fachowy był, kucharze, kelnerzy w smokingach, barmani pod muchą, szatniarze co palta i futra klientom podawali. A jakie musiały być to te dania wykwintne, a obrusy jakie czyste i jakie wypucowane do połysku zastawy, a wina, a wódki, a koniaki, a likiery, szampany nawet. Jak tu pięknie pachnieć musiało! Ech… ekstra sprawa.

 

CIMG0068

 

Przygotowania do sylwestra zajmowały sporo czasu i zabiegów. Nowy rok koniecznie trzeba było powitać z klasą, z fasonem. Panie musiały być w nowiuteńkich sukniach balowych, w szpileczkach jeszcze nie chodzonych, co to często przy pierwszym walcu pięty poobcierają, że ten słynny ostatni z wyższej konieczności już na boso być musiał. A także w koralach, lub w naszyjnikach na głębokich dekoltach wyeksponowanych, w klipsach połyskujących i mieniących się cudnie do uszu przyszczypanych, a dopiero co wczoraj zakupionych, obowiązkowo musiały się tu pokazać. Za modą trzeba było zawsze nadążać. Dlatego już z końcem lata pojawiały się u krawców i wertowały godzinami najnowsze paryskie i wiedeńskie magazyny mody, długo nie mogąc zdecydować się na tę szczególną, na ten jeden jedyny szampański wieczór w roku, uszytą kreację. Kostium musiał być bez zarzutu, ale i fryzjerki, i kosmetyczki miały w tych dniach przedostatnich przygotowań balowych spiętrzenia prac nieomal tytaniczne. Każda też bowiem modna dama fryzurą koniecznie musiała się wyróżnić, z przypiętą do włosów woalką, która jej czasem w konsumpcji przeszkadzała. Ach, ile w tym wszystkim było piękna samego w sobie! Panom jak zwykle trochę lżej było, bo wystarczyło strój galowy, smoking, czy ciemny garnitur, na takie właśnie okazje w szafach przechowywany z nich wyjąć, odkurzyć, bądź wyczyścić, guziki brakujące uzupełnić, koszulę białą wyprasować, spinki, krawat, lub muszkę pasującą do kreacji swojej pani dobrać, chustkę w butonierkę wcisnąć. Fryzjer też swoje zarobić musiał oraz wypadało kupić nowe półbuty. Podobno o elegancji mężczyzny świadczy głównie to, co ma na głowie i co na nogach.

 

CIMG0072

 

Zielsko dzikie i bujne wszystko już wokół zarosło. Nawet dach porósł perzem i zioła rozmaite się w rynnach zadomowiły. Wiatry widać dość gleby tam nawiały. Dzisiejsza ruina jeszcze niedawno na sprzedaż była wystawiona jako "atrakcyjna nieruchomość". Gmina chciała się jej pozbyć z zyskiem, lecz kupców nie było. W końcu stróża odwołano, bo pewnie tylko koszty generował i ostatecznie na pastwę złodziei budowlę wydano.

Ot i cała to już historia tego niegdyś słynnego z wesołych zabaw miejsca, zabytku architektury świadczącego o czasach już dawno minionych, o dawnych i dawniejszych mieszczanach gliwickich, znajdujących przyjemność w bywaniu tutaj i o ich wielorakiej, bogatej kulturze, teraz zaś bez przeszkód grabionego, jak się zdaje, z przyzwoleniem.

No to co powiecie chłopy? Może zapalymy?


CIMG0065

A oto link do publikacji GW: 

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35017,17418796


djn

11 Comments on "Zameczek Leśny – UWAGA! BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM"

  1. Kto pamięta, że "dziadek" prezydent onegdaj ogłosił konkurs dla studenctwa i mieszkańców na projekty odbudowy i nowe zagospodarowanie obiektu wraz z otoczeniem? Nawet nagrody pieniężne były. I zwycięzcy byli. Tylko realizacji nie ma. Jest duch Kononowicza.

  2. Ciekawe co na to Pani Miejska Konserwator Zabytków? (pytanie retoryczne oczywiście).

    Podejrzewam, że to taka strategia. Ewentualny kupiec musiałby zabytek wyremontować, konsultować z konserwatorem wszystkie decyzje itd. Lepiej jest doprowadzić do ruiny, wyburzyć i sprzedać samą działkę, na której się postawi jakiś sklep z codziennie niskimi cenami albo może co większego. Lokalizacja świetna, tuż obok główna ulica, blisko DK88 i A1. W sam raz na jakiś handlowy center. A jak się nie uda sprzedać, to też dobrze. Zameczek się wyburzy zaraz po wyborach. Przez 4 lata do kolejnych wyborów ludzie zapomną, że coś tam stało. A jak ktoś inny dojdzie do władzy w listopadzie, to i tak nie zatrzyma postępującej ruiny. I wtedy powiemy, że to jego/jej wina, że za naszych czasów wszystko było w porządku.

    Tak czy siak, problem będzie z głowy. Trzeba się pozbyć tej nieruchomości, bo ludzie ciągle nam ją wypominają, to nie jest dobre dla wizerunku. Zwłaszcza, że nie mamy żadnego innego pomysłu na to, co można z tym obiektem zrobić.

  3. Opis prawdziwy, można rzec dobre minione czasy. A wcale tam drogo nie było. Stać było i studentów na zorganizowanie balu w latach sześćdziesiątych.

    Na czwartej fotografii to chyba skrzynka kurka głównego gazowego już bez gazomierza – a to jest jednak coś poważnego. Mieć nadzieję, że jednak nie mam racji.

  4. Łza się zakręciła od tych wspomnień.

  5. Powinno tam było powstać kasyno, tylko radni się nie zgodzili. Kasa dla miasta z takiego biznesu byłaby ogromna. 

  6. A przecież tam miało być coś dla lokalnych artystów tak zygmunt wielki zapowiadał jakiś czas temu

  7. Ku pamięci minionych rokotek, kto bywał ten wie o co chodzi…

  8. Szkoda miejsca.

    Ciesze się że sam mogłem tam bywać jak była dyskoteka BRAVO 🙂

    Przed jak i po remoncie. Działo się tam i to jak 😛

  9. Cale Gliwice pod rzadami Frankiewicza to ruina. W porownaniui z innymi miastami to wiocha zabita dechami.

  10. A co będzie z budynkiem GTM? Podobno jest doniesienie do Prokuratury o eksploatacji budynku po remoncie bez wymaganych odbiorów m.in. Straży Pożarnej?!?!?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*