Zygmunt Frankiewicz i kolega z pracy

4 komentarze

Żeby uprzedzić ewentualne pytania, oświadczam, że poniższy tekst jest elementem mojej kampanii wyborczej. Z bardzo prostego względu – od blisko 3 lat prowadzę najważniejszą dla mnie kampanię – usunięcia patologicznych zjawisk przejawiających się w gospodarowaniu majątkiem publicznym. Jeśli zatem na kilka dni przed wyborami broniący się układ może wykupować artykuły sponsorowane, aby zalewać nas kłamstwem, tym bardziej ja mogę, nie marnując publicznych środków, napisać PRAWDĘ.

Najpierw kilka faktów. We wrześniu 2013 roku w piśmie do Wojewody Śląskiego zarzuciłem Zygmuntowi Frankiewiczowi złamanie ustawy antykorupcyjnej w związku z nieważnością uchwały Nr IV/91/2007 Rady Miejskiej w Gliwicach z 15 lutego 2007:

http://info-poster.eu/niezgodna-z-prawem-uchwala-rady-miejskiej-prezydent-zlamal-ustawe-antykorupcyjna/

Wydział Nadzoru Prawnego ŚUW w Katowicach po "długich i wyczerpujących (7 miesięcznych – przyp. mój) czynnościach wyjaśniających" pismem NPII 4100. 223.2013 z 21.03.2014 r. uznał, iż:

uchwała nr IV/91/2007 Rady Miejskiej w Gliwicach z 15 lutego 2007 r. w sprawie zgłoszenia przez miasto Gliwice Prezydenta Miasta Gliwice Pana Zygmunta Frankiewicza, do objęcia stanowiska członka Rady Nadzorczej Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA w Katowicach, w charakterze osoby reprezentującej miasto Gliwice nie narusza obowiązujących przepisów prawa.

Bez wdawania się w szczegółowe analizowanie sytuacji prawnej, które ciekawe będzie przede wszystkim dla fachowców i jest do prześledzenia w odpowiednich publikacjach, należy wskazać iż w drugim tegorocznym numerze "Wiedzy Prawniczej" ukazało się naukowe opracowanie problemu wyznaczania prezydenta miasta do pełnienia funkcji w radzie nadzorczej spółki kapitałowej, w którym odnośnie tego właśnie pisma stwierdzono:

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zacytowana ocena, zwłaszcza w świetle wykładni art. 18 ust. 1 u.s.g. w aspekcie ustalenia organu upoważnionego do podejmowania czynności prawnych w przedmiotowym zakresie, biegunowo różni się od interpretacji prezentowanych w innych rozstrzygnięciach nadzorczych.

Warto bowiem zauważyć, że w tych wspomnianych "innych rozstrzygnięciach nadzorczych" czarno na białym stoi, że rada gminy nie może skutecznie wyznaczyć np. prezydenta miasta do pełnienia funkcji członka rady nadzorczej spółki z udziałem gminy. Co więcej, próba takiego wyznaczenia musi być uznana za niedopełnienie prawnego obowiązku wskazania wynikającego z ustawy antykorupcyjnej. Zasiadanie w radzie nadzorczej tak (nie)wyznaczonej osoby stanowi zatem oczywiste złamanie ustawy antykorupcyjnej ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Cóż, mimo istniejących oczywistych rozstrzygnięć w analogicznych sytuacjach, organ nadzoru wojewody śląskiego rozstrzygnął inaczej. Koniecznie trzeba jednak podkreślić, że ten organ nie posiada cechy Sądu i nie może uważać się za niezawisły. Tymczasem w naszym przypadku próbowano bardzo nieudolnie uzasadniać roztrzygnięcie, powołując się na zupełnie wyrwane z kontekstu zdania z wyroku Sądu Najwyższego – Sądu Dyscyplinarnego z 10 stycznia 2012 roku, zupełnie ignorując w 100% przystające do sprawy stanowisko NSA (Wyrok NSA z 2007-02-09) a także WSA we Wrocławiu (3/II SA/Wr 2377/03). Nie miało dla WNP ŚUW znaczenia również rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody dolnośląskiego (z 6 grudnia 2012 roku).

Muszą w takim przypadku rodzić się oczywiste pytania o powód takiego całkowicie innego stanowiska w tożsamej pod względem prawnym sprawie. Postawiłem je sobie i konsekwentnie próbowałem na nie odpowiedzieć. I oto życie samo podsunęło odpowiedź. Jesienią tego roku dyrektor Wydziału Nadzoru Prawnego Krzysztof Nowak dostał od losu nagrodę za "długie i wyczerpujące czynności wyjaśniające" i zasiada w radzie nadzorczej akurat… KSSE SA, obok Zygmunta Frankiewicza (i prezydenta innego miasta, który w podobny sposób złamał ustawę antykorupcyjną). Nie zawaham się w tym momencie stwierdzić, że mamy do czynienia z sytuacją skandaliczną, podważającą wiarę w bezinteresowność organów państwa i samorządu (jeśli ktoś oczywiście jeszcze ją posiada).

Cała sytuacja sprowdza się bowiem do bardzo prostych faktów:

A. Zygmunt Frankiewicz łamie w sposób bezsporny ustawę antykorupcyjną, za co jego mandat musi zostać wygaszony.

B. Obywatel odkrywa to i wszelkimi możliwymi sposobami, przez wiele miesięcy stara się zwrócić uwagę na oczywistą kwestię organom, mającym właściwe kompetencje.

C. Organy te klasycznie grają na zwłokę, podejmując – pozbawione wyjścia – decyzję całkowicie sprzeczną z wszelkimi innymi w podobnych sprawach.

D. W efekcie Zygmunt Frankiewicz zachowuje mandat, a ewidentnie sprzeczne z prawem działanie zostaje uznane przez WYDZIAŁ NADZORU PRAWNEGO (!!!) za zgodne z prawem.

E. Dyrektor organu wydającego kontrowersyjną decyzję otrzymuje – jakby w nagrodę – funkcję członka organu, który tak naprawdę URATOWAŁ PRZED KOMPROMITACJĄ, calkowicie ignorując prawo.

Warto jeszcze przypomnieć zadziwiające milczenie WNP w innej kwestii. W maju 2014 roku WNP w konsekwencji moich licznych interwencji i szeroko zakrojonych działań, organ nadzoru postawił Zygmuntowi Frankiewiczowi konkretne zarzuty dotyczące łamania prawa w zakresie nadzoru właścicielskiego (inna sprawa, że w sposób jakby zapraszający do negacji, mało kompetentny i z pominięciem najbardziej rażących i oczywistych, a wskazanych przeze mnie naruszeń prawa) – http://info-poster.eu/pismo-wnp-do-zygmunta-frankiewicza/. Zygmunt Frankiewicz odpowiedział na nie pismem z 12 czerwca. Czy ktoś z Państwa słyszał jakie jest końcowe stanowisko WNP w tej sprawie? Minęło już bowiem 5 miesięcy. Czyżby WNP znowu prowadził "długie i wyczerpujące czynności wyjaśniające"? 

Zapytałem dyrektora Krzysztofa Nowaka o tę sprawę pocztą elektroniczną z 29 października. Absolutna cisza.

To bardzo ciekawe, bowiem kiedy 15 października zapytałem go w ten sam sposób o fakt jego zasiadania w RN KSSE SA, otrzymałem odpowiedź jeszcze tego samego dnia wieczorem!

Cóż, może znowu trzeba będzie zająć stanowisko, które biegunowo różni się od innych w podobnych sprawach? Niełatwo przecież będzie rozstrzygać o łamaniu prawa przez KOLEGĘ Z TEJ SAMEJ RADY NADZORCZEJ. Przecież takich rzeczy nie robi się kolegom z pracy!

Na koniec pytanie. Dla mnie retoryczne. Czy czasem nie takie sytuacje miał na myśli ustawodawca stanowiąc, że urzędnik nie może wykonywać żadnych zajęć budzących podejrzenie o jego stronniczość lub interesowność? Moim zdaniem mamy do czynienia z klasycznym przykładem łamania tego zapisu. Odpowiednie pismo do Wojewody Śląskiego i innych organów i instytucji skieruję w tej sprawie tuż po wyborach.

Dariusz Jezierski

3 Comments on "Zygmunt Frankiewicz i kolega z pracy"

  1. Po wyborach, niezależnie kto je wygra, sprawa nie może być zamknięta, na co zapewne Frankiewicz i reszta tych łagarzy liczy. Gdyby, mimo dowiedzionych skandalicznych faktów, pozostał na obecnym stanowisku, to nieustannie zwiększająca się grupa świadomych gliwiczan znów pewnie podejmie próbę odwołania go w referendum. Aż do pozytywnego skutku.

  2. Jak podsumowuje rezultaty własnych dokonań jeden z twórców reformy o "demokracji" samorządowej.

    http://wyborcza.pl/1,75478,16950708,Stepien__Samorzad_nam_sie_wykoslawil.html

  3. Moze w UW siedza nieuki, tak jak w ZDM w Gliwicach?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*