Zygmunt Frankiewicz kłamał!

4 komentarze

Dr Waldemar Walczak z Uniwersytetu Łódzkiego specjalizuje się w zagadnieniach nadzoru korporacyjnego i pokrewnych. Zapytany o to, czy zasiadanie w radach nadzorczych miejskich spółek wiceprezydentów, prezesów innych spółek miejskich i politycznych przyjaciół prezydenta jest zgodne z prawem, oświadczył zdecydowanie, że z prawem tak (jeśli rzecz jasna w pędzie do władzy nie naruszono go) ale z etyką korporacyjną już nie.

Przede wszystkim do rad nadzorczych powinni trafiać ludzie kompetentni, a sam klucz politycznych sympatii i zależności z całą pewnością tego nie zapewni. Dodatkowo dochodzą tu przy takich zależnościach kwestie ewentualnych podejrzeń o stronniczość i interesowność. Ważne jest również samo pojęcie nadzoru, które prawidłowo rozumiane musi zakładać oddzielenie funkcji właścicielskich, zarządczych i kontrolnych i to z oczywistego powodu. Sporym problemem według Walczaka jest również to, że decyzje o desygnowaniu przedstawicieli miasta do rady podejmuje jednoosobowo prezydent miasta i nie wymagają one nawet żadnego uzasadnienia, nie podlegają konsultacjom, czy jakimkolwiek formom zaskarżenia.

Co tak naprawdę jest oczekiwanym efektem takiego ukonstytuowania rad nadzorczych? Wybierają one rzecz jasna oczekiwany przez prezydenta miasta zarząd. W ten sposób docieramy do sedna sprawy, a taki stan rzeczy niejednokrotnie określa się dobitnym sformułowaniem „prywatny folwark”.

Oto, co powiedział w jednym z wywiadów doktor Walczak: „spółki miejskie są traktowane jak prywatny folwark wąskiej grupy partyjnych działaczy, a nie jak własność lokalnej wspólnoty. Lokalna społeczność z jednego musi zdać sobie sprawę – dając mandat do sprawowania funkcji prezydenta konkretnej osobie, daje de facto tej jednej osobie prawo do dysponowania ogromnym majątkiem miasta”.

Warto tu dodać komentarz biorący się z gliwickich doświadczeń samorządowych. W Gliwicach mamy mianowicie do czynienia z sytuacją, w której prezydent miasta stał się w zasadzie partyjnym renegatem. Zajmując swoje stanowisko już 20 lat i będąc dość sprawnym zarządcą, między innymi właśnie przez opisane wyżej praktyki zamienił samorząd w rzeczywistą władzę i kontroluje obecnie wszystkie strategiczne elementy organizmu miejskiego. Partyjność pojmowana w jakikolwiek sposób stała mu się zbędna. Ewidentne wady polskich ordynacji wyborczych umożliwiają takie konstytuowanie się i krzepnięcie rzeczywistej władzy, opartej na sieci cierpliwie i bardzo systematycznie tworzonych powiązań i konsekwentnym zwalczaniu wszelkich przejawów aktywności środowisk politycznie konkurencyjnych. W przypadku Gliwic śmiało można stwierdzić, że mamy już raczej do czynienia z czymś, co znajduje się pomiędzy samorządem i władzą definiowaną w kategoriach niedemokratycznych. Nazwałbym ten dziwny i patologiczny stan „korporacją samorządową”. Że termin to adekwatny najlepiej przekonuje podkreślenie pewnej cechy właściwej korporacjom – otóż w Gliwicach ludzie oddani, by nie powiedzieć wierni, prezydentowi miasta pozostają w stosunku do niego lojalni w każdym momencie, podtrzymywani w tym rzeczywistymi korzyściami i świadomością tworzenia czegoś na kształt organizmu, zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że lojalność i tego rodzaju „etyka” nie jest obligatoryjna w kierunku odwrotnym. To jest całkowita zależność, a więc również całkowite podporządkowanie. W praktyce możemy mówić o przejmowaniu kontroli nad wszystkimi dziedzinami życia społecznego, w których opisana wyżej ekspansja władzy zachodzi. Nie trzeba przekonywać, jak bardzo jest to niebezpieczny dla demokracji układ. W praktyce zawsze kończy się on, jak w Gliwicach, szykanowaniem wszelkiej opozycji, dokonywaniem podziałów po linii stosunku do urzędującego prezydenta i promowaniem swojaków kosztem reszty społeczności.

Biorąc pod uwagę to wszystko stwierdzam, że w obliczu takich realnych zagrożeń tym istotniejsze staje się kontrolowanie mechanizmów władzy i kwestii przestrzegania obowiązującego prawa. Przez ostatnie tygodnie bardzo wnikliwie zajmowałem się odpowiednimi kodeksami i ustawami, uzupełniając to w wielu przypadkach lekturą komentarzy i orzecznictwa sądowego. Okazuje się, że wbrew powszechnemu mniemaniu, nasze prawo mimo wielu niedoskonałości wciąż jeszcze stanowi funkcjonalny instrument walki o właściwy kształt życia społecznego. Należy po prostu z niego korzystać i konsekwentnie piętnować wszelkie patologie i przejawy jego naginania lub bezpośredniego łamania. Inna sprawa, że jest to trudne, bowiem wielkim i rzeczywistym problemem jest niemożność dotarcia do społeczeństwa ze względu na wyjątkowo cyniczną (często również patologiczną) politykę medialną samorządów. Z tym jednak po prostu należy sobie poradzić.

W najbliższych dniach opublikuję materiały, które w sposób niepozostawiający złudzeń obnażą rzeczywistą sytuację w mieście. Dotyczyć to będzie póki co tylko kilku osób i kilku spółek, ale ilość przypadków naruszenia prawa, a także rzeczywiste ich konsekwencje każą wręcz wyciągnąć wniosek, że tak wychwalane przez Zygmunta Frankiewicza i jego ekipę merytoryczne zarządzanie miastem i jego majątkiem jest już, co najwyżej, historią. To, co dzieje się obecnie można raczej nazwać szkodzeniem miastu i konsekwencje, jakie czekają w najbliższym czasie co najmniej dwie z miejskich spółek są tego najlepszym dowodem. Inne pytanie, które koniecznie trzeba będzie postawić, to to o sposób funkcjonowania prawnego wsparcia gminy, które jak wiadomo kosztuje bardzo wiele, a coraz częściej staje się raczej instrumentem ochrony samego Frankiewicza i osłaniania co bardziej ryzykownych decyzji niż środkiem zapewniającym zgodne z prawem funkcjonowanie miasta.

Na swojej konferencji prasowej po referendum Zygmunt Frankiewicz nawoływał do obserwowania tego, co będzie się działo dalej. Obraził mnie mówiąc o tonach kłamliwych ulotek, o pomówieniach i fałszu, wręcz o oszczerstwach. Powiedział, że nie było żadnych nadużyć a tym bardziej korupcji. Stwierdził, że te oskarżenia nie tylko wykraczały poza granice przyzwoitości ale również prawa. Dlaczego piszę „mnie”? To oczywiste – ja byłem autorem tych najbardziej „kłamliwych” ulotek, ja oświadczyłem publicznie, że Gliwice to miasto korupcji, ja wreszcie skierowałem doniesienia do CBA i CBŚ i zrobiłem to wszystko z pełną odpowiedzialnością, podpisując się pod wszystkim. Zygmunt Frankiewicz skłamał i obraził mnie publicznie. Wszelkie moje działania od tamtego czasu zmierzają przede wszystkim do udowodnienia mu tego kłamstwa. Wystarczyłby już sam materiał zaprezentowany dotąd – sprawa Nowaka i sprawa BIP to już są co najmniej nadużycia (sprawa Nowaka, to najprawdopodobniej przestępstwo). Sprawa Krystiana Tomali zgłoszona przeze mnie do CBA nie została jakoś umorzona, ale przejęta przez Prokuraturę Okręgową. Teraz jednak posiadam już dowody, które nie tylko pozwolą w efekcie ukrócić niektóre praktyki stosowane w Gliwicach ale również umożliwią mi dochodzenie moich praw jako osoby ewidentnie pomówionej i zdyskredytowanej publicznie przez Zygmunta Frankiewicza. Tym razem ja zachęcam do obserwowania tego, co będzie się działo.

Dariusz Jezierski

4 Comments on "Zygmunt Frankiewicz kłamał!"

  1. GOGOL PRZEJAZDEM | 8 listopada 2012 at 5:51 pm | Odpowiedz

    Oto, co powiedział w jednym z wywiadów doktor Walczak: „spółki miejskie są traktowane jak prywatny folwark wąskiej grupy partyjnych działaczy, a nie jak własność lokalnej wspólnoty. Lokalna społeczność z jednego musi zdać sobie sprawę – dając mandat do sprawowania funkcji prezydenta konkretnej osobie, daje de facto tej jednej osobie prawo do dysponowania ogromnym majątkiem miasta”.

    Walczak jest, ??? To niech spuści psa „Cywila”. Pies by się przydał na nich.
    Podejmie trop , jest dobry…

  2. GOGOL PRZEJAZDEM | 8 listopada 2012 at 5:53 pm | Odpowiedz

    „…Nie wiadomo, gdyż pewne przesłanki wskazują na to, że Zygmunt Frankiewicz może próbować forsować plan realizacji z wykorzystaniem jedynie środków własnych miasta. To, zdaniem wielu, byłby jednak krok lekkomyślny by nie powiedzieć szaleńczy. …”

    Żadne he he hi hi, bo Cezar się zdenerwuje.
    Panie i Panowie, starcy, noworodki, kulawi i ślepi – społeczna ściepa mieszkańców.
    Podium MUSI być !

  3. Opinia byłego Prezydenta Bielsko Białej a aktualnie Prezesa Agencji Rozwoju Lokalnego o Panu Prezydencie Miasta Gliwice i mieście Gliwice będącym pod jego panowaniem.

    Gliwice, to zupełnie inna mentalność ludzi sprawujących władzę – tłumaczy Traczyk. – To kultura, wiedza i otwartość. To ludzie wywodzący się z nurtu akademickiego Politechniki Śląskiej. Nie ma tam ani krzty zamordyzmu, za to panuje atmosfera wiedzy i pokory wobec wyborców. Są też tego pozytywne efekty. Gliwice nie są zadłużone i mają świetne perspektywy ekonomiczne na przyszłość.

    Czego chcecie od Frankiewicza?

  4. Marek Berezowski | 9 listopada 2012 at 1:30 am | Odpowiedz

    Ale przecież sam Frankiewicz od 2007 r. jest członkiem rady nadzorczej KSSE (Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej), za co bierze ponad 35000 zł rocznie. Wystarczy przeczytać jego oświadczenia majątkowe.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*