Zygmunt Frankiewicz – strategia zamknięcia?

 Wiele wskazuje na to, że jesienią ubiegłego roku rozpoczęliśmy w mieście ostatnią kadencję prezydentury Zygmunta Frankiewicza. Nie, nie mam złudzeń, wiem, że nie będzie ostatnia dlatego, że zadecydują o tym mieszkańcy Gliwic, bo najzwyczajniej w świecie – przynajmniej teraz – są do tej zmiany niezdolni. Stanie się tak z zupełnie innych powodów. 

 

Gliwicką społeczność charakteryzuje nieumiejętność zorganizowania się wokół ważnych celów społecznych. Powielamy w tym względzie ogólnopolski stereotyp. Dzielimy konflikty społeczne, problemy takich czy innych grup zawodowych, dzielnic, czy poszczególnych ulic na „nasze” i „obce”.

W efekcie mało interesuje wszystkich gliwiczan sprawa protestów pracowników Gliwickiego Centrum Medycznego, rozmiaru łamania prawa w spółkach miejskich, skandalicznego wycinania drzew tu i tam, czy wreszcie przekazania 40 milionów zł spółce… wodnej, która została wyznaczona do zarządzania halą widowiskowo-sportową.

Jest nam również kompletnie obojętne, czy ta spółka w dostateczny sposób dba o sprawy, dla których została powołana. Każda z tych kwestii to temat na osobne opowiadanie. Teraz jednak chcę się skupić wyłącznie na osobie prezydenta Gliwic. Zamierzam wykazać, że Zygmunt Frankiewicz w sposób w pełni świadomy zbiera się do zakończenia trwającej ponad dwie dekady prezydentury.

Kolejna odsłona wielkiej polityki…

To, że prezydent Gliwic próbował niejednokrotnie wejść do wielkiej polityki, nie jest tajemnicą dla nikogo. Podobnie zresztą jak skutki kolejnych, firmowanych przez niego przedsięwzięć. Spektakularna porażka akcji „Obywatele do Senatu”, (wśród nich politycznego komandosa Goliszewskiego z Warszawy), wcześniej klęska próby wewnątrzpartyjnego puczu w PO, znanego bardziej pod nazwą „awantury pławniowickiej”, a w ślad za nią kuriozalnej pod względem politycznym – umierającej już w chwili powstania – inicjatywy pod nazwą „Polska XXI”, czy wreszcie niesławny odwrót gliwickiego desantu z Katowic w postaci marszałka województwa, Janusza Moszyńskiego, czy dyrektora Biura Górnośląskiego Związku Metropolitalnego, Piotra Popiela, a więc prywatnie i politycznie – „ludzi Franka”.

Tym razem wydaje się, że Zygmunt Frankiewicz spróbował wejść do polityki w wymiarze krajowym bardziej swoimi drzwiami, niż od tyłu, w wyniku rozłamowych działań o spiskowym nieco charakterze. Zaprocentowało pełnienie roli gospodarza dla włodarzy z innych lat, zaprocentował wreszcie „staż samorządowy” – wybór na prezesa Związku Miast Polskich wydaje się być naturalną tego wszystkiego konsekwencją.

Naturalna jest chyba również – zważywszy na jego retorykę „popławniowicką” – obecna narracja, polegająca na kontestowaniu kiepskiego (jego zdaniem) prawa i odgórnego ograniczenia możliwości samorządów. W ustach człowieka, pod którego rządami w sposób oczywisty obowiązujące prawo jest łamane, jest to – przyznajmy – argumentacja dość cyniczna, ale – co warto podkreślić – padająca na podatny grunt. Zygmunt Frankiewicz ma teraz dużo większe możliwości zbudowania wokół tego przekazu realnej siły politycznej. Całkiem możliwe, że tym razem będzie ją nawet firmował własnym nazwiskiem.

Dawne plany na finiszu…

Deklarowane przez niego od lat zamierzenia inwestycyjne są bliskie urzeczywistnienia. Należy do nich z całą pewnością ostatni odcinek DTŚ w śladzie, który mieszkańcom Gliwic w końcu narzucono oraz zbliżającą się z każdym dniem do upragnionego końca budowę hali widowiskowo-sportowej. Druga z tych inwestycji stała się z niewiadomych przyczyn (i piszę to jak najpoważniej) prezydenckim oczkiem w głowie, prawdziwą idée fixe. Kosztem ogromnego – wbrew temu, co uparcie twierdzi obóz prezydencki – zadłużenia oraz kosztem trwałego rozcięcia miasta na dwie części w samym centrum, plany Zygmunta Frankiewicza materializują się na naszych oczach.

Być może jeszcze, w co wątpię, uda się zmniejszyć ciężar spłacania inwestycyjnych kredytów, ale nie zmienia to faktu najważniejszego – w ciągu ostatnich dwóch kadencji samorządowych Gliwice w wyniku nieprzemyślanych decyzji nie tylko skonsumowały cały dorobek poprzedniej dekady, ale również obniżyły swoje możliwości inwestycyjne na wiele lat. Bez wątpienia jednak pan prezydent może być zadowolony. Przy pomocy swoich zwolenników, bazując na niewiedzy sporej części społeczeństwa, doprowadził do realizacji kontrowersyjnych planów. Z jego punktu widzenia to ogromny sukces.

… a przyszłość jawi się mgliście

Powoli kończy się konsumpcja gliwickiego dorobku ostatnich lat. Zaprzepaszczono historyczną szansę miasta na przemyślane, prospołeczne, proekologiczne i obliczone na sukces w przyszłości inwestycje w infrastrukturę miejską, komunikację, organizację przestrzeni miejskiej. „To se uż ne vrati”, jak mawiają bracia Czesi.

Postawiliśmy na rzecz karkołomną z założenia – realizację fantasmagorii. Tak, my wszyscy postawiliśmy, bo na to przyzwoliliśmy. Nie będzie więc nowego szpitala, wydolnego transportu publicznego, tanich żłobków i przedszkoli. Wiele rzeczy podrożeje w najbliższych latach.

Ale najważniejsze z prezydenckiej perspektywy jest to, że zmieni się rola samego prezydenta. Nie będzie już mógł występować w roli Wielkiego Inwestora, Super Planisty, Miejskiego Wizjonera. Nie będzie inwestował, ale będzie spłacał. No właśnie, czy na pewno on? Już dziś mogę prognozować, że nie.

Zaryzykuję, strategia łagodnego przejścia jest opcją optymalną, a zatem prawie pewną. Zygmunt Frankiewicz już ją przygotowuje. Gdyby było inaczej, nie poświęciłby tak wiele publicznych środków na promocję samego faktu, że został prezesem ZMP. On odejdzie jako człowiek, który zrealizował to, co sobie zaplanował. Pozostaną inni, którzy przyjmą na siebie ciężar skutków owej konsekwencji.

Czy ktoś się ze mną założy w tej sprawie?

 

Dariusz Jezierski 

8 Comments on "Zygmunt Frankiewicz – strategia zamknięcia?"

  1. … no cóż Śląsk ma pecha, a Gliwice dziś w szczególności – a może Pan Bóg ich nie lubi… Przed wojną Śląsk "otrzymał" Grażyńskiego – wojewodę łobuza, zwykłego bandziora (nie "powstańca), terrorystę a może i mordercę. Ten "zdoktoryzowany" i prymitywny ćwok doprowadził Śląsk bez mała do ruiny w ciągu niecałych 13 lat. "Książątko Śląskie" jak o nim prasa centralna wówczas pisała, dbał wyłącznie o własny wizerunek a swoich przeciwników usuwał z bandycką sprawnością do więzień, kazamatów Brześcia czy Berezy Kartuskiej (pierwszego obozu koncentracyjnego w Europie). Otoczony w Urzędzie Wojewódzkim dworem łobuzów i donosicieli, on nieustający agent polskiego wywiadu, czuł sie wśród nich jak ryba w wodzie. Po 26 roku "sprowadził" na Śląsk z Warszawy i nie tylko z Warszawy, setki krętaczy, nieudaczników i zwykłych złodziei. Poobsadzał nimi wszelkie państwowe spółki, zarządy przedsiębiorstw i dyrekcje kopalń, hut – doprowadzając je do riuny lub upadku. Powstało imperium zła, które nawet Piłsudskiego zaczęło przerażać. "Królewiątko Śląskie" bo i tak tez go nazywano, budował gmachy wyłącznie dla podkreślenia własnej wielkości (Sejm Śląski, Muzeum Śląskie, Dom Powstańca itp) reszte olewał dokładnie. Za jego "panowania" zagościło na Śląsku, wcześniej nieznane bezrobocie i analfabetyzm, zagościł polski bród, smród i ubóstwo, ubyło dróg i linii kolejowych, niezadowolenie rodowitych ślązaków rosło z dnia na dzień. Wszystkie osiagnięcia autonomicznego Sejmu Śląskiego przypisywał sobie i tylko sobie – został "koryfeuszem nauki i szkolnictwa", "budowniczym szkół" i "piewcą śląskiej kultury" blokując jednocześnie wszystko to z pedantyczną dokłdnością. To najbogatsze przecież województwo w ówczesnej Polsce z ogromnym Skarbem Śląskim było w istocie kulturalną, cywilizacyjną i społeczną pustynią i cofnęło się w stosunku do roku 1921 o co najmniej 50 lat. "Królewiątko" zatrudniało dziennikarzy piszących o nim peany, "pisarzy" piszących o nim książki i sztab ludzi "dorabiających" mu i tworzących życiorys – życiorys "nieprzeciętnego człowieka i wielkiego patrioty, wybitnego organizatora i menagera". Ci ludzie opłacani z państwowej, czytaj śląskiej kasy byli tak nachalni i skuteczni, że do dziś przeczytać można w różnych Vikipediach o jego genialności. Aż przyszedł szczęśliwy (dla Śląska niestety tak) wrzesień 1939 roku i zmiótł "Królewicza", jego dwór i całe to tałatajstwo. "Książątko" razem z "bohaterskim Wodzem Marszałkiem", Prezydentem, Rządem i masą innych" patriotów", jak to się mówi, "pitnął zgrabnie" najpierw do Rumuni, potem do Francji i oczywiście na bezpieczne wyspy brytyjskie. Tam go wprawdzie Sikorski do pierdla wsadził, ale szczęśliwie dla "Książątka" Wódz zgninął a kumple z ciupy wypuścili. Podobno otarł sie jeszcze o wojsko, lecz bez "szczególnych sukcesów i zasług" a po wojnie był łaskaw spokojnie zemrzeć "na obczyźnie" smrodu po sobie więcej nie zostawiając. Ot taki życiorysik, smaczniutki trochę i polski jak najbardziej …  Zastanawiam się jednakowoż, czy aby Gliwice nie doświadczają aktualnie i bez mała od lat dwudziestu, posiadania swojego "Książątka" lub "Królewicza", jak kto woli … Dostrzegam, poniekąd, pewne podobieństwa, a nawet pewien smrodek podobny wyczuwam … tylko kto Go zmiecie? – Adolfa już nie ma 

  2. Po zamianie Gliwic na to co widzimy, ze zródeł około magistratowych wycieka,że chyba wystartuje z ZMP do sejmu,albo raczej do senatu,bo tam lepsza synekura.

  3. Tak, analogia postaci uderzająca. A ten polski smród, brud i ubóstwo jakie od jakiegoś czasu pojawiło się w mieście jest porażające. W dzień mieszkańcy, samochody przesłaniają rzeczywistość. Wystarczy z  rana na to wszystko spojrzeć. Brrr…

  4. cyt "kazamatów Brześcia czy Berezy Kartuskiej (pierwszego obozu koncentracyjnego w Europie). " – historii to pewnie uczyli w komitecie wojewódzkim pzpr? Dzisiaj już wolno, więc poczytaj sobie o łagrach sowieckich.

  5. Frankiewicz chcial takze dostac sie do sejmu. Trzeba pilnowac zeby nie uciekl i odpowiedzial karnie za zniszczenie miasta. A to, czy mieszkancy go wybieraja nie jest takie pewne. Sa powazne glosy i przeslanki, ze wybory sa falszowane, a przeciez Frankiewicz je organizuje. Podobnie jak referenda.

  6. Tak, trafne określenie – zniszczenie miasta.

  7. To wszystko prawda zniszczyl miasto doszczetnie.Odpowiedzialosci zadnej.Bedzie je niszczy jeszcze i wydawal pieniadze na durne inwestycje.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*