Zygmunt Frankiewicz o mieście obywatelskim

12 komentarzy

Urzędujący prezydent miasta – w ramach wszystkoconajważniejsze – ogłosił światu wizję społeczeństwa obywatelskiego. Co więcej, tytuł sugeruje, że samorządowiec chce nauczać, jak ten ideał osiągnąć. Tekst napisany gładko, pozbawiony konkretów (jak zawsze), przesiąknięty jednak wyczuwalną pogardą. Namawiamy do jego lektury. a tymczasem prezentujemy, jak należy go odczytywać naprawdę. Poniżej tłumaczenie:

 

"Niestety w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zapisano zasadę pomocniczości. Władza publiczna musi przynajmniej udawać, że wspiera działania obywateli, którzy tę władzę ustanowili. Tam, gdzie jest to nie do uniknięcia, trzeba stworzyć pozory istnienia społeczeństwa obywatelskiego. Można to obejść i dać szansę wybranym rodzinom i jednostkom. Gliwice wspierają ściśle wyselekcjonowane obywatelskie inicjatywy i zachęcają niektórych mieszkańców do działania. Jeśli ktoś chce działać – działa. Musi jednak spełnić kilka warunków: przynależność do dworu, bezwzględne popieranie każdej głupoty wypływającej ze złotych ust, działanie według siatki układów, godzenie się na dyktat w każdej dziedzinie miejskiej rzeczywistości. I wtedy możne liczyć na wsparcie.

Poziom aktywności obywatelskiej w Gliwicach przez wiele lat był niższy od średniej krajowej. Mocno się nad tym napracowaliśmy by zniechęcić "niewybranych". W efekcie na szczęście na terenie miasta funkcjonowało znacznie mniej organizacji pozarządowych niż w innych regionach Polski. Zainteresowanie sprawami dotyczącymi miasta dzięki nam jest już tak niewielkie, że ma również błogosławiony wpływ na niską frekwencję wyborczą. Niższa od średniej była również liczba osób prowadzących działalność gospodarczą, do czego przez lata skutecznie zmierzaliśmy, zawyżając ceny wynajmu lokali użytkowych, projektując ulicę Banków, wypędzając nadgorliwych do innych gmin i przylądków dobrej nadziei.

Gliwice niegdyś były podobne do wielu miejsc zachodniej Polski, w których po II wojnie światowej swój nowy dom znaleźli repatrianci z Kresów Wschodnich II RP. A później dziesiątki tysięcy osób przybyłych tu za pracą. Socjologowie często podkreślają, że w takich społecznościach przez dziesięciolecia dominowały o wiele mniejsze niż w innych częściach kraju więzy społeczne, co miało istotne przełożenie na poziom aktywności obywatelskiej. My te antagonizmy przez lata podsycaliśmy, z dobrym skutkiem.

Przywrócenie samorządu terytorialnego, który miał dać ludziom poczucie, że warto angażować się w życie swojej lokalnej społeczności skutecznie wykorzystaliśmy dla własnych celów. Wskutek nacisków – i dla świętego spokoju – podjęliśmy decyzję o utworzeniu instytucji mającej aktywizować społeczność lokalną. Pomijając pustosłowie promocyjne (rozwój trzeciego sektora i takie tam) utworzyliśmy w 2002 r. nieruchawy twór o nazwie Gliwickie Centrum Organizacji Pozarządowych (GCOP).

CO DAJE NAM (czyli nam) GCOP?

GCOP (teoretycznie) zajmuje się: doradztwem, szkoleniami dla organizacji pozarządowych, pomocą w bieżącej działalności, pisaniem wniosków o dotacje, rozliczaniem projektów, pozyskiwaniem sponsorów, promocją i marketingiem, działalnością edukacyjną itd. A naprawdę jest wentylem bezpieczeństwa i możliwością pogadania sobie o projektach, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Ma wystarczająco rozbudowaną strukturę i mylące egzotyczne nazwy, które dokładnie zaciemniają to, czym się naprawdę zajmuje.”

A tu oryginalny tekst dla porównania: http://wszystkoconajwazniejsze.pl/zygmunt-frankiewicz-miasto-obywatelskie/ 

Dariusz Jezierski

12 Comments on "Zygmunt Frankiewicz o mieście obywatelskim"

  1. Witam panie Dariuszu niestety źle pan wkleił link i trzeba poprawić a co do tekstu to muszę się z panem zgodzić przeczytałem i nic oprócz jakiegoś gadania konkretnego nie zauważyłem. Miastu Gliwice nie potrzebne są organizacje pozarządowe które będą działać jak osiedlowe domy kultury w małych miasteczkach. W mieście potrzebne są inwestycje. Owszem zbudowano autostrady a4, a1 i jest to sukces którym się Frankiewicz chwali mimo że nie przyczynił się do tego, po prostu Gliwice mają dobre położenie geograficzne. Moim zdaniem 20 lat rządów Frankiewicza to lata zmarnowane. To tyle chciałem jeszcze napisać o propozycjach na inwestycje w mieście ale pewnie kolejna kadencja Frankiewicza to lata zmarnowane, inwestycje w Gliwicach (oprócz piramidy egipskiej "hala podium") idą tak wolno że Gliwice znajdują się moim zdaniem w tym samym miejscu co inne miasta polski w okolicach roku 2000. Z wyrazami szacunku AM Pozdrawiam.

  2. Krótko mówiąc – "Gliwice, to MY" 😉

  3. Frankiewicza czeka już tylko starość i ludzka nienawiść. 

  4. Panie Dariuszy, czy moglby Pan nie cytowac tego klamce? Czy on Pana gdzies wymienia? Nalezy go kompletnie ignorowac i odsunac od wladzy.

    • Ależ ten tekst nie jest cytowaniem. To tekst satyryczny, mający zupełnie inny wydźwięk niż oryginał. Proszę porównać w wolnej chwili 

  5. Po wojnie do Gliwic nie orzyjechali zadni przesiedlency, tylko ludzie, ktorych komunistyczna zaraza wypedzila z ich domow! A wszystko za sprawa NIemiec!

  6. Panie Dariuszu, jesli nie usunie Pan tego tekstu:

    "repatrianci. Zazwyczaj z terenów wiejskich, więc powszechne było zdziwienie tychże przyszłych mieszkańców Gliwic, którzy po raz pierwszy w życiu widzieli łazienki, bidety, muszle klozetowe."

    zgłaszamy sprawę do prokuratury.

     

    • Tekst usunąłem, ze względu na to, że treść i forma najwyuraźniej powodowały emocje akrajne. Podkreślam jednak, że w moim mniemaniu był on skrajny, ale z całą pewnością nie stanowił czegoś, co można byłoby potraktować jako szkalowanie Polaków. Osobiście również, czułem się dotknięty, jako że oboje moi rodzice pochodzili z Kresów (Mama Lwów, Tata – Buczacz), ale tekst nie wykroczył poza dopuszczalne ramy. Niemniej jednak wiele skrajnych komentarzy sprawia, że nie widzę najmniejszego powodu, aby rozgorzała polemika skutkująca niepotrzebnymi konsekwencjami.

      • Przypadek Golgota Picnic? Ocenzurowany autor, choć najwyraźniej kierujący się złymi intencjami przygłup "narodowości ultraśląskiej" powinien mieć słuszne pretensje. Ale zamiast cenzurowania głupoty, poleciłbym mu dla przypomnienia ówczesnych realiów życia na Śląsku, książki "Cholonek…" i "Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka".  Lektura lekka i przyjemna, a co ważniejsze autorstwa naocznego świadka. Zresztą gliwiczaninowi też polecam, na kompleksy, a prócz prozy Janoscha, kilka kubków mocnej melisy.

  7. Cytat z dawnego mojego felietonu pt. Gliwicka rodzina widziana oczami Obywatela Europy Ferdynanda Kiepskiego,

    Prezydent Gliwic bardzo ciekawie wypowiada się w poniższym wywiadzie na temat społeczeństwa obywatelskiego,którego nie ma i nie będzie do czasu poważnych zmian w Magistracie.

    Prezydent-Senator  My o nie zabiegamy i gdyby to społeczeństwo realnie zafunkcjonowało w minimalnej postaci Pana by nie było w Gliwicach a osiadł by na wieloletniej ławce rezerwowych .

    Proszę się bardzo modlić by ci którzy na wybory nie chodzą ,ta bezkształtna masa bez siły dalej zezwalała na lżenie siebie i nie organizowała się w TRYBUNAŁ . By nigdy nie poczuła swojej mocy choć widać mizerne światełko w tunelu .

    PANA BY NIE BYŁO PREZYDENCIE ZYGMUNCIE FRANKIEWICZU od dobrych trzech kadencji.

  8. Po wojnie w Gliwicach zostało bardzo wielu rodowitych Niemców. Ze starchu zadeklarowali, że są Ślązakami. Natomiast co do kresów, to Lwów był najpotężniejszym ośrodkiem naukowo-kulturalnym w Polsce, a w Europie jednym z największych. Do Gliwic przyjechała ze Lwowa inteligencja. Profesorowie lwowscy zorganizowali Politechnikę Śląską. W ostatnich latach, pod rządami Frankiewicza, z Gliwic wyjechało mnóstwo gliwiczan, a w to miejsce przybyła ludność napływowa. jego elektorat, która ma gdzieś to miasto.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*