Zła solidarność – felieton Mai Chmury w związku ze „sprawą Rokity”

Publikujemy dziś ciekawy, popełniony specjalnie dla Info-Postera, felieton Mai Chmury, filozofki, graficzki (o jej zjawiskowo pięknych ilustracjach do baśni Andersena już wkrótce), bezkompromisowej obserwatorki naszej rzeczywistości. 

maja

Zła solidarność – politycy zdobywają się na rycerski gest zadośćuczynienia Janowi Rokicie

Co zdumiewa najbardziej w sprawie Rokity to, moim zdaniem, nie polityczny styl głównego zainteresowanego, lecz to, że polscy parlamentarzyści i politycy, których zadaniem jest dbać o stan prawny państwa polskiego, poczuli solidarność z człowiekiem, który uchyla się od poniesienia odpowiedzialności za działania uznane wyrokiem sądów wszystkich instancji za bezprawne.
Wygląda na to, że owszem, zadaniem sądów jest sądzić, ale polityków – podważać wyroki sądów, w tym i Sądu Najwyższego.
Politycy mogą też czynić dobrze panu Rokicie sięgając po publiczne pieniądze (takie rozwiązanie sugeruje poseł Migalski – żeby to klub PO z partyjnej puli wyrównał różnicę pomiędzy sumą uskładaną przez kolegów z różnych partii, a sumą podaną przez byłego posła Rokitę jako ta, która go obciąża).
Uważam tę solidarność polityków za szokującą i zagrażającą demokracji.
Weźmy pod lupę choćby słowa Jarosława Gowina: hańbą państwa polskiego jest nie co innego, tylko fakt, że Rokita, w jego mniemaniu „jeden z najważniejszych i najbardziej propaństwowych polityków”, tak jak inni obywatele naszego państwa podlega karze, jeśli popełni przestępstwo. Jarosław Gowin chciałby uchronić kolegów polityków, tych wywodzących się z bliskich mu frakcji (czyli tych, którzy poważają prawdę historyczną, za to podważają prawdę sądową – najwyraźniej zdaniem J. Gowina jedna z drugą z istoty nie chodzi w parze, i to nawet w takim przypadku jak omawiany, czyli gdy dystans czasowy pozwala na weryfikację słuszności zarzutów), przed odpowiedzialnością karną. Dlaczego? – o to wypada zapytać samego Gowina.
Ciekawi mnie również, co w grupie polityków, która zadeklarowała finansowe wsparcie Janowi Rokicie (wsparcie, czyli udział w niepublicznej, a jednak upublicznionej, zbiórce na rzecz Rokity), robi Leszek Miller?
Słowem, dlaczego polityk może znieważać, zniesławiać, publicznie obrażać innych obywateli, ale przepraszać nie musi, mimo, że sąd go do tego wyrokiem zobowiązuje?
Dlaczego współczuje mu się bez względu na okoliczności? Jak ma się do demokracji taka zawodowa solidarność polityków? Czy polityk reprezentuje interesy obywateli państwa, z których podatków jest opłacany, czy własnej grupy zawodowej?
Dlaczego własny dług byłego posła ma być, w przypadku uzbierania zbyt niskiej sumy przez kolegów, spłacany z budżetu państwa, czyli przez innych obywateli, którzy w większości nie wybrali pana Rokity na swego przedstawiciela?
Może wypadałoby zalegalizować nieformalnie dziś działający związek zawodowy polityków polskich?

Maja Chmura

Źródła: 

http://wyborcza.pl/1,75478,14092129,Jana_Rokite_sciga_komornik__bo_nie_wykonal_prawomocnego.html?as=2

http://wyborcza.pl/1,75478,14097638,Rokita__polskie_sady_mnie_bija____po_kieszeni.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14096992,Rokita_nie_mowi_prawdy_o_dlugu___Zaden_komornik_nie.html#MT

21 Comments on "Zła solidarność – felieton Mai Chmury w związku ze „sprawą Rokity”"

  1. Hehehe ))))))))) każdy chce się wylansować na podobno diablo zubożałym Rokicie
    jak widać lokalne feministki nie wzgardzą też okazją ))))))))

    • Warto tu jednak podnieść parę kwestii: Autorka na pewno nie jest „lokalna” i nie chciała się lansować, bo o napisanie artykułu została przez RN poproszona. Sprawa jej feminizmu nie wchodzi w zakres poruszanych zagadnień 😉

      • „Sprawa jej feminizmu nie wchodzi w zakres poruszanych zagadnień ;)”
        Jednak jakoś tam wchodzi, skoro „Publikujemy dziś ciekawy, popełniony specjalnie dla Info-Postera, felieton Mai Chmury, filozofki, graficzki”.
        Nie przypadkiem RN tak tytułuje autorkę na wstępie, jak to one feministki lubieją najbardziej, np. „ministra, prezeska, prezydentka, architektka, inżynierka, strażaczka. A jeśli trza miltarystycznie, to odpowiednio: kapralka, sierżantka, chorążyczka, poruczniczka, kapitanka, majorka, półkowniczka, generaliczka, marszałeczniczka ect ect .

        • Tu muszę znowu sprostować. Mimo, że nie jestem feministą, uważam, że graficzka to kobieta wykonująca grafiki, psycholożka, zajmuje się psychologią. Nie mam nic przeciwko prezesce, ale razi mnie ministra (bo powinno być ministerka). Nie wiem co zrobić z poruczniczką, czy chorążką zwłaszcza – nie przeszkadza mi tu forma pani chorąży. I z mojej strony to wszystko na temat promowania feminizmu.

          Swoją drogą, jak nazwać zachowanie kogoś, kto po ściśle politycznym felietonie, napisanym rzeczowo, w którym nie występuje kwestia kobiecości, a nawet same kobiety, sugeruje „lansowanie się kolejnej feministki”? Oczywiście stawiam tylko pytanie i nawet nie śmiem na nie odpowiadać, bo zwyczajnie „lansowałbym feminizm” i pozycjonowałbym się w gronie osób „zbijających polityczny kapitał na podwieszaniu się pod różne modne nihilistyczne, libertariańskie i relatywistyczne zjawiska”. A nie chcę 😉
          PS. A co mogę poradzić – nawiasem mówiąc – jeśli Maja jest filozofką i graficzką (znakomitą zresztą, o czym – jak już pisałem – wkrótce)?

          • Znam sporo kobiet, które krzywią się z niesmakiem, gdy ktoś je tytułuje w tej nowomodnej feministycznej manierze.
            One zwykle chcą być grafikami, filozofami, psychologami, stomatologami itd. a nie garficzkami, filozofkami, psycholożkami, stomatolożkami. Wolą także być, jeśli mają podstawy, nazywane profesorami, doktorami, a nie profesorkami, doktorkami.
            Kobietę z tytułem magisterskim nie tytułujemy też np. magistra Blandyna Obrazek-Ramka (zbieżność nazwisk przypadkowa) 🙂

            • Tak, podobnie jak panią chorąży i panią minister. Tylko znów zapytam – jak ma się to do treści felietonu? Decyzja o nazwaniu autorki filozofką była moją decyzją. Nie rozumiem zatem, dlaczego ktoś uznaje, że należy go traktować jak lansowanie się feministki. Czy taki sam felieton spod pióra któregoś z uznanych w branży „menów” byłby komentowany w podobnym stylu? Nie sądzę – bo pisało tu wielu panów i nie wspominał nikt o epatowaniu przez nich mołojecką fantazją chociażby. A tak – jakież to modne – kobieta ośmieli się „pojechać” po znanych facetach i wiadomo od razu: feministka. A jeśli już ktoś stwierdził, że jest graficzką lub nie daj Bóg, filozofką… pozamiatane:)
              Oczywiście żartujemy sobie w tej chwili oboje – ale naprawdę uważam, że odwracanie w ten sposób uwagi od treści nie jest fair:)

          • To jest niestety naturalne dla ludzi słabej kondycji intelektualnej; zabieganych za nacią marchewki, z perspektywą gonitwy za marchewką i wszystkich innych nudzących się w pracy elokwentnych komentatorów treści wszelakich, najlepiej głupich i banalnych. Aby wyjaśnić sobie i zrozumieć na własne niewyszukane potrzeby coraz bardziej zagmatwany poprzez swoją złożoność świat, posługują się etykietami, które przyklejają innym ludziom, zjawiskom, trendom, postawom, filozofiom, etc. Etykiet nie może być zbyt wiele, bo ich mnogość wprowadza chaos do prostego i uporządkowanego tradycją strachliwego życia. Strach rządzi na forach i w komentarzach pod artykułami, bo ze strachu biorą się teksty prezentowane przez „nono”. Nie dotykać sedna sprawy, nie brnąć w złożoność problemu, ale prostacko i „po polsku” przypierdolić się do feminizmu, a jak to za mało, to do odmiany w drugiej osobie zawodów do niedawna przypisanych płci brzydkiej. Skandal! Zamach na tradycję! Niech no tylko ktoś wyświęci księżę, zamiast księdza, a cała katolicka (chrześcijańska raczej nie) tradycja i czystość moralna wyznawców niepokalanego poczęcia pójdzie się jebać na Paradzie Wolności w oparach marijuany.
            Ten niby szydzący, a jednak pełen strachu ton „nono”, to uwiązanie w kajdanach truchlejącej tradycji, która nie nadąża za życiem. I ten rozbrajający faul na końcu… Bo czymże ma być „ect ect”? Przecież et cetera to nie jest, a chciało, miało, życzyło sobie być.
            Owszem, ja też nie w sprawie artykułu, ale szkoda klawiatury na Rokitę, który z Perugi woła jakoby parafrazując swój histeryczny wrzask z pokładu samolotu Lufthansy: „Ratunku! Polskie Sądy mnie biją!”. Ja odkrzyknę: „Do Strasburga, były ministrze sprawiedliwości, budowniczy niezawisłego sądownictwa w Polsce! Do Strasburga, bo w Polsce we wszystkich instancjach już poległeś!” Zwykły „Kowalski” zostałby zlicytowany już dawno, nikt w mediach i Parlamencie nie splunąłby na niego. Ale tu idzie o szacownego „premiera z Krakowa”, „celebrytę z komisji śledczej”, kolegę prezydenta Frankiewicza, który jak on popadł w niełaskę i został wykluczony. Co prawda znacznie później i za niepłacenie składek członkowskich, ale to tylko pokazuje rzekomą klasę i przywiązanie do zasad i wartości tzw, „katolickiej elity” politycznej w Polsce.
            Jezus Maria, Gowin… To już lepiej było zobaczyć odpowiedź L. Millera na pytanie, czy coś wrzuci do kapelusza na biednego polskiego banitę w Perugi! Powiedział, że coś wrzuci, a na pytanie, czy współczuje, parsknął śmiechem. Czego i ja wszystkim zatroskanym nad „tragicznym” losem Nelli i Jana Marii Rokity, życzę!

            P.S. A kiedy dowiecie się o jakimś obcokrajowcu lub rodaku uwięzionym np. na lotnisku, to dajcie na mszę. Albo zróbcie HAŁAS! To na pewno będzie lepiej premiowane w Czyśćcu.

          • Drogi redaktorze, co do treści felietonu to się może te okołofeministyczne refleksje nie mają szczególnie, a jeśli maja, to jakby w definicji felietonu, któren m.in. jest „utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający – często skrajnie złośliwie – osobisty punkt widzenia autora” 🙂
            Przy okazji też wyznam, że owszem, mam dla Jana Rokity sporo estymy. Szkoda, że wypadł z obiegu poltycznego. Tak uważam, ale na spłatę jego długów zrzucał się nie będę, bo na moje też się nikt nie zrzuca. Jakoś sam muszę je pospłacać.
            ——————————–
            Do wymozolonych przez sss ect ect wypocin to się nawet zapachowo nie odniosą, bo nie mam chęci reagować na toporne personalne zaczepki. Niech się buja 🙂

            • Ależ pewnie, że tak, choć trzeba pamiętać, że poziom złośliwości wpływa na tenże u adwersarzy. Dopóki dyskusja jest jednak dyskusją – nawet złośliwą (wszak w felietonowej konwencji) – należy ją sobie cenić. Zdecydowanie. Komentarze nie muszą być grzeczne i spolegliwe, względnie agresywne w stosunku do osób i opinii „namaszczonych” do tego by kanalizować społeczne frustracje. Mamy już w Gliwicach takie media. I niech im się darzy 😉

          • Poziom złośliwości to jedno, bo któż jest dokonały?
            Złośliwości, ty nad poziomy wylatuj! – że zacytuję wieszcza 🙂
            Ale co innego złośliwość z przymróżeniem oka i w tonie uprzejmego psztyczka, a co innego jaieś chore z flanki napady personalne, które potwierdzają i tę starą prawdę, że zasadniczo i generalnie homo sapiens jest ciągle prymitywnym sssakiem i po staremu przypisuje innym intencje i czyny, do których sam na ich miejscu byłby zdolny, a przynajmniej ma do takich zachowań zakodowane skłonności. Nawet jeśli w przypadku tych wyprojektowanych na innych, a wiec pozornie tylko cudze, chwilowo go oburzają.

          • „Dygresja na koniec: ataki z flanki są ulubionym manewrem strategicznym od zawsze:)”
            Owszem, teoretycznie strategicznym, ale gdy praktycznie stosowane, to już raczej taktycznym i wpada się czasem na wyprzedzającą kontrę, albo całym impetem w pustkę i wtedy jest jeszcze śmieszniej 😀

    • GOGOL PRZEJAZDEM | 14 czerwca 2013 at 2:23 pm | Odpowiedz

      „…jak widać lokalne feministki nie wzgardzą też okazją ))))))))…”
      Często z grzeczności zdejmuję kapelusz, dlatego wyglądam jak „blondynka”…
      Może dlatego -tu- jestem po właściwej stronie…
      Powiem tak:
      Polityk to budżetówka – żyje za nasze pieniądze.
      Kary też za płaci za nasze pieniądze…
      Będzie robił na czarno – to mnie straszy (podatki) .
      Mam w nocy omamy.
      Bo zdrożeje: przedszkole , szpital ,autostrady, benzyna, kasza, etc.
      Inny polityk będzie płacić za jego długi, czyli moimi pieniędzmi – drugi raz mnie okradną ?
      Ja mam płacić karę ?
      ***********************************
      http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
      NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
      p.s.
      Jest wyrok sądu.
      http://fotozrzut.pl/zdjecia/42eed18510.png

  2. Słusznie, demokracji nie zagrażałoby jeszcze bardziej, gdyby Rokita dostał 10 mln kary, albo dożywocie, bo tak by się sędziemu akurat spodobało. I to za to, że nazwał UB-ka po imieniu! UB-ka, którego miejsce, jak wszystkich innych krytych przez PO, jest w więzieniu. Najpoważnieszym błędem popełnionym w 1989 r. było to, że nie pozbawiono9 prawa wykonywania zawodu przez wszystkich PRL-owskich sędziów i prokuratorów.

    • Nie ma tu znaczenia czy sędzia był ubekiem czy nie chodzi tutaj o celowe psucie prawa. Hipotetyczna sytuacja, załóżmy, że przedmówca prawnik miałby sprawę w sądzie przegrałby ją oraz kazanoby mu zapłacić w okresie powiedzmy tygodnia od uprawomocnienia wyroku nawiązkę czy jak to się nazywa w wysokości 9 tysięcy tyle ile miał zapłacić za ogłoszenia z sprostowaniem w gazetach Rokita. Powiedzmy, że prawnik tego nie zrobił sądze, że nie robiono by takich ceregieli jak z Rokitą ale od razu komornik wszedłby mu na konto i ściągnął opłatę. A skoro Rokita czuje się tak bardzo skrzywdzony to niech się zgłosi do jakiegoś kraju i po prosi o azyl przy czym lepiej żeby to był kraj nie posiadajacy umowy o ekstradycję z Niemcami, gdyż tam po przegranym procesie też miał zapłacić grzywnę, ponieważ nie zrobił prokurator wydał polecenie żeby aresztowano go i odbył karę w więzieniu.

      Sądzę również, że wszystkie ofiary sądów kapturowych IPN powinny się odwołać i wykorzystać słowa Gowina, że jest coś takiego jak prawda sądowa i historyczna.

  3. andrzej mariańczak | 15 czerwca 2013 at 9:47 am | Odpowiedz

    Rokita o czym radzę pamiętać to polityk chorągiewka.
    Raz tu raz tam.
    Ja faceta nie żałuję.
    Żałuję natomiast tych którym komornik odbiera mieszkanie bo popadli w długi między innymi przez rządy takich osobliwości jak Rokita.

    Nagle bo facet ma zapłacić jest go wszystkim żal?
    A może byście popatrzyli się jak tacy jak on i jemu podobni doprowadzili do rozpierduchy w tym kraju.
    Może to jakiś bohater ?
    Szlag mnie trafia..

  4. nono „nawet się nie odniosą”, ale rozpaczliwemu maskowaniu zdenerwowania „lekkim tonem” nie sprzyja rosnąca ilość literówek. No, ale jeśli ma się sporo estymy dla J.M. Rokity, to zakończę tak: jakie projekcje, tacy idole.
    Idę się pobujać, a kretyni niech się napawają swoim kretynizmem.

  5. Andrzej Gałażewski | 15 czerwca 2013 at 10:57 pm | Odpowiedz

    Ostatnia „sprawa” Rokity ma kilka warstw ale najważniejsza dotyczy aktualnej polityki. Rokita swoim płaczem spod białej czapeczki próbuje przypomnieć o sobie i to mu się udaje ( medialne wspomnienia o tym, kim był w przeszłości i kim mógłby być dzisiaj, gdyby nie zły los ). Politycy, niektórzy z naiwności a większość z wyrachowania krzyczą o haniebnym państwie i wzmacniają ten krzyk „szlachetną” składką na banitę. W tym towarzystwie prym wiedzie prezes Kaczyński, któremu odmieniły się poglądy w tej sprawie o 180 stopni i nie może przepuścić najmniejszej okazji, żeby przyłożyć obecnej władzy, nawet wtedy, kiedy sprawa nie ma z nią najmniejszego związku. Tą samą ścieżką podąża poseł PO, profesor i były Minister Sprawiedliwości (sic!), który oskarża państwo, za wyrok sądu i usprawiedliwia obywatela Rokitę nie mającego najmniejszej ochoty na wykonanie postanowienia sądu. Wypowiedź w tej sprawie posła Gowina dyskwalifikuje go posła, profesora i ministra. Kiedy słyszę, że może on być kandydatem na szefa mojej partii czuję, jakbym zanurzał się w oparach absurdu.

    • Jak widac nie tylko lokalne feministki skorzystaly ze sposobnosci lansu jaka daje wszystkim zafrasowany Rokita.
      Takze lokalny polityk PO nie zaniedbal okazji by rzutem na tasme na Rokite tez sie jeszcze zalapac 😀
      Ale za okazje takiego lansu nalezaloby sie Rokicie jakos zrewanzowac i jednak sie sciepnac na te jego dlugi panie posle.
      Tak bez rozglosu, skrycie i ciuchutko dawnego kolege partyjnego nieco wesprzec.
      Byloby to zacne i przyzwoite.

      • GOGOL PRZEJAZDEM | 16 czerwca 2013 at 4:27 pm | Odpowiedz

        „…związku ze „sprawą Rokity”…”
        Powrót do dzieciństwa.
        Miałem wtedy chyba 7 lat.
        Kupiłem sobie na odpuście balona – dinozaura – takiego na skręcanym druciku.
        Wracając do domu miałem pecha – trafiłem na starszych kolegów.
        Jeden mi go dziabnął, czymś ostrym i balon pękł.
        Koledzy się roześmiali , a ten najstarszy powiedział:
        „No i dychę diabli wzięli”
        Omal się nie rozpłakałem – tak to sobie wziąłem do serca.
        Po latach Ci koledzy to też : szanowani obywatele-politycy, biznesmeni, nawet posłowie.
        Teraz wiem ,że mieli rację.
        Żadnych dinozaurów: nie było, nie ma i nie będzie na tej ziemi – to ściema.
        Za to istnieją n. p. diabli…
        ***********************************
        I tylko płakać dalej mi się chce…
        GOGOL PRZEJAZDEM
        http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
        NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…

  6. Czyżby notowania naszego wymiaru sprawiedliwości zmieniły się. Info-poster ma swoje doświadczenia. Podstawowe pytanie: To była ustawka czy sprawa?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*