Zdzicho postawił na niewłaściwego konia!

Brak komentarzy, bądź pierwszy

Zbigniew Boniek został po raz drugi z rzędu prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej. W spektakularny sposób wygrał w piątek, 28 października, ze swoim konkurentem – Józefem Wojciechowskim, pokonując go stosunkiem głosów 99:16. Oznacza to, że Boniek będzie sprawował władzę w PZPN przez następne cztery lata.

Intensywne wysiłki sztabu wyborczego Wojciechowskiego poszły w ten sposób na marne. A przecież pretorianie zamożnego biznesmena, który rzucił rękawicę Bońkowi, robili wcześniej wszystko, co tylko możliwe, by zapewnić swojemu idolowi zwycięstwo w starciu z dotychczasowym prezesem piłkarskiej federacji.

Szczególne miejsce w tej grupie zajmował Zdzisław Kręcina, były sekretarz generalny PZPN, zasiadający w latach 2014-2015 na dyrektorskim stołku w klubie Piast Gliwice. Wieść niesie, że to on opracował scenariusz zaplanowanej „nocy cudów”, poprzedzającej piątkowe obrady uczestników Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego PZPN.

Ponad setka delegatów ze wszystkich regionów kraju przyjechała do Warszawy w czwartkowy wieczór (27 października). Rozlokowali się w pięciu hotelach na terenie stolicy. Najwięcej z nich wybrało jednak znany i ceniony hotel, który od lat jest wielce popularny w środowisku piłkarskim.

Hotelowa biesiada

Traf chciał, że na dwóch różnych piętrach tego eleganckiego obiektu znaleźli się stronnicy rywalizujących ze sobą pretendentów do piłkarskiego tronu. Jedna z hotelowych kondygnacji została opanowana przez zwolenników dotychczasowego prezesa futbolowej federacji,  a inna – przez gorących fanów jego konkurenta. Sądzić można, że Zdzicho z góry chyba wiedział, iż tak właśnie będzie.

Zadbał więc o zorganizowanie wystawnej biesiady na odpowiednim pięterku hotelowym. Kulinarną oprawę uczty stanowiła – jak łatwo można się domyślić – nie tylko zimna płyta na półmiskach. Znawcy zagadnienia doskonale wiedzą, że Zdzicho ma od dawna słabość do Finlandii, która kojarzy się m.in. z popularnym krajem skandynawskim…

Do udziału w „fińskim” spotkaniu dopraszano co chwilę gości z konkurencyjnego pięterka. Przychodzili, a jakże, bo czy można odmówić konsumpcji smacznych wędlin skandynawskich?

Gdy tylko usiedli przy gustownych półmiskach, byli mocno przekonywani o nieprzeciętnych zaletach majętnego biznesmena, zajmującego dwudzieste szóste miejsce na liście stu najbogatszych Polaków według magazynu FORBES. Konkluzja była jednoznaczna – tylko Wojciechowski w roli prezesa PZPN daje gwarancję prawdziwego rozwoju futbolu w naszym kraju.

Biesiada trwała – jak ćwierkają piłkarskie wróble – do późnej nocy. Inne ptaszki hotelowe szczebioczą natomiast, że kulinarne spotkania pod patronatem Zdzicha przeciągnęły się do wczesnych godzin rannych. Trudno się temu dziwić. Pomysłodawca niekonwencjonalnych form piłkarskiej perswazji chciał przeciągnąć na stronę Wojciechowskiego jak najwięcej delegatów uczestniczących w piątkowej elekcji prezesa PZPN, a to – siłą rzeczy – musiało potrwać.

Opuścił salę przed głosowaniem

Życie dowiodło jednak, że efekty nocnych rozmów przy wędlinach okazały się bardzo mizerne. Już pierwsze głosowania w sprawach proceduralno-formalnych, przeprowadzone zaraz na początku piątkowych obrad toczących się od godz. 10.35 w ekskluzywnym pięciogwiazdkowym hotelu SOFITEL VICTORIA (ul. Królewska 11) rozwiały złudzenia stronników Wojciechowskiego.

Przytłaczająca większość delegatów odrzuciła zgłoszony wniosek o wyłonienie prezesa PZPN w tajnym głosowaniu, przy użyciu tradycyjnych kabin z kotarami i tradycyjnej urny, do której wrzuca się kartki wyborcze. Uznano, że należy posłużyć się nowoczesną metodą wyboru szefa piłkarskiej federacji.

Postanowiono w tym celu skorzystać z miniaturowych urządzeń elektronicznych, umożliwiających przeprowadzenie procedury wyborczej poprzez szybkie i nieskomplikowane naciśnięcie odpowiednich klawiszy. W taki sam sposób wybrano zresztą Bońka – odnotujmy – przed czterema laty, gdy miał kilku rywali, w tym m.in. Zdzisława Kręcinę.

Tegoroczny konkurent Bońka, były właściciel Polonii Warszawa, kategorycznie sprzeciwił się zaproponowanemu rozwiązaniu. – To jest farsa. Użycie elektronicznych maszynek do głosowania nie zapewnia pełnej tajności wyborów. W takim przedsięwzięciu nie będę uczestniczył – oświadczył dobitnie Wojciechowski i opuścił salę obrad. Indagowany przez zaintrygowanych dziennikarzy oznajmił chwilę później na korytarzu, że skonsultuje się ze swoimi prawnikami i zdecyduje w razie potrzeby o ewentualnym zaskarżeniu wyników wyborów.

Decydujące głosowanie odbyło się przy nieobecności Wojciechowskiego. Elekcja miała tajny charakter, bo każdy z delegatów miał zapewnioną elektroniczną anonimowość. Zaledwie 16 delegatów poparło krewkiego miliardera z Sopotu, który przez 14 lat prowadził w USA działalność biznesową w branży budowlanej.

Do jego zwolenników było m.in. skierowane krótkie wystąpienie nowego-starego prezesa federacji. Po ogłoszeniu wyników głosowania zaapelował on do wszystkich zainteresowanych o przełamanie wzajemnych animozji i wspólną pracę na rzecz rodzimego futbolu.

Ostre cięcia kadrowe

Dodać jeszcze warto, że wiceprezesami PZPN na okres kadencji 2016-2020 zostali: Jan Bednarek, Marek Koźmiński, Cezary Kulesza, Eugeniusz Nowak i Andrzej Padewski. Z decyzyjnego grona działaczy piłkarskiej federacji zniknęli więc dwaj dotychczasowi zastępcy Bońka – Bogusław Biszof i Roman Kosecki. Jeszcze większe zmiany personalne nastąpiły w składzie 12-osobowego zarządu PZPN. W tym gremium pojawiło się aż 8 zupełnie nowych twarzy.

Radykalne przetasowania kadrowe w czołówce PZPN należy ocenić jako naturalną konsekwencję porażki obozu skupionego wokół Józefa Wojciechowskiego, w którym znaleźli się przede wszystkim Cezary Kucharski, Zdzisław Kręcina i Radosław Majdan, znani chyba świetnie kibicom z całego kraju. Komentarz nasuwa się sam – słynący od lat ze swoich skandalizujących działań Zdzicho po raz kolejny postawił na niewłaściwego konia!

Zbigniew Lubowski

Be the first to comment on "Zdzicho postawił na niewłaściwego konia!"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*